Seria Interu

6 lipca 2007 | 21:34 Redaktor: Paweł Świnarski Kategoria:Publicystyka

Ostatnio dopiero zaczęło naprawdę docierać do mnie, co znaczy 17 zwycięstw z rzędu Interu w tym sezonie. Teraz dopiero przestało mi się to mieścić w głowie. Trzeba to jasno powiedzieć: Inter dokonał rzeczy w dzisiejszej piłce niemożliwej. Ta seria jest, nie przymierzając, co najmniej tyle samo warta, co Kryształowe Kule Małysza, czy grube dziesiątki kolejnych zwycięstw Federera.
Kilkanaście, kilkadziesiąt lat temu, gdy o zwycięstwach potrafił decydować jeden Maradona, jeden Pele, jeden Best, czy inni, taka seria była i tak czymś nieprawdopodobnym. Ale dzisiaj? Dzisiaj gdy każdy może przegrać naprawdę z każdym? Gdy Barcelona z samymi geniuszami w składzie nie wygrywa z Osasuną czy innym Levante, gdy Chelsea z geniuszem na ławce i geniuszami na murawie gubi punkty z Aston Villą, Fulham, gdy nie mający absolutnie ŻADNEJ konkurencji we Francji Lyon, potyka się na Troyes, wreszcie gdy taki sam hegemon w Szkocji Celtic traci punkty z Falkirk? To Inter sobie jakby mimochodem wygrywa 17 meczów pod rząd, mając po drodze na rozkładzie m.in. Romę i Milan. Mimochodem, bo gdyby liczyć mecze bez porażki to Inter, biorąc pod uwagę wszystkie rozgrywki, ma ich... już straciłem rachubę, ze 30 kilka. Te 17 meczów to oczywiście rekord świata, dosłownie i w przenośni. Zdarzały się serie kilkunastu zwycięstw Realu - ale kiedy to było, czy Bayernu, ale Bayern ma bardzo słabą ligę – gdyby nie dobre wyniki właśnie tego klubu w Lidze Mistrzów, to śmiem twierdzić, że liga niemiecka byłaby w klasyfikacji UEFA daleko za Francją, Portugalią, Holandią i może jeszcze kimś. Dlatego wyczyn Interu jest tak nieprawdopodobny, niewiarygodny. Idę o zakład, że gdyby ktoś wyleciał w kosmos w październiku i wrócił niedawno i bym mu powiedział, że Inter wygrał 17 spotkań z rzędu, to by mnie wyśmiał i by nie uwierzył nawet po pokazaniu mu wyników w gazecie. Bo to chyba do żadnego z nas tak do końca nie dotarło. Dotrze dopiero kiedyś. Tak jak dopiero teraz naprawdę doceniamy i tęsknimy za Pele, za Garrinchą, za Maradoną, czy choćby za Bońkiem – chcielibyśmy ich zobaczyć, teraz dopiero to są legendy.
Za to z pewnością wszystkich nas rozpiera wielka duma. Naprawdę mamy się z czego cieszyć i czym chwalić. Gdyby jeszcze nie ta nieszczęsna Liga Mistrzów... Ale czy ktoś tego chce, czy nie, tak naprawdę o sile drużyny świadczy jego liga, bo w lidze trzeba grać dobrze cały rok, a nie pojedyńcze mecze. Tak jak o wielkości Małysza bardziej świadczą Krysztalowe Kule, a nie tytuły mistrza świata, czy medalisty olimpijskiego. Dlatego zastanówcie się nad tą serią i cieszcie się, chwalcie. Bo tej serii nikt nam nie odbierze. I zastanówcie się, zanim oplujecie Manciniego albo kogokolwiek, kto zasłużył się w tym sukcesie. Sukcesie, którego wielkość bardzo ciężko opisać słowami.

Larry, 28.03.2007

Źródło: InterMediolan.com

Komentarze: 0


Reklama

Reklama

Piłkarze urodzeni dziś

  zobacz wszystkich