Niezapomniane 33 godziny

9 listopada 2018 | 20:42 Redaktor: Aneta Dorotkiewicz Kategoria:Publicystyka

To smutne uczucie, kiedy wracasz wykończony do domu i zdajesz sobie sprawę, że wspaniałe chwile to już przeszłość - tak w skrócie mogę opisać to, co działo się 6 listopada w Mediolanie. Byłam na meczu i chciałabym podzielić się z Wami doświadczeniami i emocjami, jakie towarzyszyły podczas całego wyjazdu.

W rytmach Majki Jeżowskiej

Kiedy wszystkie nastolatki przeglądały najnowsze promocje w AVON, ja oglądałam z tatą Ligę Mistrzów. W telewizorze widziałam ogromne stadiony, tłumy kibiców, najlepszych piłkarzy i niesamowite widowiska sportowe. Wtedy myślałam, że ja, jako zwykła dziewczyna ze wsi, nie mam szans, by kiedykolwiek w tym uczestniczyć... A jednak! Urok Interu skierował moje serce w stronę czarno-niebieskich barw. Lata posuchy nie zapowiadały nic dobrego. Sytuacja nie była zbyt zachęcająca, ale postanowiłam udać się na mecz ligowy. Później był kolejny wyjazd... i kolejny... Aż w końcu, w minionym sezonie wywalczyliśmy awans do Ligi Mistrzów. Od razu zapaliła mi się lampka w głowie, że nie mogę zmarnować takiej szansy! Tradycyjnie zapisałam się do Fanatici Dalla Polonia i z niecierpliwością czekałam na bilety dla fanklubów. Po losowaniu najrozsądniejszym wyjazdem okazał się być ten, na mecz z Barceloną (dobry rywal, późniejszy termin i dobre ceny lotnicze). Decyzja zapadła i nastąpił czas oczekiwania. Nadmienię, że Włosi ponownie zawiedli polskich kibiców... Rezerwacja biletów dla FDP była w tym samym czasie, co otwarta sprzedaż. Jak się okazało, nie wszyscy ci, którzy zapisali się na mecz z Barceloną, otrzymali bilet. Poszkodowani mieli też nikłe szanse na zdobycie zwykłego biletu, bowiem wejściówki rozeszły się jak świeże bułeczki. Jak się później okazało, nieliczni odkupili bilety, bądź udało im się zarezerwować bezpośrednio na klubowej stronie. W każdym razie Włosi rozegrali to bardzo źle i pozostawili niesmak. Wracając... Bilet zarezerwowany, niezwłocznie opłacony... "To się dzieje naprawdę" - dotarło do mnie po kilku dniach.

Nawiązując do podtytułu - marzenia się spełniają, tylko mocno w nie wierz. Tego życzę każdemu z Was. Nie ma na co czekać! Meczów jest dużo i mam nadzieję, że każdy z Was, prędzej, czy później, zajmie swoje miejsce na Giuseppe Meazza.

Odrobina rozczulenia już za nami, a więc...

Organizacja i opłaty

Zanim zarezerwowałam bilet na mecz, obserwowałam ceny lotów. Najbardziej interesowało mnie warszawskie lotnisko, które niestety wycofało wtorkowe przeloty do Bergamo. Co za tym idzie, niezbędne byłoby zarezerwowanie noclegu, co wiązało się z dodatkowymi kosztami. W związku z tym sprawdziłam cenniki pozostałych polskich portów lotniczych. Najtaniej można było podróżować z Gdańska do Bergamo i z Bergamo do Warszawy. Brałam pod uwagę Wizzair, ponieważ Ryanair boryka się z problemami, strajkami, opóźnieniami... Chciałam mieć spokojną głowę. Węgierska linia lotnicza oferuje członkostwo, dzięki któremu bilety są tańsze. Postanowiłam je wykupić, ponieważ wybieram się na jeszcze jakiś mecz w tym sezonie i być może krótkie wakacje. Stwierdziłam, że się zwróci. Ostatecznie koszta podstawowe wyglądały następująco:

1. Pendolino: Warszawa - Gdańsk - 49 zł
2. Wizz Discount Club (1+1) - 139 zł
3. Lot: Gdańsk - Warszawa - 39 zł
4. Transport: Bergamo - Mediolan - 5 euro
5. Bilet dobowy - 4 euro
6. Transport: Mediolan - Bergamo - 5 euro
7. Lot: Bergamo - Warszawa - 69 zł
8. Bilet na mecz - 65 euro

Razem: ok. 638 zł (w zależności od kursu walut)

Można wydać mniej, można też więcej. Najczęściej różnica dotyczy cen lotów.

Komu w drogę...

Podróż zaczęłam we wtorek, o godzinie 8:20. Towarzyszył mi jeszcze jeden Interista. Wyruszyliśmy do Gdańska, gdzie zjedliśmy obiad i na szybko wypiliśmy odrobinę złotego napoju. Następnie udaliśmy się na lotnisko. Dłuższa chwila oczekiwania została zwieńczona wejściem na pokład. Lot był przyjemny, ale pogoda we Włoszech pozostawiała wiele do życzenia. Kolejny problem - korki. Nie przewidziałam, że mogą być już na trasie z Bergamo do Mediolanu. Były przestoje, co powodowało obawy i walkę z czasem. Na szczęście w Mediolanie zameldowaliśmy się planowo (godzina 18:00). Po wejściu do metra dało się zauważyć, że Mediolan żyje tym meczem. Tłumy ludzi zmierzało w kierunku linii M5, by stamtąd dostać się na stadion. Po wyjściu ze stacji metra San Siro Stadium objawił się nam piękny widok naszego domu. Coś pięknego! Następnie spotkaliśmy się z pozostałymi kibicami. Krótkie rozmowy, wymiana zdań i trzeba było udać się na swój sektor..., ale, ale... nie tak szybko, bo...

Niespodzianka

Prezes FDP, obecny na meczu, poinformował mnie, że wraz z nim i kolegą, który ze mną podróżował z Warszawy, musimy udać się jeszcze w jedno miejsce. Czekał tam na nas przemiły Włoch, który dał nam specjalne narzutki i identyfikatory. Jak się okazało, za chwilę mieliśmy wejść na płytę boiska!!! Coooo??? Nastąpiła eksplozja pozytywnej energii. Zapytacie pewnie "Po co?". Otóż... wytypowani członkowie fanklubów mieli zostać flagowymi. Ustawiono nas wzdłuż boiska, każdy otrzymał inną flagę, a naszym zadaniem było machanie nią podczas hymnu klubowego i Ligi Mistrzów. Łaaaaał! Na zmianę towarzyszyły mi stres i ekscytacja. Flaga była (jak na mnie) ogromna! Bałam się, że mogę sobie z nią nie poradzić, zwłaszcza że wiał lekki wiatr i po raz pierwszy to robiłam. Z drugiej strony byłam przeszczęśliwa i dumna, że mogłam choć przez chwilę uczestniczyć w tworzeniu tego widowiska. Wszystko wyszło bardzo dobrze. Emocje niwelowały zmęczenie rąk. W oddali widziałam zawodników, na środku słynną piłkę LM, a w tle słyszałam głośne "Theee Chaaaaaampiooooons". Schodząc z boiska zdążyłam zrobić tylko jedno wyraźne zdjęcie. Chyba je sobie oprawię... Ach! Chętnie bym to powtórzyła. Będę do tego bardzo często wracać. Michał, jeszcze raz dziękuję za umożliwienie mi tego zaszczytu!

Mecz

W związku z zadaniem, jakie mieliśmy do wykonania, spóźniliśmy się nieco na pierwszą połowę. Trudno było wdrapać się szybkim tempem na trzeci pierścień, gdzie mieliśmy nasze miejsca. Zbyt wiele nas na szczęście nie ominęło. Oczekując na dole, obserwowałam nasze sektory. Wydawało się, że widoczność będzie kiepska. Jak się okazało, byłam w ogromnym błędzie. Widok był całkiem niezły i nie stanowił żadnego problemu. Mecz z tej perspektywy oglądało się (o dziwo!) bardzo dobrze. To, jak on wyglądał, każdy z Was zapewne wie. Jak zawsze zadecydowała końcówka. W tym miejscu chciałabym wspomnieć, że poprzednie mecze, na których byłam, zawsze kończyły się remisem. Bardzo chciałam przełamać tę passę, ale oczywiście nie na korzyść rywala. Porażka? Absolutnie nie! Po utracie bramki powiedziałam kolegom, że będzie remis. Po chwili razem celebrowaliśmy bramkę Mauro Icardiego. Następnie wszyscy modlili się, by nie stracić kolejnego gola. Na szczęście dowieźliśmy wynik do końca, a ja, chyba już na zawsze, zostanę "człowiekiem remis"...

Atmosfera

Kiedy byłam na płycie boiska i słyszałam przyśpiewki, czy hymn, mogę stwierdzić, że na dole jest jeszcze głośniej niż na sektorach. Teraz już wiem, co słyszą i czują nasi piłkarze. Z perspektywy trybun jest zupełnie inaczej. Jak na włoskie warunki przystało, każdy gwizdek sędziego był donośnie komentowany przez kibiców. Gestykulacje, okrzyki, czy oklaski towarzyszyły przez cały mecz. Każdy oczekiwał lepszej gry i wygranej. Realia były inne. Natomiast otoczka tego spotkania z pewnością była wyjątkowa.

Spotkanie

Po meczu spora część kibiców z Polski udała się pod dziewiątą bramę. Tam mogliśmy wymienić się opiniami i porozmawiać o kolejnych wyjazdach. Nie mogło zabraknąć wspólnego zdjęcia. Szkoda, że część polskich Interistów do nas nie dotarła. Szacujemy, że łącznie było nas około 30 osób.

Co dalej?

Każdy z nas miał inne plany, więc pożegnaliśmy się i udaliśmy się w swoich kierunkach. Nas, podróżujących do Warszawy, była piątka. Standardowo odpuściliśmy nocleg, bowiem mieliśmy dość wcześnie lot powrotny. Padało, ale nie przeszkodziło nam to w dotarciu do jednej z czynnych jeszcze pizzerii. Mnie w szczególności, ponieważ na chodniku znalazłam parasolkę. Znalezione - nie kradzione :D Pizzę zaserwował nam starszy pan - Giorgio. Na widok jeszcze nieopróżnionych talerzy, zachęcał nas do dalszego posiłku. Na koniec w swoim chrześcijańskim stylu nam pobłogosławił i przesłał buziaki. Przemiły Włoch, do którego postaramy się kiedyś wrócić.

Idąc za wskazówkami Giorgio, dość szybko dotarliśmy na Centrale, skąd udaliśmy się w dalszą podróż do Bergamo. Mnie po raz kolejny spotkał zaszczyt, tym razem znacznie mniejszy, bowiem w związku z brakiem miejsc siedzących, przydzielono mi w autobusie miejsce pilota. Doskonały widok trasy, mimo dużego zmęczenia, oderwał mnie od jakiegokolwiek snu.

Dojechaliśmy na lotnisko i od razu udaliśmy się w kierunku bramek. Szybko się odprawiliśmy i zajęliśmy dogodne miejsca, gdzie mogliśmy przekoczować do rana. Jedni spali na krzesłach, inni na podłodze... I tak zleciał nam czas do rana. O 9:00 wylecieliśmy z Bergamo. Kolejni kibice wracali późniejszymi lotami.

Podsumowanie

Wszystkie wydarzenia towarzyszące wyjazdowi starałam się w jak najlepszy sposób zrelacjonować na naszym Instagramie. Zdjęcia i filmiki dostępne są TUTAJ. Zapraszam do obejrzenia.

To był epicki wyjazd, pełen atrakcji, ogromnych emocji, smutku, radości. Zasypałam Was mnóstwem literek. Mam nadzieję, że dotrwaliście do tego momentu. Chciałabym zachęcić wszystkich do wspólnych wyjazdów. W dobie Internetu można się łatwo skomunikować i zorganizować. Taki mecz, zwłaszcza w gronie braci po szalu, to ogromne przeżycie i jak już pisałam na wstępie, życzę Wam, byście mieli okazję nie raz na takim się pojawić.

Do zobaczenia! Sempre Forza Inter!

Źródło: inf. własna

Polecane newsy

Komentarze: 8

Rahi

Rahi 9 listopada 2018 | 22:06   

Super. Gratuluję, że dopięliście swego. Ciekawa relacja, dobra robota.

castillo20

castillo20 9 listopada 2018 | 22:42   

Może druzyny najlepszej nie mamy, ale kibice the best

Kiksu

Kiksu 10 listopada 2018 | 05:17   

Brawo, czytając już ukladam w głowie swój pierwszy wyjazd z żoną ale jeszcze lepiej gdyby udało się kiedyś dostać na derby z Milanem gdyż mam dobrego kumpla kibica rossonerich i móc z nim i jego laską wybrać się na taki mecz było by zajebiscie.

wróbel1908

wróbel1908 10 listopada 2018 | 09:45   

Gratuluję udanego wyjazdu, dobra relacja fajnie sie czytało.

vandallo87

vandallo87 10 listopada 2018 | 11:29   

Ja oglądałem San Siro tylko z pozycji turysty, poza sezonem, inaczej czas nie pozwolił. Mogę sobie tylko wyobrażać, jaki tam jest huk na meczu. Zazdrość mocno :)

shakurspeare

shakurspeare 10 listopada 2018 | 16:07   

Swietne. Myslalem ze taki wyjazd to z 1.5k.XD

mariozzzz

mariozzzz 10 listopada 2018 | 17:36   

Brawo!!!!!!! Forza Inter!!!!!!Ja bylem w zeszlym roku na meczu Naszych z Milanem... Najlepszy wypad w zyciu.. (edycja 2018.11.10 17:37 / mariozzzz)

Aneta Dorotkiewicz

Aneta Dorotkiewicz 10 listopada 2018 | 20:12   

Panowie, za 1,5 k to można jechać z jakimiś zewnętrznymi organizatorami. Jeśli ktoś ogarnia wyjazd na własną rękę, bądź z FDP, to nie ma szans, by koszta podstawowe wynosiły więcej jak 700 zł (już z noclegiem i przy dobrych cenach lotów) :D


Reklama

Reklama

Piłkarze urodzeni dziś

  zobacz wszystkich