Derby Italii - historia i skandale

6 lipca 2007 | 20:51 Redaktor: Paweł Świnarski Kategoria:Publicystyka

Słowo ,,derby” elektryzuje wszystkich, choć trochę zainteresowanych futbolem. Mecze dwóch drużyn szczególnie rywalizujących ze sobą zawsze przyciągały na stadiony tłumy kibiców i dziennikarzy. I to niezależnie od pozycji w tabeli zajmowanych przez obydwa kluby ani także zawodników aktualnie w nich grających.

Oczywiście, najważniejszymi derbami dla fanów są pojedynki dwóch zespołów z tego samego miasta. Takich meczów w Italii na najwyższym szczeblu rozgrywek jest, bądź też było, niemało. Warto wspomnieć chociażby o derbach Mediolanu, Rzymu, Turynu, Genui, czy nawet Werony. Emocji nigdy w nich nie brakowało, lecz najważniejsze rozstrzygnięcia zapadały gdzie indziej. Miało to miejsce w derbach Italii. Tym mianem nazywamy pojedynki Interu Mediolan z Juventusem Turyn, dwóch drużyn, które jako jedyne w Serie A nie zaznały szarzyzny, jaką jest gra na drugim froncie. Również te dwa zespoły otwierają tabelę wszechczasów Ligi Włoskiej. Ostatnio zwykło się również określać mianem ,,Derbów Italii” inny mediolańsko-turyński klasyk, mecz AC Milan z Juve. Być może to te dwie drużyny są w chwili obecnej najbardziej utytułowane, jednak to Inter, a nie Milan był częściej w owych pojedynkach ofiarą skandali i upokorzeń. A oto kilka z nich...

Zapewne wielu młodych kibiców Interu, czytających archiwalne wyniki swojego zespołu, nie może nadziwić się rezultatowi z 16 czerwca 1961. Juventus wygrał w Turynie 9:1. Nie była to jednak oznaka słabości ówczesnego Interu. Wręcz przeciwnie, to właśnie wtedy rodziło się wielkie Internazionale Helenio Herrery, które swoją grą zadziwiało kibiców w całej Europie.

Aby zrozumieć przyczynę tej klęski, należy cofnąć się równo o dwa miesiące. 16 kwietnia 1961 roku miały odbyć się po raz kolejny Derby Italii. Nie po raz pierwszy i nie ostatni miały decydować o końcowym triumfie jednej ze stron. To wywołało ogromne zainteresowanie meczem w mieście. Na starym Stadio Comunale pojawił się nadkomplet widzów, którzy zajmowali miejsca nawet na bieżni. W tych warunkach rozegranie meczu nie było możliwe. FIGC przyznało walkower Interowi. Juventus jednak odwołał się od tej decyzji i ku zaskoczeniu wszystkich, mecz nakazano powtórzyć. Tego było działaczom Interu za wiele. Na znak protestu wystawili do gry drużynę młodzieżową. Ta przegrała 9:1, ale postronni obserwatorzy z pewnością dostrzegli niejakiego Alessandro Mazzolę, zdobywcę gola dla Nerazzurrich. Jak się miało później okazać, wyrósł on na jedną z największych gwiazd w historii Interu.

Przenieśmy się teraz do 26 kwietnia 1998. Przeszłość niezbyt odległa. Ten mecz pamiętają chociażby Javier Zanetti i Alvaro Recoba. W 31 kolejce Serie A Derby Italii znów zakończyły się skandalem. Tym razem niechlubnym bohaterem nie była włoska federacja, lecz pan Piero Ceccarini z Livorno. W 70 minucie meczu, który po raz kolejny miał decydować o losach scudetto, Ronaldo został sfaulowany w polu karnym przez Marka Iuliano z Juventusu. Przy stanie 1:0 dla Bianconerich rzut karny wydawał się być dla Interu wybawieniem. Jednak sędzia nie wiedzieć czemu faulu się nie dopatrzył. Frustracja piłkarzy Interu sięgnęła zenitu. W czasie ich dyskusji z arbitrem, Juve wykonało błyskawiczną kontrę, po której Taribo West podciął Alessandro Del Piero. Karny dla Turyńczyków- to przelało szalę goryczy trenera Luigiego Simoniego, jak i prezesa Massimo Morattiego. Obaj ze złości krzyczeli wniebogłosy, a Simoniego przed wtargnięciem na boisko powstrzymali podopieczni. Nawet fakt, iż Gianluca Pagliuca obronił jedenastkę egzekwowaną przez Del Piero, nikogo w Interze nie uspokoił. Tytuł powędrował do stolicy Piemontu, ale do dziś kibice czarno-niebieskich nie mogą się z tym pogodzić.

Kolejny pojedynek o scudetto miał miejsce cztery lata później. W sezonie 2001/2002 w obydwu bezpośrednich meczach Interu z Juventusem padały remisy. Mistrzostwa nikt nie mógł być pewien aż do ostatniej kolejki. I właśnie wtedy, 5 maja 2002, Inter spotkało to samo, co w roku 1967. Upokorzenie w ostatnim meczu. Porażka 2:4 z Lazio oznaczała koniec marzeń o 14 tytule. A zdobył go nie kto inny jak Juventus.

Na koniec historia nam najbliższa, bo tegoroczna. Gdy w półfinale Pucharu Włoch Inter wylosował Juventus, mediolańscy fani nie mogli ukryć rozczarowania. Jednak w pierwszym meczu w Turynie padł wynik 2:2, ze wskazaniem na Inter. Piłkarze, wyraźnie podbudowani, liczyli na spotkanie w finale z Lazio. I mecz rozpoczął się po ich myśli. Za sprawą Adriano objęli prowadzenie. Niestety, później nie było już tak różowo. Na listę strzelców dla Juve wpisali się Tudor i Del Piero. I kiedy wydawało się, że nic nie uratuje Internazionale, w 95 minucie wyrównali rzutem na taśmę, za sprawą Daniele Adaniego. Dogrywka nie przyniosła rozstrzygnięcia, a w rzutach karnych, które są wyznacznikiem nie tyle umiejętności, ile szczęścia i dyspozycji dnia, lepsi okazali się Turyńczycy.

Być może nie doszłoby do takiego ,,horroru”, być może trenerowi Alberto Zaccheroniemu nie przybyłoby kilku siwych włosów, a kibice nie przychodziliby następnego dnia do szkół i biur w podłych nastrojach, gdyby sędzią nie był pan Emilio Pellegrino z Barcellony (Sycylia). Wielokrotne spalone ,,z kapelusza”, czerwona kartka dla Ivana Cordoby oraz brak rzutu karnego za ewidentny faul Montero na Emre- te fakty wzburzyły nie tylko ludzi związanych z Interem, ale także całą piłkarską Italię. Na szczęście Inter to klub z charakterem i po połknięciu gorzkiej pigułki powrócił do ligowej codzienności. Mimo czterech porażek z rzędu, Nerazzurri nie załamali się i powrócili do wielkiej formy, co pokazał chociażby wygrany 3:2 mecz z... Juventusem.

Jak wielokrotnie powtarzał Massimo Moratti, Derby D’Italia są dla niego, jak i dla wielu, najważniejszymi meczami w sezonie. Szkoda tylko, że tak często kończą się skandalami. Szkoda także, że sędziowie Ceccarini i Pellegrino nie potrafili przyznać się do winy, twierdząc, że ,,sędziowali dobrze”.

Źródło: InterMediolan.com

derby 

Polecane newsy

Komentarze: 0


Reklama

Reklama

Piłkarze urodzeni dziś

  zobacz wszystkich