Ranocchia: Chcę wygrywać z Interem

20 kwietnia 2013 | 18:58 Redaktor: Biały Kategoria:Wywiady

Andrea Ranocchia udzielił interesującego wywiadu sobotniemu dodatkowi do La Gazzetta dello Sport, czyli SportWeek. Oto, co miał do powiedzenia stoper Interu:

Zdarza Ci się, że kibice zaczepiają Cię na ulicy i okazują swoje niezadowolenie?
- Gdziekolwiek grałem, niezależnie od tego czy był to dobry okres, czy też nie, to moje relacje z kibicami zawsze były dobre. Fani zawsze zachowywali się w porządku. W ubiegłym roku w Mediolanie, podczas sezonu, który by najtrudniejszym w całej mojej karierze, kibice okazywali mi ogromne wsparcie. Czy byłem obrażany? Takie rzeczy też się zdarzały, ale to jest częścią piłki. Dla mnie popełniony błąd zawsze jest okazją do poprawienia się i podniesienia swoich umiejętności. Jeśli będziesz rodrabniał takie epizody, to jesteś stracony.

Na Twojej stronie można znaleźć cytat Alberta Einsteina, który definiował każdy błąd jako błogosławieństwo.
- Tak właśnie uważam. Jestem przekonany, że w ciągu ubiegłego sezonu nauczyłem się więcej niż w czasie całej mojej dotychczasowej kariery.

Jest coś, co przeszkadza Ci w ocenach Twoich występów?
- Nie znoszę sytuacji, kiedy oceny moich błędów z krytyki merytorycznej stają się krytyką osobistą. Często wydaje mi się, że jeden błąd przekreśla wszystko to, co dobrego zrobiłem do tej pory. Takich ocen nie akceptuję.

To sprawia, że wydajesz się bardziej ludzki. Trudno jednak będzie pozbyć Ci się etykiety grzecznego chłopca. Jesteś małomówny, potrafisz mierzyć się z krytyką, okazujesz skromną radość po strzeleniu gola. Może czas, by Andrea Ranocchia trochę się zmienił?
- Kto wie...(śmieje się). Mój sposób bycia na boisku odzwierciedla moje pochodzenie: wychowałem się w Umbrii, robotniczym regionie, który jest wyjątkowym miejscem i w którym mieszkają ludzie z wyjątkową mentalnością.

To tam narodził się sekret Twojej normalności?
- Ja zawsze skupiałem się tylko na realizowaniu mojej pasji, od pierwszego kopnięcia piłki. Nigdy nie chodziło mi głowie zdobycie sławy i splendoru. Cierpliwie pracuję nad tym, by realizować moje małe marzenie.

Funkcjonujesz jednak w świecie, w którym różne wybryki i ekscesy robią wokół piłkarza więcej szumu.
- Miałem to szczęście, że zanim trafiłem do Interu krok po kroku pokonywałem kolejne etapy, grając w Arezzo, Bari i Genoi...Na każdym etapie mojej kariery mogłem liczyć na wsparcie moich przyjaciół oraz rodziny. Kiedy więc znalazłem się w wielkim klubie, byłem już wystarczająco dojrzały.

Ale naprawdę nigdy nie wyobrażałeś sobie, że pewnego dnia trafisz do Serie A?
- To po prostu był naturalny proces, praktycznie nawet nie zauważyłem, kiedy trafiłem tutaj, gdzie obecnie się znajduję.

Kiedy zdałeś sobie sprawę, że potrafisz więcej niż Twoi koledzy?
- Najlepsze było to, że nigdy nie zdawałem sobie z tego sprawy. Brałem udział w każdym treningu, później zawsze wystawiano mnie do gry i w ten sposób podnosiłem swój poziom.

I pewnego dnia dotarło do Ciebie, że to wszystko dzieje się naprawdę...
- To było, kiedy grałem w Bari i graliśmy przeciwko Milanowi: zagrałem przeciwko piłkarzowi, który był dla mnie wręcz mityczną postacią, czyli Alessandro Nescie. Przez całą rozgrzewkę patrzyłem na niego i obserwowałem każdy jego ruch. Bardziej obawiałem się poprosić go o koszulkę po spotkaniu niż samego meczu. Nesta to dla mnie prawdziwy wzór do naśladowania.

W Interze Twoim mentorem był Marco Materazzi, po którym odziedziczyłeś numer 23.
- Kiedy Marco był kapitanem Perugii, jak wtedy byłem chłopcem od podawania piłek na stadionie Curi. On zawsze mi pomagał, nawet wtedy, kiedy nie grałem jeszcze w Interze. Gra z jego numerem na koszulce to dla mnie wielki przywilej.

Czy rzeczywiście tak trudno jest zastąpić w Interze Mourinho?
- Miałem okazję trenować i grać z większością mistrzów z 2010 roku. Uważam, że te wszystkie sukcesy jakie oni zdobyli, powinny być dla nas motywacją do szybkiego odbudowania się.

Podczas dwóch i pół roku spędzonych w Interze spodziewałeś się, że wygrasz tu więcej?
- Bilans mojego pobytu w Interze jest bardzo zróżnicowany. Mogę i chcę dać z siebie więcej. Jak do tej pory wygrałem tylko Puchar Włoch. Klub z taką tradycją nie może przez długi czas pozostawać bez trofeów. To jest właśnie moje wyzwanie: chcę wygrywać z Interem.

Co Ci do tej pory w tym przeszkadzało? Pech?
- Nie wierzę w przesądy, to jest sprzeczne z moją wiarą. Rok 2012 był dla mnie katastrofalny przez kontuzje, nieporozumienia z Ranierim i niefortunne wplątanie mnie w aferę z zakładami piłkarskimi. Myślałem, że ten rok nigdy się nie skończy. Dzisiaj byłbym bardziej przygotowany na to, by sobie z tym poradzić.

Dużo czytasz?
- Tak, lubię na przykład Coelho, mimo że czasami się powtarza. Teraz z kolei czytam Ucztę Platona.

A jaki film ostatnio obejrzałeś?
- Skyfall. Jestem fanem 007. Tę pasję przejąłem od mojego ojca. Mówię na niego Bond, tak też zapisałem sobie jego numer w telefonie.

Źródło: fcinternews.it

Polecane newsy

Komentarze: 0


Reklama

Reklama

Piłkarze urodzeni dziś

  zobacz wszystkich