Diabelski młyn

27 kwietnia 2016 | 19:25 Redaktor: Sebastian Miakinik Kategoria:Publicystyka

Ligowa karuzela już raczej w sposób pewny pozwoli zakończyć nam sezon awansem do Ligi Europy. Główny cel nie został zrealizowany pomimo tego, że był w zasięgu naszych możliwości. Taką okazję zmarnowaliśmy jak zwykle na własne życzenie i z sobie tylko wiadomych powodów. Chimeryczność, nieobliczalność i bezmetodyczne szaleństwo klubu wpisuje się w nieprofesjonalny styl zarządzania, a tegoroczne wyniki wymagają natychmiastowych rozliczeń. Jako osobnika długodystansowo związanego z Interem przestaje mnie interesować jak klub wygląda na chwilę obecną, dziś, tu i teraz po pojedynczym meczu. Dość huśtawek, wahań nastrojów i formy, która najpierw nakazuje pieczętować zwycięstwa z ligową czołówką, by w następnej kolejce zastanawiać się nad przyczyną zdiagnozowanej w meczu z przeciętniakami kompromitacji. Pora przyjrzeć się zarządzaniu, którego efektem jest sportowy wynik.

Sposób administrowania klubem w bardzo szerokim aspekcie, od wydatkowania pieniędzy począwszy, a na ustawieniu piłkarzy skończywszy od dawna stanowi naszą achillesową piętę. Rzadko kiedy udawało się ugrać coś na obu polach jednocześnie. Testament Morattiego w postaci nieciekawych finansów i lawinowa bessa po złotym sezonie 2010r. dowiodły tezy, że problem jest głęboki i trudny do rozwiązania. Być może zaskoczył nieco także Erica Thohira, który w swoim pierwszym pełnometrażowym sezonie poniósł porażkę, nie realizując celu gry w Lidze Mistrzów. Miarą wyniku klubu nie powinna stać się liczba punktów, których zabraknie do trzeciego miejsca po ostatniej kolejce, a fakt, że na tej pozycji nie znalazł się Inter Mediolan. Tylko takie rzeczowe podsumowanie kwestii pomoże zrobić krok ku uzdrowieniu tej chorej mediolańskiej mentalności.

Nie ma wymówek. Nie należy ich szukać. Nic nie zakłóciło przygotowań, nie było plagi kontuzji, rywale nie spotężnieli po milionowych zakupach, a szczęście przez długie długie kolejki siedziało w naszej szatni. Nie wypracowano stylu, nie wypracowano mentalności, a nawet taktyki. W chaosie wzbogaconym o odrobinę ambicji i fartu udało się liderować przez większość pierwszej rundy. Każda z drużyn z czołówki przechodziła zadyszkę, dając nam prawdziwie namacalną szansę na miejsce premiowane udziałem w Lidze Mistrzów. Tymczasem zagramy w Lidze Europy. Na tym kończą się tegoroczne osiągnięcia. Jak na taki komfort pracy ocena może być tylko krytyczna. Roberto Mancini uległ mediolańskiemu przekleństwu i na przemian sprawiał wrażenie właściwego człowieka na właściwym miejscu bądź osoby zagubionej w swoich decyzjach, zupełnie nie czującej murawy i drużyny. Kilka solidnych zakupów dało mu możliwości, by stworzyć kręgosłup i wybić się ponad dotychczasową przeciętność. Dwumecz z Juventusem dowiódł, że stać nas było w tym sezonie na wiele więcej niż pokazuje to obecna tabela. Dosyć solidny potencjał marnujemy konsekwentnie i jak dotąd zupełnie bez konsekwencji. Tylko topór nad głową pozwala z odpowiednią mocą zmotywować się do ambitnych zachowań i zaangażowania. Przeszkadzają nam natomiast rodzące się szanse, nadzieje i wiara ,z  których nie potrafimy zrobić użytku.

Cały czas wyznaję tezę, że pańskie oko konia tuczy i brakuje mi silnej ręki prezesa. W futbolu nie wystarczy być dobrym matematykiem, ekonomistą czy biznesmenem, by osiągnąć sukces. Eric poprzez budowę swojego wizerunku powinien tworzyć wizerunek klubu. Wysłanie sygnału, że nie ma miejsca i tolerancji na osławione kompromitacje, to moim zdaniem obowiązek Szefa. W dobie gonienia światowej czołówki, gdzie startujemy z odległej pozycji każdy powinien czuć oddech i presję właściciela. Tym bardziej, że dobre i ciepłe słowa czy też wyrażane dobroduszne wsparcie, nasze gwiazdy tylko rozleniwia. Nie potrzebujemy „gwiazd” jednego czy drugiego meczu, potrzebujemy bohaterów sezonu. Zbyt łatwo zapominamy o porażkach i zbyt szybko unosimy głowy, gdy już tylko jest ku temu okazja. Tylko topór… (etc).

Kolejnym tematem, powracającym jak bumerang są świetne wyniki naszej młodzieżówki. Primavera po raz kolejny osiągnęła sukces i jednym z najbliższych zadań zarządu będzie wykorzystanie tego potencjału. Poprzednikom szło nad wyraz marnie, więc pora w końcu oczekiwać czegoś więcej. Nie wiem czy Erick zamierza na tym sukcesie tylko zarobić, nie wiem czy klubowa polityka zakłada strategiczne wprowadzanie młodzieży do pierwszej drużyny. Wiem, że nie wolno zarządowi klubu przejść obok tego wydarzenia obojętnie. Powinniśmy świadomie zażądać za jakiś czas rozliczenia z tego kapitału.

Ostatni fragment chciałbym poświęcić licznym doniesieniom o szukaniu inwestorów, współwłaścicieli i sponsorów. Z tego rodzaju aktywności należy się cieszyć. Rozpropagowanie marki, potencjalne zyski, zmniejszenie budżetowej dziury to korzyści tak oczywiste, że nad ich rozwinięciem nie warto się rozwodzić.  Inter był z założenia klubem otwartym na wiele rynków i wpisuje się to w bogate tradycje klubu. Drażni mnie jedynie to, że cała liczba masowych medialnych doniesień w tych kwestiach, zaczyna być tematem zastępczym, przesłaniającym boisko. Przestańcie karmić nasze frustracje nadziejami, zacznijcie wymagać tu i teraz.

Sebastian Miakinik

Źródło: inf.własna

Komentarze: 7

Guarin

Guarin 27 kwietnia 2016 | 19:54   

300 mln długu jakie przejął Thohir to są TRAGICZNE finanse a nie jak to zostało określone Nieciekawe

PazzaMorte

PazzaMorte 27 kwietnia 2016 | 23:10   

Wymagać po ostatnich kilku sezonach ?! Skaczcie z radości ,że prawdopodobnie zajmiemy 4 miejsce... Bo kiedyśmy ostatnio byli tak wysoko ....?

czarnoniebieski

czarnoniebieski 27 kwietnia 2016 | 23:52   

Jeśli chodzi o akademię to jak już kiedyś w komentarzach pisałem Eloge Yao zasługuje na poważna szanse. Strasznie mi szkoda Benassiego, bo też zasłużył na więcej zaufania, tak samo Gnoukouri. Dimarco gorszy od Tellesa czy Nagatomo by nie był.

vandallo87

vandallo87 28 kwietnia 2016 | 02:30   

Od stycznia jak katarynka powtarzam: brak motywacji, u Manciniego na wszystko odpowiedzią jest frazes " musimy pracować", względnie "futbol taki jest". Spiąć zespół potrafi tylko klasa przeciwnika, w magiczny sposób czując, np.Napoli naprzeciw drużyna zaczyna grać. Tylko, że rolą sztabu jest wykrzesać formę zespołu na każdego przeciwnika. I to jest powód porażek ze słabymi decyzjami personalnymi naprzemiennie i wspólnie. Pod tym kątem autor ma rację, ale na remedium w postaci tupnięcia nóżką Thohira nie ma co liczyć, to biznesmen, na futbolu się nie zna i łyka wciąż jeszcze tłumaczenia szkoleniowca. Tak ja to widzę.

Guarin

Guarin 28 kwietnia 2016 | 04:17   

Czyli tak jak myślałem ból dupy że zawodnik z twoim nickiem przestał grać. Nie podałeś argumentu który by udowodnił ze przez niego włoski futbol ma kryzys

Drakon

Drakon 29 kwietnia 2016 | 09:11   

Z tego co pamietam to mialo to tak wygadac ze Moraś mial na codzien wszystkiego dogladac i pilnowac, tylko ze bardziej pod postacia dobrego ducha a nie pana prezesa jak do tej pory. Z kolei Thohir mial odpowiadac za wszelkie sprawy formalne i propagowanie klubu w swiecie. Jak to wygloda w rzeczywistosci wszyscy wiemy, MM skupia sie glownie na swoim biznesie, a o Interze to sie tylko w mediach wypowiada i sieje zamet, swieto jest jak sie na Meazza pojawia. Thohir stara sie regularnie pojawiac w Mediolanie o ale wiadomo ze czlowiek ma sprawy do zalatwiania na calym siwecie i nie moze byc tu co tydzien. Moim zdaniem i tak jest w miare czesto i stara sie wszystko kontrolowac, zas kiedy jego nie ma to piecze nad druzyna powinien miec dyrektor sportowy. A tutaj Ausilio chyba troszke za malo sie stara

BEZMÓZG

BEZMÓZG 29 kwietnia 2016 | 19:49   

wejdziemy do LM


Reklama

Reklama

Piłkarze urodzeni dziś

  zobacz wszystkich