Nie ufam optymistom. Roma, Lazio, Inter

10 kwietnia 2018 | 19:33 Redaktor: Sebastian Miakinik Kategoria:Publicystyka

Każdemu z kibiców Interu marzy się powrót do Ligi Mistrzów. Powrót w dobrym stylu, bez rzutu na taśmę i zszarganych nerwów. Ale skoro nie da się inaczej… trudno. Niech więc nastąpi szarpanie, liczenie na łut szczęścia i karuzela emocji. W takim stanie funkcjonujemy od dawna, częściej niestety ocierając się o frustrację, złość, gniew i poczucie traconego w nadziei czasu. Końcówka tego sezonu już dawno mogłaby mieć wolniejsze tempo, podczas którego ciesząc się kilkoma punktami przewagi nad Lazio czy Romą oglądalibyśmy mecz za meczem. Niestety, od lat potwierdza się, że jeżeli cokolwiek zależy od nas, koncertowo to psujemy, niwecząc wysiłek i trud, dzięki któremu, stan samowystarczalności i pewności sukcesu, byłby na wyciągnięcie ręki. Ile to już razy? Jak to możliwe? I gdzie są przyczyny?

Zwycięstwa, które tuczą zamiast budować

Zwycięskie serie nam nie służą. Przynajmniej od pewnego momentu. Kijem rzucanym w szprychy okazuje się poczucie spełnienia, gwiazdorstwa i kunktatorstwo. Nagle odpuszczamy boiskową walkę, zwłaszcza, gdy rywala w trakcie spotkania napoczniemy. Ileż razy, będąc faworytem, obejmowaliśmy prowadzenie, a spotkanie kończyło się przegraną lub nieszczęśliwym remisem? Brakuje równowagi w poczuciu wartości zespołu a momentem, kiedy to poczucie trzeba najzwyczajniej udowodnić i wybiegać. Bezustanna niepewność powoduje, że zespół dryfuje. Stać go dosłownie na wszystko. Nie uważam za przypadkowe ostre awaryjne hamowanie po meczach, które wygrywamy bardzo wysoko. Ot, czasami jest tak, że wszystko samo się układa. Taki dzień konia. Po takim dniu zespół wpada w pułapkę. Samozachwyt, poczucie wyjątkowości, czy nieuargumentowana pewność, że kolejna porażka, strata punktów jest w zasadzie nierealna. Mistrzem, w sensie mentalnym, po prostu się jest, a nie bywa. Tej mentalnej rzetelności nam brakuje. Stan radości w połowie drogi smakuje znakomicie, ale nadal jest to połowa drogi. My o tym zapominamy. Co rok, co sezon, co mecz. Perisić, choćby strzelał co mecz, w momencie kiedy odpuszcza krycie, wyrządza więc niewypowiedzianą krzywdę swoim kolegom.

Zwycięstwa, które tuczą trenera

Raz po raz, pojawia się zaskakująca decyzja trenera w obsadzie wyjściowej linii pomocy. Tryb oszczędności prowadzi Spallettiego do wystawiania Valero w składzie. Wszyscy są zdziwieni, przecierają ze zdumienia oczy, ale z drugiej strony trener argumentuje, że Rafinhę trzeba oszczędzać. Tymczasem spotkanie nie układa się po naszej myśli, wspomniany zawodnik ostatecznie w drugiej połowie pojawia się na murawie i ma świadomość, że wymaga się od niego dwukrotnie więcej, aniżeli przy wyniku bezbramkowym, tuż na starcie meczu. Drużyna losów spotkania nie odwraca, Rafinha swoje wybiegał tak czy siak, punktów nie widać żadnych, więc pytam po co nam ta oszczędność? To tak jakby dawać rywalowi fory na starcie, a potem sięgać do żelaznych wojennych zapasów w nadziei na wyszarpanie czegokolwiek. Nie miejsce i czas na rotacje, właściwe dla kilkupunktowej przewagi w tabeli nad rywalami do gry w europejskich pucharach. Torino, to także zły przeciwnik na to, by straszyć go rezerwami. Te błędy mogą nas bardzo wiele kosztować. Serwujemy sobie na kredyt komfort, na który jeszcze nas nie stać.

Los, który daje złudną nadzieję

Stracone punkty przez sąsiadów z tabeli rzecz jasna cieszą. Tym bardziej, że zdarzają się dosyć często i wiele z nich należy potraktować w kategorii niespodzianki. Czasami mam wrażenie, że wyścig o Ligę Mistrzów, wygra ten, kto pierwszy zda sobie sprawę, że nie wolno odpuścić choćby na moment. Z tej perspektywy sytuację wyjściową to właśnie Inter powinien mieć najlepszą. Dlaczego? Raz, że nie gra dodatkowych spotkań w tygodniu w pucharach. Dwa, tęsknota za czymkolwiek innym, niż środek tabeli w Mediolanie wydaje się być największa. Inwestor, nowy właściciel, ostatki i nie-ostatki Icardiego w klubie, znakomita frekwencja, wsparcie, siła młodzieży, itp. Wymieniać można bez końca. Tymczasem,  przy dogodności zrobienia jak najmniej by awansować, nie wykonujemy nawet tego minimum. Zadyszka Romy, po dwumeczu z Barceloną, powinna odejść w niebyt i na nowo skoncentrować drużynę na celowaniu w trzecie miejsce. Lazio, taką zażartość pokazuje od dawna, odwracając wyniki spotkań, w których jako pierwsi tracą bramkę. Być może derby Rzymu to ostatnia szansa, na to by Inter w tej batalii wrócił do gry. Należy jednak dać z siebie więcej niż minimum i nie oszczędzać tych średnich kart, które mamy w ręku.

Przyszłość bez znaczenia

Osobiście z drżeniem rąk omijam temat, co się stanie gdy… Być może nie chcę zapeszać, a być może poziom czarnowidztwa, w przypadku braku awansu do Ligi Mistrzów, trochę mnie przeraża. Z przeświadczeniem, że jesteśmy nad przepaścią, a moment jest naprawdę kluczowy, skupiam się nad teraźniejszością. Nie ma nic ważniejszego, niż te kilka kolejek. Ich rezultat może być czynnikiem wywołującym zmiany, które będą rzutować na klub w następnej dekadzie.

A świadomość, że przyszłość rozgrywa się tu i teraz, na naszych oczach, nie jest wcale przyjemnym doświadczeniem. Nie rozumiem więc wielu optymistów..

Źródło: Informacja własna

Komentarze: 6

ER_Grande_Nerazzurri

ER_Grande_Nerazzurri 10 kwietnia 2018 | 19:48   

Dobry tekst Panie Sebastianie. Może wreszcie od wielu lat układ tabeli na koniec nas uszczęśliwi; 3. Inter, 4. Lazio.

Akurat...

inter00

inter00 10 kwietnia 2018 | 21:16   

Bardzo dobry artykuł. Też nie rozumiem osób które mówią że Inter ma LM w kieszeni. Od dawna wiadomo że kiedy można coś zrobić to Inter wszystko partoli. Jeżeli nie zgubimy punktów po drodze to najważniejszy będzie rewanż z Lazio bo to ten mecz zadecyduje kto będzie na 4 miejscu

Larry

Larry 10 kwietnia 2018 | 22:44   

"Zadyszka Romy, po odpadnięciu z Barceloną" ;-)

Sebastian Miakinik

Sebastian Miakinik 10 kwietnia 2018 | 22:58   

uwielbiam takie pomyłki :-) każda remontada ma swoje vis a vis po ciemnej stronie lustra

Larry

Larry 11 kwietnia 2018 | 10:41   

Ale ten ManCity słaby jest, same patałachy tam grają... Niby walczą, coś tam szarpią, a mistrzostwa od 4 lat nie zdobyli, o LM nie wspominając... Może chociaż ligę jakimś cudem uda im się w tym roku wygrać ;-)

superofca

superofca 11 kwietnia 2018 | 14:50   

Pan Redaktor :D
Pozdrawiam.


Reklama

Reklama

Piłkarze urodzeni dziś

  zobacz wszystkich