Wspomnień czar

15 maja 2013 | 17:52 Redaktor: Błażej Małolepszy Kategoria:Publicystyka

Będąc pod wrażeniem występów niemieckich drużyn w półfinałach Ligi Mistrzów, zachwycając się kunsztem Lewandowskiego i oczekując na wielki finał, postanowiłem powspominać poczynania Interu Mediolan w tych elitarnych rozgrywkach. Mimo że stosunkowo jeszcze tak niedawno byliśmy stałymi członkami tej najsilniejszej ligi świata, to w świetle naszych dzisiejszych poczynań te czasy spowija coraz gęstsza mgła. Pozostaje nam tylko wierzyć że rozłąka ta nie potrwa zbyt długo i obraz Nerazzurrich wsłuchujących się w niesamowity Hymn Ligi Mistrzów, ponownie stanie się dla nas „chlebem powszednim”.

Wielkie chwile                                                          

Rozgrywki w formule i pod nazwą Champions League istnieją od sezonu 1992/93. Pierwszym zwycięzcą okazała się drużyna Olympique Marsylia. Inter zadebiutował w nich dopiero w sezonie 1998/99, jednak kilkukrotnie zdążył się już zapisać na stałe w ich historii. Największy sukces to oczywiście wygrana w madryckim finale z 2010 roku po pokonaniu 2 – 0 Bayernu Monachium i dwóch bramkach Diego Milito. Pomimo kilkuletniej dominacji w Serie A, drużyna prowadzona przez Roberto Manciniego nie potrafiła zabłysnąć w europejskich rozgrywkach. Dopiero przyjście słynnego „The Special One” zmieniło ten stan rzeczy i pozwoliło prezydentowi Morattiemu dorównać w pewien sposób swojemu ojcu. Za rządów Angelo Morattiego Inter bowiem, dwukrotnie w latach '60 sięgał po Puchar Mistrzów, czyli bezpośredniego poprzednika Ligi Mistrzów. Cały sezon 2009/2010 był niczym niekończący się sen dla każdego kibica czarno-niebieskiej drużyny i nie ma chyba potrzeby żeby szczegółowo go opisywać. Do dominacji na Półwyspie Apenińskim fani zdążyli się już przyzwyczaić. Champions League była jednak nadal marzeniem, wydawać by się mogło nieosiągalnym. Jose Mourinho pokazał nam że nie ma rzeczy niemożliwych i niewykonalnych. Nie posiadając przecież najlepszych piłkarzy na świecie, potrafił zbudować team, któremu nie będzie straszny żaden rywal. Ten czarno-niebieski czołg, mimo początkowych kłopotów w fazie grupowej pewnie zmierzał do stolicy Hiszpanii, pozbawiając po drodze złudzeń takich rywali jak Chelsea Londyn, czy FC Barcelona. Piłkarze stwarzali przy tym niesamowite spektakle, które już na zawsze pozostaną w pamięci wszystkim sympatykom futbolu. W finale Bawarczycy nie byli w żaden sposób w stanie przeciwstawić się Milito, Sneijderowi, Maiconowi i spółce. W tamtym sezonie zresztą, chyba żadna drużyna nie byłaby w stanie tego dokonać.

Derby della Madoninna                                             

Derby na szczeblu fazy pucharowej Ligi Mistrzów to sytuacja niespotykana i niecodzienna. Inter i Milan piłkarski los spotykał jednak ze sobą, aż dwukrotnie. Pojedynki te, bez wątpienia przeszły do historii tych rozgrywek. Warto przypomnieć że Mediolan jest jedynym miastem w Europie z którego wywodzą się, aż dwa zespoły mające na koncie triumf w najważniejszych klubowych rozgrywkach na Starym Kontynencie. To dodawało tej rywalizacji dodatkowego kolorytu. Pierwszy raz oba zespoły trafiły na siebie w sezonie 2002/03 i to od razu w 1/2 finału. W ogóle był to wyjątkowy sezon dla włoskiego futbolu, ponieważ w gronie półfinalistów znajdował się również Juventus Turyn. Dwa pasjonujące i zacięte spotkania, oba zakończone remisem. W pierwszym meczu w którym umownym gospodarzem, był Milan kibice nie uświadczyli bramek. W rewanżu padł wynik 1 – 1 po trafieniach Martinsa i Szewczenki. Niestety w takiej sytuacji przepisy nie pozostawiały złudzeń. Dzięki bramce Ukraińca zdobytej na „wyjeździe” do finału awansował Milan. Okazja do rewanżu nadarzyła się już dwa sezony później. W rozgrywkach 2004/05 drużyny trafiły na siebie w ćwierćfinale. Pomimo dobrej postawy Inter poległ w pierwszym meczu na wyjeździe 0 – 2 i przed rewanżem był w bardzo trudnej sytuacji. Po bramce Szewczenki stała się ona już fatalna. To nie był jednak koniec złych informacji dla Interu tego wieczora. Gdy w drugiej połowie sędzia Markus Merk nie uznał prawidłowej bramki Cambiasso, tifosi Nerazzurrich wpadli we wściekłość. W stronę boiska poleciały race. Jedna z nich trafiła bramkarza Didę. Mecz został przerwany, a wynik zweryfikowany na walkower 3 – 0 dla Milanu. Inter oprócz kar finansowych, przez kilka spotkań następnej edycji musiał występować przy pustych trybunach.

Europejska przeciętność                                                       

Skandalem swój udział w europejskich rozgrywkach Inter zakończył również w sezonie 2006/07. W 1/8 finału rywalem Mediolańczyków, była wtedy Valencia. Podobnie jak w przypadku pierwszej konfrontacji z Milanem w obu spotkaniach padł remis i o awansie decydowały gole zdobyte na wyjeździe. Jako że w Mediolanie było 2 – 2, a na Estadio Mestalla bramki nie padły to dalej awansowali Hiszpanie. Po końcowym gwizdku zawodnicy obu drużyn mieli jednak sobie jeszcze coś do wyjaśnienia. W pewnym momencie piłkarz gospodarzy David Navarro zaatakował Nicolasa Burdisso z Interu i wywiązała się regularna bijatyka, która z boiska przeniosła się później do tunelu.

Niestety w pozostałych sezonach Nerazzurri kończyli swój udział w rozgrywkach Ligi Mistrzów, najwyżej w najlepszej ósemce, czy tak jak w powyższym przypadku w 1/8. Na naszej drodze stawały takie „potęgi” jak Villareal, Schalke 04, czy Olympique Marsylia. Zdarzały się również kompromitacje jak odpadnięcie już w eliminacjach ze szwedzkim Helsinborgiem w sezonie 2000/01, kiedy to mój ulubieniec Alvaro Recoba pogrzebał szanse na awans zmarnowanym rzutem karnym, czy nie wyjście z grupy w rozgrywkach 2003/04. Za mocne okazały się wtedy ekipy Arsenalu Londyn i Lokomotivu Moskwa.

Na koniec garść statystyk dotyczących poczynań Interu w Champions League.

Ilość spotkań: 115 (55-30-30)
Najwyższe zwycięstwo: Valencia – Inter 1 – 5 (2004/05)
Najwyższa porażka: Inter – Arsenal Londyn 1 – 5 (2003/04)
Najczęstszy rywal: Werder Brema, Barcelona, Valencia, CSKA Moskwa po 6 spotkań
Strzelone bramki: 165 (śr. 1,4 gola/mecz)
Stracone bramki: 123 (śr. 1,07 gola/mecz)
Najwięcej spotkań: Javier Zanetti – 97
Najwięcej bramek: Adriano – 18
Najwięcej bramek w jednym spotkaniu: 3 – Eto'o (Werder Brema 4 – 0, sezon 2010/11), Adriano (Artmedia Petrżałka 4 – 0, sezon 2005/06 i FC Porto 3 – 1, sezon 2004/05)

Źródło: inf.własna

Komentarze: 3

Javier4Zanetti

Javier4Zanetti 15 maja 2013 | 20:40   

Fajnie by było jakby Javier dograł te 100 meczy w LM...

bydomino

bydomino 18 maja 2013 | 21:32   

Raczej już nie dogra, chociaż z chęcią mu tego życzę, a sobie oglądania znów Interu w LM!

Dziarski

Dziarski 20 maja 2013 | 00:24   

chyba nie prędko Adriano ktoś prześcignie, to był kiedyś napastnik.. teraz takiego brak


Reklama

Reklama

Piłkarze urodzeni dziś

  zobacz wszystkich