Spostrzeżenia po 2 kolejkach ligowych

28 sierpnia 2017 | 18:27 Redaktor: Larry Kategoria:Publicystyka

Dwa mecze nie są może przesadnie dużą bazą danych do stawiania jakichś arbitralnych ocen w kontekście całego rozpoczynającego się sezonu, ale wydaje się, że pewne spostrzeżenia dotyczące gry i postawy drużyny można przedstawić. Inter po dwóch kolejkach Serie A ma komplet punktów zdobytych w spotkaniach z, co najmniej, solidnymi rywalami.

Zacznijmy od kilku krótkich słów na temat rozegranych do tej pory spotkań. Pierwszym z nich była inauguracyjna potyczka z Fiorentiną, będącą po dość poważnym demontażu drużyny, która w zeszłym sezonie zajęła przyzwoite, jak na swoje aspiracje, 8. miejsce, zaliczając się do szeroko pojętej czołówki Serie A. Sami włodarze klubu z Florencji mówią otwarcie, że ich drużyna jest w pewnym okresie przejściowym i w tym sezonie, w przeciwieństwie do poprzedniego, nikt głośno nie mówi o realnej walce o europejskie puchary. Celem będzie raczej trzymanie się w strefach środka tabeli. Nic więc dziwnego, że Inter, po wyjątkowo obiecującym okresie przygotowawczym i paru ciekawych, choć nie oszałamiających transferach (do których jeszcze wrócimy), był zdecydowanym faworytem meczu z Violą w ocenie większości ekspertów. Nikt jednak nie spodziewał się tego, czego świadkami byliśmy na boisku. Podopieczni nowego szkoleniowca, Luciano Spalettiego, rozpoczęli mecz z takim animuszem, od początku narzucając tak zabójcze tempo i niesamowicie atrakcyjną dla oka grę, że na boisku istniał tylko jeden zespół. Zanim ktokolwiek się obejrzał i rozsiadł wygodnie w krzesełku na Stadio Giuseppe Meazza lub przed telewizorem po długiej wakacyjnej przerwie, czarno-niebieski huragan zmiótł popularną Violę i było 2-0 po kwadransie gry. Z przytupem w sezon wszedł bomber Icardi, a grą Perisicia, Candrevy, Vecino, czy Nagatomo można się było tylko i wyłącznie zachwycać. Po kolejnym kwadransie tempo gry wprawdzie nieco spadło i gra się bardziej wyrównała, ale podopieczni Spalettiego nie mieli powodu, aby dalej tak zaciekle atakować bramkę strzeżoną przez Sportiello i dotruchtali do końca meczu, wywołując jeszcze zawroty głowy u swoich rywali w ostatnich fragmentach meczu, dokładając kolejnego gola i mecz zakończył się efektownym, a co najważniejsze w pełni zasłużonym wynikiem, 3-0.

Drugie spotkanie miało być dużo bardziej wymagające dla drużyny ze stolicy Lombardii i takie w istocie było. Roma wprawdzie w pierwszym meczu z Atalantą nie zachwyciła, ale po pierwsze, Atalanta to, bądź co bądź, czwarty zespół zeszłej kampanii, a po drugie, skład Rzymian nie został aż tak bardzo przetrzebiony przed sezonem, no i jakby nie patrzeć, jest to jednak wicemistrz Włoch, który praktycznie do końca poprzednich rozgrywek deptał po piętach Juventusowi. Dodatkowym smaczkiem tej potyczki był oczywiście fakt, że nowym szkoleniowcem nerazzurrich jest były wieloletni manager AS Romy. Na boisku od pierwszych minut nieco lepsze wrażenie zdawali się sprawiać podopieczni Spalettiego, nie był to jednak tak porywający koncert, jak w pierwszym ligowym meczu. Bardzo szybko zresztą gra się wyrównała i pierwszego gola strzelili gospodarze, po bardzo przytomnym, silnym, precyzyjnym i natychmiastowym po otrzymaniu piłki uderzeniu Dżeko z pola karnego w 15. minucie. Inter nie rzucił się do odrabiania strat. Goście próbowali konstruować akcje, aby odpowiedzieć rywalom, ale zbyt dużo było niedokładności, niepotrzebnych strat i bałaganu na boisku. Dość powiedzieć, że do 70. minuty gospodarze trzy razy obijali słupek bramki strzeżonej przez Handanovicia. Nie był to jednak efekt jakiejś przygniatającej przewagi gospodarzy tego spotkania, a bardzo dobrych strzałów z dystansu, niebędących efektem jakichś koronkowych, głęboko przemyślanych, składnych akcji. Na dwadzieścia minut przed końcowym gwizdkiem to goście z kolei nacisnęli przycisk turbo, czego efektem były 3 strzelone bramki, w tym dwie przez bohatera meczu z Violą Icardiego. Inter nie miał wprawdzie w tych końcowych fragmentach meczu tak druzgocącej przewagi nad wicemistrzem Włoch, jak w pierwszej połowie spotkania z Fiorentiną, ale gra w ofensywie była równie efektowna i skuteczna.

Fani Interu mogli oczekiwać na pierwszy gwizdek nowego sezonu ze spokojem, wręcz nawet sporym apetytem, a na pewno ciekawością. Nerazzurri jak burza przeszli przez okres przygotowawczy, wygrywając niemal wszystkie przedsezonowe sparingi, strzelając sporo goli w meczach z solidnymi rywalami - dość powiedzieć o wygranych z Chelsea, Bayernem, czy Lyonem. Jeśli dodać do tego co najmniej ciekawe transfery, jak wybijający się w swojej lidze na swojej pozycji Dalbert, czy doskonale znający już specyfikę Serie A i również wyróżniający się w swoich poprzednich klubach Skriniar, Valero, czy Vecino, a do tego wspominany wcześniej Luciano Spaletti na ławce trenerskiej, to optymiści już przed sezonem obsadzali czarno-niebieskich co najmniej na podium rozpoczynającego się sezonu. To właśnie były szkoleniowiec m.in. Romy i Zenitu wydaje się najbardziej spektakularnym "transferem" 18-krotnego zdobywcy Scudetto. Wiele wskazuje na to, że "geniusz", jak nazwał go ostatnio Antonio Cassano, a więc Spaletti, jest pierwszym od czasów Mourinho szkoleniowcem, który z miejsca (więc może nawet szybciej, niż słynny Portugalczyk) zdobył serca i zaufanie kibiców i, co najważniejsze, piłkarzy. Ci ostatni praktycznie od samego początku grają tak, jak oczekuje od nich tego ich 58-letni dowódca. Na murawie u każdego piłkarza widać pełne zaangażowanie, chęć do gry, a w taktyce praktycznie ciągły pressing, grę na jeden-dwa kontakty (Matias Vecino: "W drugiej połowie szybciej operowaliśmy piłką. Tego wymaga od nas trener.") i bardzo szybkie przemieszczanie się całych formacji po polu gry. W oczy rzuca się także duży spokój przy wyprowadzaniu piłki, a także brak strachu i zniechęcenia po niudanych zagraniach. Wygląda na to, że Spaletti nie ma piłkarzom za złe nieudanych zagrań, jeśli piłkarze podejmują ryzyko mające na celu przyśpieczenie gry i zaskoczenie przeciwnika, ale raczej nikomu nie odpuści braku zaangażowania i odpuszczania rywalowi na boisku. Jeśli dodamy do tego doskonałą atmosferę w drużynie (Candreva: "Inter się zmienił i jesteśmy zespołem.") od początku sezonu i ciągłę dowartościowywanie swoich podopiecznych przez nowego trenera (nazwał Vecino pomocnikiem kompletnym, o sprzedaży Candrevy w ogóle nie chciał słyszeć, a Icardiego nazwał najlepszym "bomberem", z jakim pracował), to mamy całkiem sporo argumentów za tym, że Inter jest naprawdę realnym kandydatem do walki o czołowe pozycje w lidze w tym sezonie.

Po zdobyciu potrójnej korony w 2010 roku i odejściu Jose Mourinho wiadomo było, że szykuje się kilka chudszych lat na Stadio Giuseppe Meazza. Nikt jednak nie spodziewał się chyba, że okres ten będzie trwał aż, co najmniej, 7 lat. Najbardziej irytujące przez ten czas było chyba poczucie pewnego chaosu panującego w klubie przez te lata. Teraz jednak pojawiło się, delikatnie mówiąc, światełko w tunelu. Spaletti wydaje się najbardziej odpowiednią osobą na swoim miejscu w tym momencie, a skład którym dysponuje, prawdopodobnie już teraz jest gotowy do walki o najwyższe cele. Nie da się także nie zauważyć, że szkielet drużyny to piłkarze, którym do swoich najlepszych lat jeszcze bardzo, bardzo daleko, żeby wymienić tylko olśniewającego w dwóch pierwszych meczach 24-letniego Joao Mario, potencjalnie już jednego z najlepszych stoperów ligi 22-letniego Skriniara, poukładanego i doskonałego w meczu z Romą 24-letniego Dalberta, czy niepotrzebujących dodatkowych rekomendacji 24-letniego Icardiego i 28-letniego Perisicia. Wracając do transferów, nie mniejszym sukcesem, niż piłkarze i trener, którzy przyszli, było zatrzymanie w klubie m.in. Icardiego i Perisicia. Inter nie popełnił zatem błędów przeszłości (m.in. Kovacić i Coutinho) i jeśli ten trend będzie udawało się utrzymywać, to w przyszłość można patrzeć naprawdę z ogromnym optymizmem.

Źródło: inf.własna

Komentarze: 4

Gambit

Gambit 28 sierpnia 2017 | 18:40   

Dobry artykul. Napisany ciekawie i poparty sensownymi argumentami. Tylko jak dla mnie tak z 6 kolejek za wcześnie zamieszczony na stronie:)
Choć miejmy nadzieję ze bedzie jak najbardziej aktulany nawet po 38 kolejce.

VVujek

VVujek 29 sierpnia 2017 | 18:07   

Dokładnie za wcześnie na taki artykuł.Po 2 meczach chyba każdy doszedł do wniosku że Mario powinien zaczynać w pierwszym składzie.

VVujek

VVujek 29 sierpnia 2017 | 18:08   

Dokładnie za wcześnie na taki artykuł.Po 2 meczach chyba każdy doszedł do wniosku że Mario powinien zaczynać w pierwszym składzie.

Maciej Pawul

Maciej Pawul 30 sierpnia 2017 | 01:17   

Jeśli Inter utrzyma tempo punktowe ,w stosunku do Juventusu, to kwestia mistrzostwa może się rozstrzygać już w grudniu, zgodnie z terminarzem gramy z Juve w ramach potyczek ligowych dwa razy - w ciągu tygodnia (!), pierwszy raz w Turynie, potem u siebie. Czekam z niecierpliwością.


Reklama

Reklama

Piłkarze urodzeni dziś

  zobacz wszystkich