Bez historii nie ma Victorii

13 września 2018 | 22:33 Redaktor: Sebastian Miakinik Kategoria:Publicystyka

Serią krótkich oddechów odliczamy dni do pierwszego spotkania Interu w tegorocznej edycji Ligi Mistrzów. Ligi, która niepodzielnie skupia uwagę kibiców na całym świecie. Ligi wielkich pieniędzy, kontrowersji i emocji. Tam spełniają się marzenia bądź też wielkie plany szyderczo zostają pozbawione złudzeń i wystawione na pośmiewisko tłumu. Jedni spoglądali na nią z zazdrością lub tęsknotą, inni z podziwem lub sentymentem. Jaka była dla Interu? Zapraszam na podróż w czasie, w kilku odsłonach. Chapter one.

Debiut na czwórkę- sezon 98/99

Inter Mediolan rozpoczyna marsz po triumf. Tym razem w Lidze Mistrzów. Rok wcześniej Nerrazzurri ograli w Finale Pucharu UEFA Lazio Rzym 3-0 i są mocnym punktem na piłkarskiej mapie Europy. Na podwórkach, co drugie dziecko biega z koszulką Ronaldo, Baggio czy Zamorano. Czasy wielkich, jeśli nie największych nazwisk. W powietrzu gdzieś unosi się zapach legend i oczekiwania boiskowej maestrii. Javier Zanetti obserwuje ówczesnego kapitana Interu Giuseppe Bergomiego, kibice rozprawiają o talencie Nicoli Ventoli, a trener Luigi Simoni buduje imperatyw włoskiego bloku obronnego. Wkrótce potem zastąpi go Mircea Lucecu. Ten klub nigdy nie należał do cierpliwych.

 

Czasy nie były latwe i najmłodsi dziś nie pamiętaja, że kiedyś, w dawnej dalekiej galaktyce wyniki spotkań włoskiej Serie A najszybciej sprawdzało się na Telegazecie. W środku nocy palce same wciskały na pilocie 238 i czekały, aż podstrona ligi hiszpańskiej przeskoczy na włoskie calcio.

Losowanie grup i koledzy Ronaldo w grupie C mierzą się z obrońcą tytułu Realem Madryt, Spartakiem Moskwa i Sturmem Graz. Nie zaczynamy dobrze. 0-2 na Santiago. Real nie mniej galaktyczny niż dzisiaj, bo w składzie Hierro, Mijatović, Raul, Roberto Carlos, Seedorf, Panucci czy Morientes. W starciu gigantów Inter zostaje napoczęty dopiero w 79 minucie, na skutek rzutu karnego. Kolejny mecz to skromne zwycięstwo z Austriakami. Wymęczone w ostatniej minucie. Gola zdobywa Youri Djorkaeff, asystuje niejaki Diego Simeone. W Sturmie bramki strzegł wówczas Kazimierz Sidorczuk. Dla gości z Rosji także gościnni nie byliśmy. Inter po golach Ventoli i Ronaldo wygrywa 2-1. Sytuacja w grupie wydaje się klarować. Rewanże. W Moskwie 1-1. Do piłki bitej z rzutu wolnego przez Andreę Pirlo dopada Simeone i w 88 minucie meczu doprowadza do remisu.

Ten klub w tych czasach już taki był. Multum goli wbijał rywalom w samej końcówce spotkań. Pamiętam wycinki z gazet, w których Ronaldo pytany o te zabójcze finisze odpowiadał, że czekają do końca, by przeciwnik nie miał czasu na kontrę. Ale kto oglądał spotkania miał świadomość, że czegoś tej drużynie brakowało. Każdy kibic potrzebował wówczas jakiejś kropki nad i. Wysokiego zwycięstwa z wielkim rywalem. Taki mecz w końcu nadszedł.

Rewanżowe spotkanie z Realem Madryt. Na Giuseppe Meazza komplet, blisko 79 tyś widzów. Do przerwy bez bramek. Rywali napoczyna Zamorano, w odpowiedzi Seedorf. I znowu to czekanie do końca. Roberto Baggio dwukrotnie, bo w 86 i 90 minucie pokonuje Ilgnera. Sytuacja w grupie robi się klarowna. Apetyty wyostrzone do granic. Mało kto przypuszczał, że był to ostatni mecz Interu w Lidze Mistrzów pod wodzą Simoniego. W kolejnym to Mircea Lucescu notuje wyjazdowe zwycięstwo nad Sturmem, po golach Zanettiego i Baggio. Zawody prowadził sędzia Jacek Granat.

Inter z pierwszego miejsca w grupie awansuje dalej. W ćwierćfinale trafiamy na Manchester United, który awansował z drugiego miejsca z grupy śmierci z Bayernem Monachium i Barceloną. W tamtej grupie to się działo! Ale do rzeczy. Kolejne starcie gigantów, które przynosi bolesną porażkę. Dwie bramki strzela Dwight Yorke i z taką zaliczką podopieczni sir Alexa Fergusona przyjeżdżają do Mediolanu. Pamiętam to spotkanie doskonale. Jak większość, po prostu wierzyłem. Zwłaszcza wtedy, jak w 63minucie wynik rewanżu otworzył Ventola. Przecież końcówki zawsze są nasze! Paul Scholes na remis i Inter z ogromnym niedosytem odpada. Nie tak miało być.

Nie zmieniło to faktu, że Czerwone Diabły w dwumeczu grali lepiej. Wszak dotarli do finału i na stale wpisali się w annały Ligi Mistrzów, wyrywając Bayernowi tytuł w niecodziennych okolicznościach

Ówczesny Inter potrafił równie dobrze jak ten dzisiejszy czarować i rozczarować. Lucescu nie okazał się trenerem na miarę oczekiwań, a i do tego okazało się, że od wielkich indywidualności do wielkich zespołów jest jeszcze długa droga. Nie zmienia to portretu klubu, który wówczas skradł niejedną kibicowską lojalność. Pamiętacie?

Źródło: informacja własna

Polecane newsy

Komentarze: 9

vandallo87

vandallo87 14 września 2018 | 02:09   

Oj Sebastian, wracam sobie z pracy, a tu taka nostalgiczna wycieczka na stronie. Dzięki za wspominki, ja to wszystko pamiętam, chociaż tyle wody w Wiśle upłynęło..

Interista

Interista 14 września 2018 | 07:47   

kiedyś to były czasy, teraz już nie ma czasów :) a tak na serio... też to moje początki , miłe wspomnienie

alberto

alberto 14 września 2018 | 07:55   

fajny tekst, az sie łęzk w oku..

ksiazewi

ksiazewi 14 września 2018 | 08:46   

Ehh, te czasy i strona 238 na telegazecie

Błażej Małolepszy

Błażej Małolepszy 14 września 2018 | 09:47   

Dwumecz z ManU to chyba moje pierwsze wspomnienia związane ze spotkaniami Interu.

HeyaMakumba

HeyaMakumba 14 września 2018 | 10:41   

@Błażej Małolepszy moje mecz z Realem i brameczki Baggio ;)

Larry

Larry 14 września 2018 | 11:26   

Wydaje mi się, że zasadnym byłoby wspomnieć, że odpadliśmy z późniejszym triumfatorem. No i o tym, że tamten sezon był jednym z wielu, który pokazuje dobitnie, że sukces rodzi się w bólach - my wyszliśmy z grupy w pięknym stylu, a ManU wygrało w grupie zaledwie 2. mecze, tracąc bramki w końcówkach WSZYSTKICH meczów (poza Brondby, które zbierało chłostę od wszystkich) - wyobraża ktoś sobie skalę tzw. hejtu i ilość łajna i gówna, jaką by tu nasi zostali obrzuceni, gdyby im się coś takiego przytrafiło? W każdym razie, Alex po prostu wyciągnął wnioski, zrobił im pewnie taką suszarkę, że do dzisiaj im się śni po nocach i w ćwierćfinale pozbawili nas złudzeń w 88. minucie rewanżu, Juve w 84., a co zrobili w finale, to mam nadzieję nie trzeba nikomu opowiadać :-)

Nerazzurri86

Nerazzurri86 14 września 2018 | 15:02   

Pamiętamy:)

zzz

zzz 14 września 2018 | 17:39   

Świetny tekst, brawo!


Reklama

Reklama

Piłkarze urodzeni dziś

Tego dnia nikt nie obchodzi urodzin

  zobacz wszystkich