Wielki Inter: Akt III

3 lipca 2013 | 11:49 Redaktor: Luk Kategoria:Publicystyka

Zdolny reżyser o szerokim uśmiechu i siwej, bujnej grzywie od 18 lat raczy publikę spektaklem pt. "Wielki Inter". Dwa pierwsze akty są już za nami, trzeci właśnie rodzi się w bólach. Co nas w nim czeka – apokalipsa czy happy end?

Na wstępie warto przypomnieć dotychczasowy przebieg widowiska. Akt I przedstawiał budowę zespołu łączącego w sobie gotycką finezję z bizantyjskim przepychem. Sprowadzano do niego wyłącznie wielkie gwiazdy (z Baggio, Ronaldo i Vierim na czele) za jeszcze większe pieniądze. Drużyna ta miała za cel rzucić cały piłkarski świat na kolana, jednak swój żywot zakończyła dzierżąc w garści zaledwie jeden puchar – Puchar UEFA. Ta część nosiła tytuł "Wielkie pieniądze" i doczekała się kilku remake'ów w wykonaniu m.in. Realu, Chelsea, Manchesteru City, Malagi i PSG. Poza jednym, potwierdzającym regułę wyjątkiem, wszystkie kończyły się marnie.

Akt II, znany jako "Wielcy przywódcy", wzorowany był na przedstawieniach Man Utd i Arsenalu. Zespół budowano tym razem nie z gwiazd na boisku, lecz wokół gwiazdy na ławce trenerskiej. Pierwszym z wielkich przywódców namaszczono Roberto Mancinego, który trofea zdobywał co prawda seryjnie, jednak nigdy nawet nie zbliżył się do tego najważniejszego - pucharu Ligi Mistrzów. Po nim nadeszła era panowania Mourinho, choć "era", to wyrażenie dalece na wyrost. Dwuletnie rządy The Special One były szybkie, zwięzłe i na temat, a zakończyły się zdobyciem pierwszej w historii Serie A triplety. Niestety dla widowiska, akt II został niepotrzebnie wydłużony o dzieje kolejnego "trenera z nazwiskiem", Rafaela Beniteza. Niestety, gdyż przywódcą okazał się marnym i po pół roku zostawił zespół w kompletnej rozsypce.

I tak oto doszliśmy do aktu III, który rozpoczął się upadkiem piłkarskiego kolosa. Nie ma w nim wielkich transferów, trenerów, trofeów... brakuje nawet wiary na lepszą przyszłość. Nic dziwnego, skoro w pewnym momencie za najlepszych (bo jedynych) napastników w drużynie uchodzili sprowadzony z trybun Lazio Tomasso Rocchi oraz... skrzydłowy Ricardo Alvarez. Po najgorszym sezonie od, bagatela, 91 lat nadszedł czas na nowe otwarcie. Stery drużyny przejął mało znany w Europie i jednocześnie wielce uznany we Włoszech Walter Mazzari – autor największych sukcesów w bez-Maradońskiej historii Napoli. Siwowłosy reżyser przydzielił mu rolę uzdrowiciela, który drużynę budować będzie na już istniejących (wbrew ubiegłosezonowym pozorom, całkiem solidnych) fundamentach. Co na nich powstanie? Po części z winy wątłego budżetu, częściowo zaś za sprawą bogactwa talentów w klubowej akademii, Mazzari dostanie do rąk nieoszlifowane diamenty wymieszane ze żwirem. Dobrym wyborem i szlifem budulca, może przebić osiągnięcia Jose Mourinho, natomiast złym - poprawić "rekord" Gasperiniego.

Obecnie oba scenariusze wydają się równie prawdopodobne. Z jednej strony optymizmem napawa liczba "młodych zdolnych" w szeregach (m.in. Kovacić, Benassi, Obi, Duncan) i na celowniku (Icardi, Belfodil, Dragović) klubu. Pesymizm zaś słychać w echach historii, gdyż to w Interze nie poznano się na talentach Pirlo i Bonucciego, pozwolono stoczyć się genialnemu Adriano, zaś Balotellego sprzedano by załatać bieżący deficyt finansowy. Co gorsza, na złych doświadczeniach w pracy z młodzieżą lista problemów się nie kończy, lecz dopiero zaczyna. Kolejne, to: przerośnięta kadra pierwszego zespołu (około dziesięciu zawodników zasłużyło "na bilet w jedną stronę", ale większość z nich nie chce go przyjąć), kontuzje liderów (Milito i Zanetti) oraz wyrwa na prawej stronie boiska, której po odejściu Maicona nie potrafili w pełni załatać testowani na prawej obronie/pomocy Schelotto, Jonathan, Alvarez, Nagatomo, Faraoni i Natalino.

Miejmy nadzieję, że wymienione problemy i zagrożenia nie doprowadzą Interu do klęski, lecz jedynie dodadzą szczypty dramaturgii przed tryumfalnym finałem trzeciej odsłony spektaklu – aktu III zapowiadanego jako "Wielki comeback".

Łukasz Broda

Powyższy tekst zajął 2. miejsce w konkursie intermediolan.com na najlepszy artykuł.

Źródło: inf.własna

Polecane newsy

Komentarze: 7

MrGoal

MrGoal 3 lipca 2013 | 12:42   

Świetny tekst! Jak dla mnie na miejsce 1. Gratuluję! Żałuję jednocześnie,że ten rzekomo "zdolny reżyser" przez 18 lat nie wpadł na pomysł , że być może akty trzeba ze sobą połączyć, tak jak robią to inni którzy wygrywają. Mieć dobrego trenera, jedną dwie gwiazdy w zespole i pokaźne grono piłkarzy dobrych, młodych, zdolnych

Danek

Danek 3 lipca 2013 | 12:46   

Moim zdaniem mistrzostwo świata. Tekst świetnie się czyta i sama koncepcja dosyć ciekawa.

Kuba

Kuba 3 lipca 2013 | 13:18   

1 miejsce! Łatwe do zrozumienia, gładko sie czyta. Tylko troche za krótkie. Zanim zdążyłem się wciągnąć, był już koniec. :P

Morfo

Morfo 4 lipca 2013 | 00:09   

tekst bdb ale nie na pierwsze miejsce moim zdaniem

s0ket

s0ket 4 lipca 2013 | 14:33   

Tekst 1 klasa M.M. musiałby go przeczytać. Nasza akademia + 2 gwiazdy + chłopaki z kadry równa się drużyna na miarę finału LM

maestro84

maestro84 5 lipca 2013 | 17:37   

Fajny artykuł. Ja bym chciał, żeby dalsza część tego III aktu była jak akt I dzięki sprzedaży sporej części udziałów w klubie przez Morattiego i sprowadzeniu kilku klasowych graczy będących na topie, z tym że oczywiście przydałoby się wtedy wywalczyć coś więcej niż Liga Europejska :) A tak schodząc na ziemię, to wierzę, że Mazzarri to wszystko poukłada, dostanie jeszcze jakiś przyzwoitych grajków, bo to chyba aktualnie jedyna mozliwośc, i znów będziemy walczyć o tytuły.

Larrry

Larrry 6 lipca 2013 | 11:48   

A prosos Wielkiego Interu: www.sportwrzutka.pl/853/legendom-i-prawdziwym-kibicom-nalezy-sie-szacunek/


Reklama

Reklama

Piłkarze urodzeni dziś

  zobacz wszystkich