Mecz o Ligę Mistrzów

19 maja 2018 | 18:46 Redaktor: Larry Kategoria:Publicystyka

Do najważniejszego meczu trwającej jeszcze kampanii Serie A pozostało jeszcze trochę czasu - już niedługo w finale sezonu na Stadio Olimpico w Rzymie zmierzymy się z miejscowym Lazio o prawo gry w rozgrywkach elitarnej Ligi Mistrzów w sezonie 2018/19. W finale sezonu niesamowitego, pełnego nieprawdopodobnych zwrotów akcji, w którym najwięksi twardziele na kibicowskich stanowiskach wielokrotnie wymagali reanimacji. Na którego końcu jednak wystarczy wygrać dowolną różnicą bramek z zespołem dowodzonym przez Simone Inzaghiego, aby odtrąbić pełen sukces.

Goście tego pojedynku mają na pewno nieporównywalnie więcej nie tylko do zyskania, ale i do stracenia. Lazio, to zespół praktycznie od zawsze lewitujący we Włoszech pomiędzy stanami średnimi, a ścisłą czołówką, który w jednym sezonie gra w pucharach, a w innym nie i nic nie wskazuje na to, aby w dającej się przewidzieć przyszłości miało się to zmienić. Inter natomiast to historycznie najbardziej, obok Juventusu, utytułowany klub we Włoszech i jeden z najbardziej utytułowanych w Europie. Dlatego miejsce Nerazzurrich jest w elitarnej Lidze Mistrzów i można z ogromną dozą prawdopodobieństwa, graniczącą z pewnością przyjąć, że awans do niej pozwoliłby na stały (wieloletni) powrót do ścisłej czołówki futbolu włoskiego i Ligi Mistrzów. Porażka z Lazio niestety odsunęła by ten cel w najlepszym razie o rok.

Cokolwiek się jednak w niedzielny wieczór na Stadionie Olimpijskim w stolicy włoch nie stanie, bieżący sezon już należy z całą pewnością uznać za przełomowy po erze Mourinho. Od wylotu z Mediolanu niezapomnianego Portugalczyka 18-krotni mistrzowie Włoch notowali regularny zjazd po równi pochyłej, aż wyrżnęli niemal o dno, zajmując 7. miejsce rok temu, prezentując żałosny styl gry i nie widząc na horyzoncie cienia nadziei na lepsze jutro.

Aż przyszedł Luciano Spaletti. Od pierwszego meczu sezonu było widać, że to szkoleniowiec, który wszedł na Meazza razem z bramą, błyskawicznie zaprowadził swoje porządki i piłkarze od razu zaczęli pokazywać, na co ich stać. Dziś to wrażenie zostało jeszcze wielokrotnie spotęgowane. Po oczach aż biją wyrazisty styl gry drużyny (który rodził się w bólach, wstrząsany zimowymi torsjami), pokazującą niesamowitą moc szczególnie w ostatnich meczach sezonu - nie zmieniają tego nawet porażki z Juve (wręcz wzmacnia) i Sassuolo, jak i to, że Spal potrafi wykrzesać wszystko, co najlepsze z każdego piłkarza, bez względu na to, czy to talent najczystszej wody pokroju Skriniara, czy nieco niższa półka (wyłączając beznadziejne przypadki w stylu Santona, czy nie wiedzieć czemu, Candrevy). Dodatkowo ogromnie cieszyć może widoczne zdjednoczenie w całym obozie Interu - ciepłych i pozytywnych słów nie szczędzą sobie nawzajem ani kierownictwo z trenerem, ani trener z piłkarzami, ani sami piłkarze. Nikt nie stawia sprawy na ostrzu noża, nikt nie "grozi" odejściem, ani wyrzuceniem za brak awansu do Ligi Mistrzów, z szatni nie wypływają żadne "brudy". Piłkarze wręcz zapewniają, że w ogóle nie dopuszczają do swojej świadomości żadnego innego scenariusza, niż awans do LM. Mało tego - są piłkarze (jak np. Florenzi), którzy przy wyborze nowego klubu skłaniają się ku Interowi dzięki temu, że na naszej ławce trenerskiej siedzi Luciano Spaletti. Sielanka.

Ten przyśpieszony kurs dojrzewania, jakim jest cała trwająca kampania i szczególnie ostatnie tygodnie, z całą pewnością będzie ogromnie procentował w przyszłości, bez względu na to, jak ta najbliższa przyszłość będzie wyglądała. Podopieczni Spalettiego dają z siebie w każdym meczu absolutnie wszystko, totalnie dominując każdego rywala, a mimo to przytrafiają im się porażki, jak ta z Sassuolo. Sam Maurito powinien w tym meczu z zamkniętymi oczami ustrzelić hat-tricka, a skończył z pustym kontem. Przegrane w taki sposób mecze załamują zarówno kibiców, jak i piłkarzy, ale są doskonałym polem do wzrostu na poziomie mentalnym, szczególnie dla tak młodziutkiej drużyny, jaką jest Inter. W tym kontekście osobiście już dziś nie mogę doczekać się, jak nasza drużyna będzie wyglądała w przyszłym sezonie.

Porażka w niedzielnym spotkaniu z pewnością wiele skomplikuje, ale jeśli wierzyć doniesieniom płynącym z Mediolanu o chęci dalszej współpracy z klubem Spalettiego i ze Spalettim, bez względu na wygląd tabeli na koniec sezonu i takim samym zapewnieniom ze strony piłkarzy, to możemy być pewni, że w końcu zaczniemy nowy sezon stojąc na jakichś fundamentach - i to niezwykle silnych. Transfery, które już w tej chwili są (rzekomo) "zaklepane", a wiele innych jest bliskich finalizacji, robią niemałe wrażenie. Nawet w przypadku odejścia 1-2 czołowych piłkarzy, zespół nie rozsypie się jak domek z kart i nie będzie trzeba go budować od nowa.

Inter wreszcie znów wygląda na klub zarządzany z głową, w którym nie patrzy się tylko i wyłącznie na to, jak przeżyć najbliższy tydzień. Ale w tej chwili najważniejsze, że do Rzymu poleci świadomy swojego celu, swojej siły i swojej mocy zespół. Mediolańczycy zaprezentują się tam ze swojej najlepszej strony, podobnie jak w każdym z ostatnich 5. meczów - możemy być tego pewni, jak niczego innego. Forza Nerazzurri!

Źródło: inf. własna

Polecane newsy

Komentarze: 7

ksiazewi

ksiazewi 19 maja 2018 | 21:20   

Nie żebym do Ciebie pił Larry, czy miał jakiś problem. Po prostu w połowie czytania, pomyślałem że to musiałeś napisać właśnie Ty. Rzucił mi się hurraootymizm "wlany" w tekst. Prawda jest taka, że dopiero jak jutro wygramy, to będziemy mogli trochę odetchnąć. Na dzień dzisiejszy to sytuacja wygląda tak, że wygrywamy kilka meczów z rzędu wysoko i nagle dostajemy z ogórkami i sytuacja jak i nasze postrzeganie drużyny zmienia się jak w kalejdoskopie i pomimo tego hurraootymizmu w tekście, uważam że jeśli niedaj Boże dostaniemy jutro becki od Lazio, to jesteśmy w czarnej dupie. Lepiej żebyśmy to wygrali.

Daniello11

Daniello11 19 maja 2018 | 21:22   

My? Bęcki? Od Lazio xDDDDDDD?? Chyba żart. Na pewno wygramy. To jest nasz wieczór.

Larry

Larry 19 maja 2018 | 21:46   

@ksiazewi
Dzięki za ten komentarz. Porażka z Lazio oczywiście niczego nie ułatwi, a bardzo wiele skomplikuje. Ale mówiłem już o tym wiele razy, że mój optymizm wynika właśnie z tego, co poniekąd napisałeś: "Na dzień dzisiejszy to sytuacja wygląda tak, że wygrywamy kilka meczów z rzędu wysoko i nagle dostajemy z ogórkami i sytuacja jak i nasze postrzeganie drużyny zmienia się jak w kalejdoskopie". Tego właśnie nie rozumiem, dlaczego "nasze postrzeganie drużyny zmienia się jak w kalejdoskopie". Rozumiem, gdybyśmy, jak za np. Pioliego, wygrali kilka meczów w niezłym stylu, a później by przyszła porażka (albo raczej kilka) w meczu, w którym byśmy grali, jak ostatnie patałachy. Ale tak nie jest. Od zażegnania zimowego kryzysu w każdym meczu, bez względu na to, czy wygranym, czy nie, gramy swoją piłkę - szybką, ładną, bardzo dobrej jakości, w każdym meczu mamy wiele 100-procentowych sytuacji na bramkę, nie dopuszczając (albo prawie nie dopuszczając) do takowych przeciwników. Ale to jest piłka, nie zawsze wygrywa lepszy zespół. Mamy taką sytuację, że potrzebujemy tej LM jak powietrza, ale zespół jest na tyle silny, że prawdopodobnie nawet w przypadku wtopy będzie wreszcie kontynuacja i rozwój w przyszłym sezonie. Czy to nie jest wystarczający powód do optymizmu w kontekście ostatnich 7-8, żałosnych, lat? :-)

Dla przypomnienia, w jak bardzo czarnych pośladkach byliśmy nawet pod wodzą bardzo chwalonego wtedy Mazzarriego, który bardzo dobre wyniki (jak na ich ówzesne możliwości) osiągał z Napoli przed przyjściem do nas, wklejam linka. Jak widać, nie byłem optymistą, kiedy nie było ku temu przesłanek ;-)

https://intermediolan.com/news/13623/serie-a-na-finiszu

ksiazewi

ksiazewi 19 maja 2018 | 22:24   

Zgadzam się w kwestii jakości w grze. Uważam że zmiana w zespole nastąpiła od meczu z Napoli. Później każdy mecz w naszym wykonaniu mógł się podobać. Brakło szczęścia w meczach z Milanem czy Sassuolo oraz mecze przegrane przez Spallettiego jak Torino czy Juventus. Nie zgadzam się w kwestii jednej. Brak lm może nas kosztować dużo więcej niż tylko wzmocnienia. W drugiej rundzie i sile zespołu w znacznej mierze stanowią Cancelo i Rafinha, a ich raczej nie wykupimy bez lm. Ponadto trzeba będzie kogoś sprzedać ważnego, a i taki Perisic czy Candreva to już motywacji nie znajdą. Tak mnie się przynajmniej wydaje. Zmierzam do tego, że możemy stracić nawet te zbudowane podstawy c zespołu. (edycja 2018.05.19 22:26 / ksiazewi)

Larry

Larry 19 maja 2018 | 22:39   

Fakt faktem, że od meczu z Lazio ogromnie dużo zależy i w przypadku braku awansu będzie nieskończona ilość możliwości. Choć osobiście uważam, że fundamenty pozostaną bez względu na wszystko. Będzie ciekawe lato ;-)

vandallo87

vandallo87 20 maja 2018 | 00:10   

Optymistyczna grafomania.

Lombardo

Lombardo 20 maja 2018 | 11:45   

Zdziwie sie jak nie bedzie czerwonej w tym meczu. Najbardziej narazeni jestesmy my z Vecino I Brozo na czele.


Reklama

Reklama

Piłkarze urodzeni dziś

  zobacz wszystkich