Wielki trening cierpliwości Morattiego

17 listopada 2013 | 11:25 Redaktor: Paweł Świnarski Kategoria:Publicystyka

Przyjście do Interu Ericka Thohira, człowieka z egzotycznego i odległego kraju jakim dla Włochów jest Indonezja, kończy pewną epokę. Epokę Interu Massimo Morattiego, jednego z ostatnich romantycznych właścicieli włoskich klubów, człowieka który był klubem, a klub był nim. Kibica Interu, który stał się Prezydentem tego klubu, Prezydenta, który pozostał kibicem. 18 lat Prezydentury Morattiego to już przeszłość, cofnijmy się zatem i powspominajmy.

Rodzinny interes

Kiedy dorastasz w rodzinie tak silnie związanej z danym klubem, to bardzo naturalne iż możesz przesiąknąć nim doszczętnie. Kiedy 18 lutego 1995 roku Massimo Moratti odkupił od Ernesto Pellegriniego Inter, gazety pisały o powrocie klanu Morattich. Wspomnienia były dobre, media natychmiast podliczyły dokonania jego ojca, Angelo Morattiego, który pozostawił po sobie karty historii wypełnione sukcesami w latach sześćdziesiątych. Majętny Massimo stanął przed nie lada trudnym zadaniem, zarządzania potężnym klubem i zmierzenia się z legendą własnego ojca.







Mówi się, że za sukcesem każdego mężczyzny, stoi fantastyczna kobieta. U boku Massimo, od lat stała jego małżonka, Milly Moratti. Jak on sam wspominał po latach, bardzo wiele jej zawdzięcza. Żartował nawet niedawno, że kiedy powiedział jej w 1995 roku o kupnie Interu, ta nie odzywała się do niego przez tydzień. Teraz, kiedy poinformował ją o tym, że zamierza sprzedać Inter, było dokładnie tak samo. Milly w nowym Interze pełnić będzie rolę... dyrektora artystycznego.

Drugą kobietą, która często zasiadała u jego boku na stadionie Giuseppe Meazza jest jego młodsza siostra Bedy. Zapalona kibicka, która nie odpuszcza żadnego wyjazdu Interu, jest wszędzie tam, gdzie gra jej ukochany klub. Jak sama przyznała, raz zdarzyło jej się opuścić mecz Interu, ale miała wówczas temperaturę 39 stopni. Została w łóżku, bo tak nakazywał rozsądek. Innym razem prawie wybiegła z kościoła na ślubie swojej siostrzenicy, byle zdążyć dojechać pociągiem na mecz Inter-Roma. Na miejscu była 10 minut od rozpoczęcia spotkania.

Mówiąc o rodzinie Morattich, mówimy zatem o ludziach z wielką pasją do Interu, która trwa od połowy lat pięćdziesiątych, dla których Inter to znacznie więcej niż rodzinny interes.

Przyjaciele Interu

Inter, to także inni ludzie z nim związani. Wielu z nich podkreśla, że Inter to klub wyjątkowy, to wielka piłkarska rodzina. Piłkarska rodzina i przyjaciele. Jednym z takich przyjaciół, który aż do 15 listopada 2013 roku zasiadał w zarządzie klubu, jest Marco Tronchetti Provera. Właściciel koncernu Pirelli, sponsor Interu który w klubie pojawił się zaraz po przybyciu doń samego Morattiego. Póki żył, blisko klubu był również słynny Avvocato, Peppino Prisco. Wielka przyjaźń zrodziła się również między Massimo a Giacinto Facchettim, który był swego rodzaju łącznikiem między nim, a jego ojcem Angelo. Giacinto był członkiem Grande Interu, który jako piłkarz pod wodzą Helenio Herrery święcił sukcesy we Włoszech i na Świecie. Od paru lat, coraz więcej do powiedzenia w klubie miał syn, Angelomario, który w nowym zrestrukturyzowanym Interze piastować będzie stanowisko v-ce Prezydenta klubu.



Rywalizacja, ale również szacunek

Moratti, choć często wyrażał własne zdanie na różne tematy, zawsze zachowywał pewien umiar i klasę. Nie wdawał się w publiczne pyskówki niczym Jose Mourinho i właśnie dlatego, jego relacje z wieloma innymi prezydentami i dyrektorami sportowymi klubów Serie A, były więcej niż poprawne. Zyskał szacunek. Mógł swobodnie jeździć na mecze wyjazdowe, co zresztą często chętnie robił. Wyjątkiem jest Turyn, gdzie Prezydent Interu raczej się nie pojawia, ale i relacje z Juventusem od lat są napięte.

- Przykro mi, że to już koniec. Moratti to wielki dżentelmen w świecie futbolu i dał mu bardzo wiele. Nie tylko z ekonomicznego punktu widzenia, lecz również dzięki swojemu opanowaniu. Mam nadzieję, że nowi właściciele będą mieli wkład nie tylko w finanse, ale też w kwestie emocjonalne. Jego rządy w Interze to romantyczna historia - powiedział Prezydent Lazio, Claudio Lotito

Rytmy zwątpienia

Najtrudniejszym momentem podczas pobytu Massimo Morattiego w Interze wydaje się być początek 2004 roku. Wówczas będący pod obstrzałem krytyki ze strony mediów i kibiców Moratti, na chwilę zwątpił w siebie. 30 stycznia 2004 roku ustąpił ze stanowiska Prezydenta Interu, które zajął jego przyjaciel Giacinto Facchetti. Giacinto jako jedyny z włoskich Prezydentów, wówczas nie był posiadaczem wielkiej fortuny, nie odkupił udziałów w klubie, ale był człowiekiem zaufanym, jednym z najbardziej utytułowanych piłkarzy w historii klubu, lubianym i popularnym, w jego żyłach płynęła czarno-niebieska krew, nikt nie miał co do wątpliwości. Kiedy z powodu choroby zmarł w 2006 roku, Moratti powrócił z tylnego siedzenia i znów oficjalnie sterował Interem w roli Prezydenta.

Czy wielkie zwątpienie narastało w Morattim od pamiętnego dnia 5 maja 2002 roku, gdy w ostatniej kolejce, Inter na własne życzenie przegrał Mistrzostwo w meczu z Lazio? Zamiast wyczekiwanej fety, na ulicach Mediolanu zapanowała żałoba, szok i niedowierzanie. Owy dzień był idealnym podsumowaniem pierwszych lat prezydentury Morattiego.

Kibic czy Prezydent?

Bardzo sporadycznie opuszczał spotkania Interu. Na Giuseppe Meazza widywany był regularnie w loży VIP, a jeżeli go nie było, siedział zapewne przed telewizorem. Często podróżował również z klubem, kiedy ten grał w europejskich pucharach. Gdy Primavera Interu walczyła w Londynie o Puchar NextGen Series - on tam był. Podobnie jak Giacinto Facchetti, był dostępny, tak jak w 2001 roku w Krakowie, kiedy dwójce naszych ówczesnych redaktorów udało się z nim i Giacinto Facchettim zamienić kilka słów i zrobić pamiątkowe zdjęcia, kiedy postanowili wyjść na spacer przed krakowski hotel.

Jego reakcje na boiskowe wydarzenia nie różniły się od przeciętnych reakcji przeciętnego bywalca piłkarskiej La Scali. Radość, smutek, złość, ekspresja - pełen wachlarz emocji. Kiedy w 2010 roku na Camp Nou, Inter awansował do finału Ligi Mistrzów, najpierw wyskoczył do góry w szale radości, a dopiero po chwili przypomniał sobie, że obok niego siedzi Prezydent Barcelony i wypadałoby, z czystej kurtuazji stonować swoją radość. Sekunda zapomnienia i znów był prezydentem, który w opanowaniu ściska dłoń Joanowi Laporcie w podziękowaniu za wspólnie obejrzany mecz.

Moratti uczył się Interu i futbolu przez lata. Sporo czasu upłynęło, zanim zrozumiał iż nie wystarczy mieć najlepszych zawodników, by osiągać sukcesy i nie wystarczy, gdy będą to przede wszystkim napastnicy. Nie da się ukryć, że „pomocne” w tym okazały się również kurczące się zasoby pieniężne, spowodowane m.in. światowym kryzysem, który nie ominął również jego firmy Saras, która działała w branży paliwowej.

- Inter to wielki trening cierpliwości – powiedział kiedyś, a cierpliwość była tym czego często mu brakowało

Moratti kochał piłkarzy i traktował ją miłością iście ojcowską. Oni kochali jego dobroć...i jego pieniądze. Massimo nigdy nie żałował na pensje swoich ulubionych piłkarzy. Wielu z nich, jak Alvaro Recobę, czy Ibrahimovića czynił najlepiej zarabiającymi zawodnikami na świecie. Urugwajczyk w przeciwieństwie do Szweda, nie był zawodnikiem który ciągnął Inter do sukcesów. Choć z przebłyskami wielkiego geniuszu, nigdy nie wzbił się na poziom, na jaki wzbiła się jego pensja. Wiele czasu spędzał u klubowych lekarzy, a istnym ciosem w serce był zmarnowany przez niego rzut karny w haniebnym meczu z Helsingsborgiem, który kosztował Inter odpadnięcie z eliminacji do Ligi Mistrzów.

Obok Recoby, zawodnikiem któremu Moratti pragnął uchylić kawałek nieba był bez wątpienia Ronaldo. Brazyliczyk obok Christiana Vieriego to wizytówka Morattiego z tamtych czasów. Tytana letniego mercato.

- Ronaldo? Nikt nie wierzył, że może udać się ściągnięcie go tutaj. Mówiło się, że to transfer niemożliwy. Brak konkurencji nam pomógł. Zarobiliśmy na nim drugie tyle, w kwestii sponsorów, popularności jaką dzięki niemu zyskaliśmy. Ronaldo to był wielki transfer.- powiedział niedawno

Brazyliczyk, jak to często u Brazylijczyków bywa, z lojalnością miał pewne problemy i kiedy tylko powrócił do zdrowia i formy po kilku latach problemów z kolanami, czmychnął natychmiast do Realu Madryt pozostawiając po sobie pewien niesmak. Inter wiele wycierpiał czekając na jego powrót do gry. To dosyć delikatne określenie, bo kiedy "il Fenomeno" który rozkochał w Interze miliony fanów Interu na świecie (także mnie) przeszedł z Realu Madryt do Milanu, powitano go mało sympatycznym transparentem: - Uciekłeś jak królik, wróciłeś jak świnia.

Z nim i Morattim wiąże się też ciekawa anegdota, przytoczona przez jednego z byłych pracowników Interu, Sandro Sabatiniego.

- Pewnego razu, Massimo został sam w Appiano Gentile, ponieważ koniecznie chciał zobaczyć indywidualny trening Ronaldo. Podszedł do Brazylijczyka i zaproponował mu wspólną grę. Chwilę później można było zobaczyć jak w swoich mokasynach dośrodkowuje piłki na głowę Brazylijczyka. Zawsze był bardzo otwarty wobec piłkarzy. Czy był zbyt dobry? Nie każdy mógłby być takim prezydentem, jakim on był.

Fakt nadmiernego rozpieszczania zawodników przez Morattiego w swojej książce dobrze podsumował jeden z nich...Zlatan Ibrahimović:

„Był jednak pewien problem w klubie. Moratti, prezydent i właściciel zrobił dla Interu wszystko. Przez lata wydał trzysta milionów euro. Sprowadził takich piłkarzy jak Baggio, Ronaldo, Crespo, Vieri, Figo i Maicon, bardzo stawiający na atak. Problem polegał na tym, że był zbyt hojny, zbyt dobry. Był w stanie przyznawać wysokie premie za jedno jedyne zwycięstwo.

Zwróciłem mu na to uwagę. Nie żebym był przeciw bonusom i innym korzyściom. Jak powiedział kiedyś Mourinho: - Nie jestem głupcem.

Nie można było jednak dawać premii za coś takiego. Według mnie to błąd. Nie jest tak, że piłkarz bierze pieniądze i idzie rozmawiać z prezydentem kiedy tylko chce. Ja jednak zdobyłem taką pozycję w klubie, że zrobiłem to mimo wszystko. Moratti nie jest trudną osobą, można z nim porozmawiać, zatem powiedziałem mu:

- Prezydencie!
- Tak, Ibra?
- Powinen pan się uspokoić!
- W jakim sensie?
- Z premiami! Oni nie będą szybciej biegać! Do diabła, jeden wygrany mecz nic nie znaczy. Dostajemy pieniądze za wygrywanie i okej, jeśli zdobędziemy Scudetto, wtedy może pan przyznać nam takie premie, jeśli będzie chciał, ale nie po jednym tylko zwycięstwie
.”

Moratti zapytany o swoją ulubioną jedenastkę Interu, wyłączając z klasyfikacji zawodników , którzy zdobyli w 2010 roku Triplettę, w ataku bez wahania wymienił trzy nazwiska:

- Ronaldo, Ibrahimović i… proszę wybaczyć, ale…Recoba (śmiech). Każdy kto mnie zna, wie że miałem na jego punkcie manię.

Piłkarze żyli u Morattiego jak pączki w maśle. Długo tolerowane były wybryki Adriano, który potrafił pijany przychodzić na trening, a następnie dla niepoznaki wysyłany na kozetkę w pokoju medycznym gdzie trzeźwiał. Również Ronaldo lubił się zabawić, w co wciągał innego kolegę z zespołu – Christiana Vierego. Fakt, że sami zainteresowani wspominali, że czuli iż Moratti traktuje ich zbyt dobrze, jest wymowny.

- Omówienie kwestii mojego kontraktu, zajęło mi z Morattim pięć sekund. To zbyt dobry człowiek, by być w świecie futbolu. Zawsze bronił swoich piłkarzy - wspominał po latach Alvaro Recoba

Tylko wielkie długi i co za tym idzie ograniczony budżet oraz lojalność zawodnika wobec Barcelony, powstrzymała Morattiego przed zakupem do Interu kolejnego wielkiego napastnika, którym się fascynuje: Leo Messiego.

- Messi? Na początku to był tylko mój żart, on okazjonalnie wysłał mi swoją podpisaną koszulkę, ponieważ patrząc na niego mówiłem że jest bardzo mocnym zawodnikiem. Próbowaliśmy, ale on był bardzo bliski Barcelony, ponieważ pomogli mu kiedy miał kłopoty. - powiedział w rozmowie z klubową telewizją Inter Channel

Zwykło się mówić, że dżentelmeni o pieniądzach nie rozmawiają. Massimo Moratti, jako człowiek z tytułem naukowym doktora, pieniądze liczyć potrafił, ale nie liczył się z nimi zupełnie, kiedy chodziło o uszczęśliwianie swoich pupili. Do czasu. Gdy w oczy zajrzało poważne widmo kryzysu finansowego, w 2012 roku rozpoczęto wprowadzanie surowych zmian w polityce płacowej klubu. W wyniku tej odmiany, w nieco brutalny sposób z klubu wypchnięci zostali Julio Cesar, Maicon, Lucio, czy Sneijder. Od tamtej pory, Inter przestał być klubem dla dżentelmenów.

Trenerskie eldorado

Mogłeś być najlepszym trenerem we Włoszech, być szanowanym i cenionym, mieć papiery do pracy w wielu klubach w Europie. Przychodząc do Interu, musiałeś liczyć się z tym, że już po kilku miesiącach albo tygodniach, możesz zniknąć szybciej, niż się pojawiłeś.

Inter Morattiego to dla trenerów jak bieganie po lodzie. Biegać potrafi każdy człowiek, ale nie każdy dobiegnie do celu i zrobi to odpowiednio szybko w markowych mediolańskich pantoflach po tafli zamarzniętego jeziora. Szybkość jest ważna, ponieważ cierpliwość to nie jest cecha dominująca u Morattiego (delikatnie mówiąc). Taki delikwent zatem albo wpadnie w przerębel, albo wyłoży się na prostej i wybije przednie zęby.

Luigi Simoni biegł całkiem zgrabnie, ograł nawet słynny Real Madryt, ale podczas biegu nie wykonywał piruetów, więc mu podziękowano. Oficjalnym powodem zwolnienia Simoniego był więc mało efektowny styl gry Interu.

Moratti kochał swoich piłkarzy i niczym prezesi polskich klubów, w przypadku gorszych wyników, odstrzelał trenera. Tak było łatwiej. Gdyby były już Prezydent Interu, zechciałby kiedyś zaprosić wszystkich swoich szkoleniowców na kolację, musiałby wysłać po nich autobus.

Cwaniakiem, który wystarczająco przejrzał bossa, był Jose Mourinho. Bystry Portugalczyk, światowiec, który pracował wcześniej już w Hiszpanii (jako tłumacz, asystent, ale jednak), Portugali i Anglii, będąc dopiero co po treningach u równie hojnego co niecierpliwego Romana Abramovića, świadomie pakując się na lot do Mediolanu, do walizki włożył… łyżwy. Zajechał na nich daleko, do końca i w dobrym stylu.

Przyjaźń z Mourinho trwa do dziś. Innym przykładem bliższej zażyłości z trenerem jest Roy Hodgson. Anglik w Interze pracował dwukrotnie, bez sukcesów. Mimo to udało mu się zyskać wielki szacunek u Morattiego, który właśnie do niego w sezonie 1998-1999 zadzwonił z prośbą o pomoc w ratowaniu staczającego się w tabeli Interu. Obecny szkoleniowiec reprezentacji „synów Albionu” nic nie wskórał, ale na prośbę Morattiego odpowiedział bez wahania i został czwartym w owym sezonie trenerem Interu. Co więcej, niedawno wyszło na jaw, że jego za swój krótki pobyt…nie wziął ani grosza, życząc sobie w zamian jedynie…bilety do opery na występ Pavarottiego!

Pasja utorowała drogę do sukcesów

Erick Thohir pod względem wizerunkowym, dobrze przygotował się do roli Prezydenta Interu. Sporo czasu poświęcił na zagłębienie się w historię klubu, postaci z nim związanych, poprzedników. W swojej wypowiedzi dla dziennikarzy, zacytował m.in. wypowiedź Giacinto Facchettiego, który powiedział kiedyś: "Sekret każdego triumfu leży w naszym przekonaniu. Nasza wiara leży w naszej pasji i pasja utoruje drogę do przyszłych sukcesów Interu".

Po latach upokorzeń, przegranych nadziei i momentów zwątpienia, Inter zdołał wrócić na swoje miejsce. Seryjnie zdobywane mistrzostwa, puchary oraz podsumowujący to sezon 2009-2010 zakończony triumfem w Lidze Mistrzów były nagrodą za lata pracy i miliard euro wpompowany bezpowrotnie w klub.

Przez kilka lat Inter nie miał sobie równych we Włoszech. W najtrudniejszej lidze świata. W lidze w której zespół, który przegra 0-7 u siebie potrafi później zremisować z zespołem z podium (Sassuolo z Napoli - przyp.red.), gdzie pod względem taktycznym, trenerzy także tych mniejszych klubów są przygotowani jak nigdzie indziej, gdzie formacje i ustawienia zmieniają się w czasie meczu tak często, jak statystyczna kobieta zmienia zdanie.

Nie da się ukryć, że afera Calciopoli, będąca efektem działań Luciano Moggiego i jemu podobnych, która w konsekwencji kosztowała Juventus spadek do Serie B, a inne kluby odjęcie punktów, pomogła Interowi umocnić swoją pozycję we Włoszech. Inter mógł taniej niż zwykle pozyskać Ibrahimovića, czy Vieirę. Dzięki odjętym punktom u rywali, miał też lepszą pozycję startową przed nowym sezonem. Nie przypominam sobie jednak, by AC Milan, jednego z kandydatów do tytułu, potraktowano karą aż 36 punktów ujemnych (faktycznie odjęto im 8 punktów), a taka różnica punktowa miała miejsce na koniec sezonu 2006-2007.

Sukcesy Interu Morattiego to wypadkowa przede wszystkim wielu mądrych decyzji personalnych jak zatrudnienie włoskiego trenera - Roberto Manciniego oraz danie mu kredytu zaufania dłuższego niż kilka miesięcy, jak to bywało w przeszłości. To także efekt lepszej niż dotychczas skuteczności na rynku transferowym, pozyskanie stosunkowo tanio takich zawodników jak Maicon, Cambiasso, Materazzi, Julio Cesar, Julio Cruz, Dejan Stanković, Juan Veron, nie wspominając o innych boiskowych architektach Interu z sezonu 2009-2010.

 

Blisko zespołu

Massimo Moratti zawsze był blisko drużyny. Nie na pokaz, a biorąc pod uwagę fakt, że był również kibicem, a nie zwykłym szefem zamkniętym w eleganckim gabinecie, było to coś bardzo naturalnego. Każdy kibic stara się być jak najbliżej swojej ukochanej drużyny, a on mając taki przywilej jako właściciel klubu, często z niego korzystał. Żył tym co się działo w zespole, wyraźnie lubił przebywać blisko boiska i doglądać osobiście pracę swoich piłkarzy. Jego wizyty były częste. Zjawiał się sam, lub w towarzystwie dyrektorów, przyjaciół (jak np. Diego Maradona). Zdarzało mu się również wchodzić do szatni w przerwie meczów, ale nie po to by wcielać się w rolę trenera i ustalać taktykę. Taktyka i skład, zawsze należały wyłącznie do obowiązków trenera. Najwyżej zwalniał trenera… ale nigdy, wzorem Silvio Berlusconiego nie pozwalał sobie na wkraczanie np. za pośrednictwem mediów w kompetencje szkoleniowca i proponowanie mu konkretnych rozwiązań taktycznych.

 

Massimo Moratti i media

Nigdy nie sympatyzowałem z innym klubem piłkarskim, tak jak sympatyzuję z Interem, więc moje informacje o obyczajach innych Prezydentów i właścicieli klubów są niewielkie. Coś co zawsze ceniłem u Massimo Morattiego, to jego sposób porozumiewania się z mediami. Nigdy nie było go w nich zbyt wiele, a jednocześnie nigdy nie było go za mało.

Podobał mi się jego zwyczaj, gdy niemal co tydzień, w poniedziałek, po każdym meczu udzielał on dziennikarzom krótkiej wypowiedzi odnośnie minionego spotkania. Większość takich krótkich wywiadów, do których miałem olbrzymi sentyment, zaczynało się od mniej więcej takich słów: „Przed siedzibą Saras, Massimo Moratti odpowiedział na kilka pytań dziennikarzy…”

Wywiady z nim, wypowiedzi, tłumaczę już ponad 12 lat, a nie przypominam sobie sytuacji by Massimo Moratti powiedział jakąś totalną niedorzeczność, lub zwyczajnie się zagalopował. Jego wypowiedzi były zawsze bardzo stonowane, konkretne i często błyskotliwe. To prawda, że zdarzało mu się mówić dziennikarzom jedno, zaś później robił coś zupełnie odwrotnego, ale to oczywiste, że zwłaszcza w kwestiach transferowych zbytni medialny szum nie pomaga. Transfery to wielkie pieniądze, a jak mawia Zbigniew Boniek: „pieniądze lubią ciszę”.

Internazionale, czyli międzynarodowy

Jednym z niewątpliwych sukcesów Massimo Morattiego jest uruchomienie strony internetowej inter.it. Inter był pierwszym piłkarskim klubem na świecie, który założył swoją witrynę. Sam zainteresowany, jest jednak skromny w tym temacie:

- Gdyby nie fakt, że internet nie istniał wcześniej, to bym nie był pierwszy - powiedział z uśmiechem, by następnie dodać:

- Musze powiedzieć, ze zawdzięczamy to mojej żonie. Ona naprawdę miała wielki wpływ na to, że tak szybko się tam znaleźliśmy.

Kilka lat później, wzorem Manchesteru United, uruchomiona zostaje klubowa telewizja Inter Channel, która kilka lat później transmitując prezentację nowego trenera Hectora Raula Cupera obok strony internetowej inter.it bije tego dnia swój rekord oglądalności.

Inter od lat stara się zdobywać nowe rynki i budować swoją markę w krajach azjatyckich i Stanach Zjednoczonych. Pozyskiwanie nowych sponsorów, kontraktów reklamowych, to jedno. Ideę międzynarodowości, Inter realizuje także w inny, oryginalny na skalę światową sposób. To projekt Inter Campus (kliknij, aby dowiedzieć się więcej), zainicjowany za kadencji Morattiego.

On sam dumny jest z tego globalnego przedsięwzięcia, które pomaga ponad 12000 dzieci na całym świecie, także w Polsce.

- Inter Campus to w moim rozumieniu coś zupełnie odwrotnego, do tego co zwykle robią kluby. Praktycznie nie lubię mówić o tym, ponieważ mogłoby to wyglądać jak bym starał się sam chwalić ten projekt, ale czasem masz prawo. To jest coś co musimy próbować rozwijać i chronić, ponieważ zaangażowanych jest w to 12000 dzieci.

„Największa radość, największy ból…mimo wszystko kochaliśmy Cię…”

Kiedy byłem w liceum, pisząc na języku polskim charakterystyki głównych bohaterów lektur, których nigdy nie czytałem, swoje wypociny zaczynałem najczęściej od zdania: „Ocena głównego bohatera, nie może być jednoznaczna…”

Z jednej strony mamy do czynienia z człowiekiem, którego dokonania w Interze nie pozostawiają złudzeń i wątpliwości. Jak podliczyli dziennikarze Sky Sports, za rządów Morattiego, Inter rozegrał 897 spotkań z czego wygrał aż 54 procent. 24 procent to remisy, a 22% to porażki. To 1531 bramek zdobytych, 958 straconych i 16 pucharów:

5 x Scudetto
1 x Puchar Uefa
4 x Puchar Włoch
1 x Puchar Ligi Mistrzów
4 x Superpuchar Włoch
1 x Klubowe Mistrzostwo Świata

Jedyne trofeum klubowe, które nie trafiło do gabloty Interu, sygnowane nazwiskiem Morattiego to Superpuchar Europy. To sprawia, że Moratti odchodzi jako Prezydent spełniony, legenda wpisana na złotych kartach historii Interu, a nie tylko tych, które najchętniej byśmy wyrwali i spalili. Czy sukcesów mogłoby być więcej? Nie wiem. Tego nigdy się nie dowiemy, więc tego typu spekulacje pozostawiam innym. Jako serwis intermediolan.com pamiętamy wszystkie trudne momenty, pamiętamy też chwile chwały. To wszystko uczy dystansu i pokory.

Patrząc z drugiej strony, przez pierwsze dziesięć lat rządów, Inter poza Pucharem UEFA, nie osiągnął zupełnie nic. Nakłady na klub były olbrzymie, zmieniali się zawodnicy, zmieniali się trenerzy, a gablota pozostawała pusta. Inter przez te lata był obiektem drwin ze strony sympatyków innych drużyn, które coraz sięgały po mistrzostwa, czy Puchary Mistrzów. Inter królował tylko na rynku transferowym, przepłacając za piłkarzy, którzy zawodzili, oddając innym za bezcen tych, którzy później okazywali się gwiazdami światowego formatu jak chociażby Roberto Carlos, czy Andrea Pirlo, choć przykładów mogłoby być więcej.

Można domniemywać, że odpowiedzialność za to ponoszą obok Morattiego także jego doradcy, ale to on ich sobie wybierał. Zresztą, tajemnicą poliszynela jest to, że w Interze to do Morattiego należało pierwsze i ostatnie słowo. W licznych wypowiedziach potwierdzali to ludzie blisko związani z klubem, byli piłkarze, trenerzy. Moratti decydował o wszystkim, nawet o doborze sponsorów, bo nie każdy może zostać sponsorem Interu jak usłyszałem kiedyś rozmawiając z Panem Mikołajem Plackiem z OKNOPLAST (sponsor Interu). Moratti ponosi zatem odpowiedzialność, za wszystko to co było w Interze złe za jego kadencji.

Jego relacje z kibicami były ogólnie dobre. Kibic to proste stworzenie: zespół gra, jest dobrze. Kiedy nie ma wyników, publiczność się niecierpliwi. Uwierzcie, że ta w Mediolanie należy do tych bardziej wymagających. Zdarzało się więc, że było mało ciekawie, gdy sfrustrowani tifosi rzucali na boisko race, lub z trybuny zrzucili skuter (tak tak, skuter).

Moratti był szanowany, ale nie oznacza to iż nie był krytykowany. Dostawało mu się wielokrotnie, choć jak sam potem przyznał, kibice często mieli rację nigdy nie przekroczyli granicy przyzwoitości. Rozumiał ich, bo choć innym, to sam pozostawał kibicem.

Na początku maja 2013 roku, na meczu z Lazio, trybunę Curva Nord pokryły transparenty na których znalazło się 12 pytań skierowanych do Massimo Morattiego. Prezydent nie schował głowy w piasek udając, że nic się nie stało, ale jednocześnie nie udzielił na nie konkretnej odpowiedzi.

- Myślę, że wszystko odbyło się w cywilizowany sposób. Jestem kibicem również i myślę, że wszystkie te pytania skierowane do mnie były słuszne. Jeśli mam być szczery, nie mam odpowiedzi na niektóre z nich, ale jednocześnie widzę sprawy w podobny sposób…. Jeśli ktoś zadaje pytanie, znaczy iż oczekuje odpowiedzi, więc moją odpowiedzią muszą być czyny. Słowa nie są ważne.

Być może odpowiedzią Massimo Morattiego na te pytania jest właśnie jego niedawne odejście. Miłość do klubu, świadomość, że nie jest w stanie zapewnić Interowi godnego miejsca w futbolu sprawiła, że postanowił oddać go w inne ręce. Nim jednak to zrobił, przez kilka miesięcy poznawał przyszłego właściciela i starał się by przejęcie przebiegło na jak najkorzystniejszych warunkach, z myślą o dobru klubu.

Z pytaniami będzie musiał zmierzyć się nowy właściciel Interu. Trudno zgadywać jaka będzie to Prezydentura. Na pewno będzie inna, ponieważ Thohir to człowiek z innej części świata, o innej kulturze, mentalości i przede wszystkim z innego pokolenia.

Ostatnim meczem Massimo Morattiego w roli Prezydenta Interu było niedawne spotkanie z Livorno wygrane 2-0. Dla beczki miodu jaką była burza braw jakie otrzymał od zgromadzonych kibiców, łyżką dziegciu były transparenty, które go jednak zabolały (mówił o tym, jego syn Angelomario):Największa radość, największy ból. 18 lat zamkniętych w 12 pytaniach. Czasem kochać zespół zbyt mocno, to nie jest dobra rzecz. Mimo wszystko, kochaliśmy Cię.

Dziękuję za wszystko.

Paweł Świnarski, intermediolan.com
Twitter: @pawelswinarski

Prawa autorskie wszystkich zdjęć wykorzystanych w artykule należą do ich autorów

Źródło: inf.własna

Polecane newsy

Komentarze: 19

el_przemo

el_przemo 17 listopada 2013 | 11:59   

dobry tekst

Seb

Seb 17 listopada 2013 | 12:13   

Wzruszające, ten felieton powinien znać każdy kibic Interu na świecie:)

Klinsi64

Klinsi64 17 listopada 2013 | 12:18   

Długie ale przeczytałem,parę błędów wychwyciłem,ale jakie to ma znaczenie? :) Pewnie że tych sukcesów powinno być więcej,40% to wina decyzji MM,30% przekrętów judentusu,30% nieudolność piłkarzy( 1/2 CL(Milan) 1/4 CL(Villareal),sezon 2001/02,finał CI z Lazio itd)

Interista

Interista 17 listopada 2013 | 12:27   

Bardzo mnie wzruszył ten tekst i obrazy... Cóż, wszystko ma swój kres

Internaldo

Internaldo 17 listopada 2013 | 12:29   

Akurat nie powoływał bym się na biografię Ibrahimovica, nie od dziś wiadomo, że ma problem z samouwielbieniem i szerze głęboko w dupie (za przeproszeniem) mam jego słowa. Tekst nawet dobry.. Mnie też by zabolał taki transparent na koniec tak długiej przygody(w rzeczywistości to jeszcze nie koniec). Wiadomo,że byłoby super gdyby Moratti odnosił same sukcesy ale nie mam do niego żalu za nic. Dla mnie był, jest i będzie najlepszym prezydentem w historii i tym samym wspaniałym człowiekiem-kibicem. Był jaki był, zawsze chciał dobrze

Kejmo

Kejmo 17 listopada 2013 | 12:29   

Długie ale zupełnie tego nie czuć, rozbawiła mnie historia z Ronaldo i dośrodkowaniami

Internaldo

Internaldo 17 listopada 2013 | 12:29   

ale nie każdy jest idealny. Kocham go tak samo jak kocham Inter. Forza Massimo Moratti!!!!

Kendzior

Kendzior 17 listopada 2013 | 12:32   

Gdyym był prezydentem tez bym nie przegapil okazji by pokopać piłkę z takimi gwiazdami ;)

Kendzior

Kendzior 17 listopada 2013 | 12:33   

Dzięki Moratti, za wszystko, GRAZIE dla mnie zawsze byłeś najlepszym prezydentem

Danek

Danek 17 listopada 2013 | 12:47   

Paweł chciałem Ci wytknąć błąd przy statystyce: z czego wygrał aż 54 procent. 24 procent to remisy, a 22% to porażki. Odświeżam żeby sie zalogować a tu błędy poprawione. Super tekst ;)

Joasia

Joasia 17 listopada 2013 | 13:06   

Ostatnie zdjęcie rewelacyjne!

Loon

Loon 17 listopada 2013 | 14:30   

Czapki z głów, Paweł

Darkos

Darkos 17 listopada 2013 | 16:33   

Bardzo dobry tekst. Przyjemnie się to czyta. A te zdjęcia dodatkowo umilają to czytanie :D No i oczywiście to ostatnie zdjęcie - genialne!

maverik

maverik 17 listopada 2013 | 19:26   

Tekst bardzo dobry, wszystko w nim zawarte :)

Sebastian Miakinik

Sebastian Miakinik 18 listopada 2013 | 16:08   

Świetny tekst Paweł, zwłaszcza, że podsumowanie pełnoletności MM w Interze musiało mieć wiele barw i odcieni. Dzięki za zdjęcia i ...słynny skuter ( w meczu oczywiście z Milanem w LM:)

Velitaliano

Velitaliano 19 listopada 2013 | 08:27   

Wspaniała lektura

Biały

Biały 23 listopada 2013 | 20:25   

Skuter był w meczu z Atalantą ;)

InterTommy

InterTommy 26 listopada 2013 | 02:03   

Doskonały felieton, nic dodać nic ująć :) !


Reklama

Reklama

Piłkarze urodzeni dziś

  zobacz wszystkich