Moja luźna refleksja po meczu z Liverpoolem

11 marca 2008 | 23:25 Redaktor: Larry Kategoria:Publicystyka

Przyznaję od razu: piszę ten tekst pod wpływem silnych emocji wywołanych oczywiście meczem Inter - Liverpool.

Nigdy jeszcze nie byłem tak zdenerwowany na grę naszych piłkarzy. Na usta cisną mi się same przekleństwa, nie ma takiego wulgaryzmu, którego bym nie użył w trakcie oglądania meczu. Nie całego, po jednej z sytuacji. Czerwona kartka była słuszna.

Pierwsza bardzo groźna akcja Interu przyniosła okazję, w której kompletnie sami, niepilnowani przed Reiną stanęli Cruz i Stankovic. Akcja nie była prowadzona na pełnej szybkości, było mnóstwo czasu, piłkę miał Cruz. Co zrobił? Zamiast podać do Stankovicia, który byłby sam, centralnie 5 metrów przed bramką, strzelił. Nie trafił. Był po prostu jęk zawodu - ok, Argentyńczyk się zagotował, może nawet nie zauważył Stankovicia, widać było że bardzo skupił się na piłce i na tym co robi Reina.

I druga sytuacja - identyczna, tylko, że naprzeciw Reiny, po koszmarnym błędzie defensywy gości, stanął Ibrahimović i chyba Cruz. I co? Szwed też się połasił na bramkę! A tu nie mogło być już mowy o tym, że nie widział partnera, bo miał całą wieczność na podjęcie decyzji o strzale lub podaniu i widać było, że doskonale wiedział o lepszej pozycji kolegi z zespołu. Ta sytuacja dosłownie wytrąciła mnie z równowagi,

W meczu, przed którym Mancini powtarzał swoim piłkarzom setki razy, że muszą mieć chłodne głowy i zimną krew, co powtarzali za nim jak jeden mąż wszyscy piłkarze, główni bohaterowie spektaklu na San Siro się, mówiąc kolkwialnie, "chamią". W meczu, w którym każda dobra sytuacja na strzelenie gola jest na wagę złota, próbują prawdopodobnie zostać bohaterami w sytuacjach, w których przy innym rozwiązaniu akcji po prostu musi paść gol. Nie da się więc Ibrahimovicia, biorąc pod uwagę jego sytuację (w dodatku gralismy wtedy 10 na 11!!!) nazwać inaczej, jak, przepraszam, skończonym...

Wielkie, naprawdę ogromne słowa uznania należą się Javierowi Zanettiemu, który rozegrał perfekcyjny mecz oraz Patrickowi Vieirze, który po kilku katastrofalnych, dramatycznie słabych występach rozegrał również fantastyczne spotkanie - rozgrywał, odbierał, przejmował, nie tracił - 10/10.

Rozumiem nie wykorzystać kilku doskonałych okazji, ale nie zrozumiem nigdy jak można stawiać swoje indywidualne osiągnięcia ponad dobro zespołu w takim meczu. Idę o zakład, że Ibra stojąc sam przed Reiną i mając możliwość podania koledze stojącemu samemu przed bramką, miał z tyłu głowy splendor, jaki by na niego spadł, gdyby trafił i pociągnął drużynę do zwycięstwa. Poza tym Szwed rozegrał naprawdę świetny mecz - to on m.in. stworzył okazję dla Cruza w pierwszej połowie, o której pisałem, miał kilka fenomenalnych zagrań, czarował techniką, ale w sytuacji z 53. minuty zachował się po prostu fatalnie..

Źródło: własne

Polecane newsy

Komentarze: 0


Reklama

Reklama

Piłkarze urodzeni dziś

  zobacz wszystkich