Mój pierwszy raz w Mediolanie

12 kwietnia 2019 | 16:16 Redaktor: Błażej Małolepszy Kategoria:Relacje

Kibicujesz Interowi od sezonu 1998/99, jesteś wieloletnim redaktorem klubowego portalu, na koncie masz grubo ponad 5000 newsów, a nigdy nie widziałeś ukochanej drużyny na żywo? Powiecie, że to wstyd? Muszę przyznać Wam rację. W tym sezonie postanowiłem jednak wreszcie nadrobić zaległości i zmazać plamę na kibicowskim honorze.

W przeszłości wielokrotnie byłem już o krok realizacji swojego wielkiego marzenia, lecz coś zawsze stawało na mojej drodze. Przez te wszystkie lata zdążyłem wydorośleć, poważnie wyłysieć, ożenić się, wybudować dom i spłodzić dwójkę dzieci. Tym razem z pomocą przyszła mi redakcja konkurencyjnego portalu FCInter.pl, która zorganizowała konkurs, gdzie nagrodą była podwójna wejściówka na kwietniowy mecz Inter - Atalanta. Do zabawy podszedłem dość sceptycznie i raczej na zasadzie sprawdzenia swojej wiedzy. Poszło jednak całkiem nieźle i ostatecznie udało się zająć pierwsze miejsce. Skoro w garści miałem już bilety, nie można było zmarnować takiej okazji.

Niestety małżonka musiała zostać w domu, aby opiekować się naszymi pociechami, więc moim partnerem (bez podtekstów) został wieloletni kumpel z podwórka. Za naszą bazę obraliśmy Bergamo, głównie ze względów finansowych i turystycznych walorów tego miasta. Wykupiliśmy bilety lotnicze, opłaciliśmy nocleg i pozostało nerwowe odliczanie dni do wymarzonej wyprawy.

Zapraszam na krótką relacje z tych kilku dni spędzonych na Półwyspie Apenińskim. Starzy wyjadacze zapewne nie znajdą w niej niczego odkrywczego, lecz liczę, że nakłonię do decyzji o wyjeździe kilku mniej zdecydowanych fanów. Miłej lektury!

Dzień 1

Nasza przygoda rozpoczęła się wczesnym porankiem na stacji kolejowej w pobliskim Inowrocławiu, skąd wyruszył pociąg do Gdańska. Dwugodzinna podróż przebiegła bez większych kłopotów, następnie szybki transport na lotnisko, spóźnione śniadanie i oczekiwanie na odprawę. Nigdy wcześniej nie miałem okazji lecieć samolotem, więc towarzyszyła mi pewna nerwowość. Szybko okazało się, że zupełnie niepotrzebnie. 

W środku tygodnia postanowiłem obejrzeć sobie starcie Atalanta - Bologna, aby zobaczyć jak prezentuje się nasz najbliższy rywal, a dodatkowo sprawdzić jaka pogoda panuje obecnie w Lombardii. Nie wiem, co bardziej mnie zmartwiło - świetna dyspozycja podopiecznych Gasperiniego czy urwanie chmury nad stadionem.

Przed godz. 15:00 byliśmy na miejscu. Bergamo przywitało nas ciepło, chociaż pochmurnie i deszczowo. Po wyjściu z lotniska przyszedł czas na pierwszy kontakt z włoską komunikacją miejską. Nabyliśmy bilety 72-godzinne, które uprawniały nas do korzystania ze wszystkich autobusów w mieście i najbliższych okolicach, a także do darmowych przejazdów słynną kolejką Funicolare. Następnie udaliśmy się na przystanek nr 1, poczekaliśmy na autobus linii 1 i ruszyliśmy do centrum dolnego miasta (Citta Bassa).

Tutaj przyszedł czas na frycowe wynikające z nieznajomości Bergamo. Sugerując się większością, wysiedliśmy o kilka przystanków za wcześnie. Nie szukaliśmy jednak kolejnego autobusu, tylko z pomocą nawigacji ruszyliśmy na spacer w kierunku naszego noclegu. Po drodze mijaliśmy niezliczoną ilość pizzerii i ze zdumieniem obserwowaliśmy dość swobodne podejście Włochów do przepisów ruchu drogowego. 

W sąsiedztwie naszego hotelu (Casa dei Fiori) znajdowało się boisko piłkarskie, na którym akurat rozgrywał się mecz najprawdopodobniej jednej z lig regionalnych. Atmosfera i doping były jednak na tyle gorące i donośne, że zaczęliśmy zastanawiać, co czeka nas na wypełnionym Stadio Giuseppe Meazza. Szybko rozgościliśmy się w swoim pokoju, a korzystając z bliskiej lokalizacji Carrefoura, zaopatrzyliśmy się też na wieczorne Polaków rozmowy. 

Wczesna pobudka i wszystkie przebyte kilometry dawały się nam już we znaki, więc postanowiliśmy mocno ograniczyć nasze turystyczne zamiary. Udaliśmy się jedynie pod stadion Atalanty, który znajdował się ledwie kilka ulic od hotelu. Nie ma sensu koloryzować, Stadio Atleti Azzurri d'Italia z zewnątrz nie prezentuje się zbyt okazale, by nie powiedzieć, że jest zwyczajnie brzydki.

atalanta

Na zakończenie pierwszego dnia w Italii udaliśmy się jeszcze do górnego miasta (Citta Alta). Na większe zwiedzanie nie starczyło już jednak sił. Pozachwycaliśmy się jedynie niesamowitymi widokami na dolne miasto, zjedliśmy kolację i ruszyliśmy w drogę powrotną do hotelu. 

widok

Dzień 2

Niedziela była podporządkowana przede wszystkim meczowi, więc po zaspokojeniu potrzeb gastronomicznych udaliśmy się w podróż do stolicy Lombardii. Autobusy z lotniska w Bergamo do Mediolanu wyjeżdżają z wielką częstotliwością, więc nie musieliśmy czekać zbyt długo. Droga do zabytkowego Milano Centrale zajęła nam około godziny, następnie zakupiliśmy 48-godzinne bilety do metra i jak tysiące innych turystycznych Januszy pognaliśmy w kierunku stacji Duomo. 

Wrażenia? Tutaj nie ma miejsca na oryginalność. Katedra jest wprost przepiękna i gdyby nie fakt, że z nieba siąpił na nas deszcz, a na ziemi atakowali natarczywi sprzedawcy wszystkiego, zapewne stalibyśmy z wybałuszonymi oczami przez dłuższą chwilę. Czarnoskórzy naciągacze dbali jednak byśmy nie pozostawali zbyt długo w bezruchu.

duomo

Coraz mocniej padający deszcz skłonił nas, aby pokierować swe kroki do sąsiadującej z katedrą galerii Vittorio Emanuele. Oczywiście nie mogło obyć się bez ukręcenia jąder turyńskiemu bykowi. Zabieg miał przynieść dodatkowe szczęście graczom Spallettiego, lecz okazał się mało skuteczny. Spacerując galerią spotkaliśmy również Jerzego Brzęczka, który najpewniej przybył do Mediolanu wprost z Turynu. Zanim zdołaliśmy się zorientować, selekcjoner zniknął już w jednej z restauracji, więc z pamiątkowego zdjęcia nici. Przez chwilę wypatrywaliśmy jeszcze Krzysztofa Piątka, ponieważ łudziliśmy się, że taki może być cel wizyty szkoleniowca, lecz skończyło się na spiskowych teoriach.

galeria

Pogoda nieco się poprawiła, więc przed meczem postanowiliśmy odwiedzić jeszcze Castello Sforzesco i sąsiadujący z nim Park Sempione, gdzie przebiegała akurat trasa mediolańskiego maratonu. Zdołaliśmy naładować nieco baterie przed daniem głównym, a następnie obraliśmy już kurs na Stadio Giuseppe Meazza. 

Ekscytacja narastała z każdą kolejną pokonaną stacją metra, a później ulicą, aż wreszcie naszym oczom ukazał się legendarny obiekt. Pomimo upływu lat stadion nadal wywołuje ogromne wrażenie i przygniata swoją potęgą, zwłaszcza jeżeli widzisz go pierwszy raz. Muszę się przyznać, że długo wyczekiwany widok GM wytrącił mi wszystkie argumenty optujące za budową nowego stadionu. Sentyment i piłkarski romantyzm wzięły górę nad racjonalnością i podejściem ekonomicznym. Chciałoby się zaśpiewać za liderem zespołu Lady Pank: Zostawcie nam Meazza, nie wyburzajcie go! Radość ponownie zmąciła nam nieco pogoda, która przekonywała, aby jak najszybciej stanąć w kolejce do stadionowych bramek. 

stadion

Jaki był mecz, każdy widział. Gospodarze zaczęli bardzo mocno. Aktywny był Asamoah, groźnie uderzał Vecino, a na skrzydle szalał Politano, którego spokojnie można uznać za ulubieńca trybun, a już z pewnością naszego sektora. Niestety animuszu Interowi wystarczyło ledwie na 15 minut. Piłkarsko mecz stał na mocno przeciętnym poziomie, chociaż obejrzałem go ponownie z odtworzenia, żeby upewnić się w swoich odczuciach. Emocje związane z premierową wizytą na meczu ukochanego zespołu całkowicie zrekompensowały mi jednak niedostatki czysto sportowe. 

Ze szczególną uwagą obserwowałem reakcję kibiców na powrót Mauro Icardiego. Stanowisko ultrasów znane było mi od dawna, lecz pozostali bywalcy trybun postanowili chyba wybaczyć Argentyńczykowi ostatnie tygodnie, ponieważ mógł liczyć na normalny doping i wsparcie kibiców. Co innego Mario Balotelli, który wychwycony przez kamery został potraktowany porcją inwektyw i niewybrednych przyśpiewek.

trybuny

Do ostatniego gwizdka nie traciliśmy wiary na zwycięskiego gola, lecz nasze nadzieje okazały się płonne. Szybko opuściliśmy stadion i ruszyliśmy w pościg do najbliżej stacji metra, która była jednak zamknięta. Razem z innymi zdezorientowanymi kibicami udaliśmy się więc w dalszy spacer. Pomimo drobnych utrudnień ostatecznie wylądowaliśmy w autobusie powrotnym do Bergamo, dzieląc się z kierowcą (kibicem Interu) swoimi wrażeniami. Co ciekawe, przez cały dzień nie spotkaliśmy nikogo ubranego w czerwono-czarne barwy. Czyżby porażka z Juve skłoniła kibiców Milanu do pozostania w swoich domach?

Dzień 3

Poniedziałek był praktycznie jedynym dniem, który mogliśmy poświęcić w 100% na czystą turystykę. Pierwsze kroki udałem do pobliskiego kiosku, aby nabyć świeżutkie wydanie La Gazzetta dello Sport. Sprzedawca bardzo zainteresował się polskimi kibicami i zapragnął poznać impuls, który fanów znad Wisły pchnął w kierunku Interu. Na wspomnienie Il Fenomeno pokiwał tylko znacząco głową w uznaniu dla geniuszu Brazylijczyka.

Jakiś czas później, siedzieliśmy już ponownie w autokarze do Mediolanu. W planach nie mieliśmy już żadnych konkretnych celów, poza wizytą w Inter Store. Przed wyjazdem otrzymałem kilka próśb zakupowych od użytkowników naszego serwisu, więc trzeba było wywiązać się z danego słowa. Sam również nie potrafiłem się powstrzymać, więc portfel szybko uszczuplił się o kilkadziesiąt euro. Z ciekawości zajrzeliśmy również do pobliskiego sklepu Rossonerich, gdzie niekwestionowanym bożyszczem jest oczywiście nasz rodak.

sklep

katedra

Trochę pobłąkaliśmy się jeszcze w okolicach Duomo, zjedliśmy obiad, kupiliśmy resztę pamiątek i podjęliśmy decyzję o powrocie do Bergamo. Przez zamieszanie związane z meczem mocno zaniedbaliśmy bowiem turystyczne walory tego pięknego miasta. Popołudnie postanowiliśmy spędzić na nadrabianiu zaległości w Citta Alta. Górne miasto zachwyciło nas klimatem i zabytkami. Mój kolega, który jest wielkim fanem przygód Geralta z Rivii był wręcz wniebowzięty. Zdecydowanym plusem jest również stosunkowy spokój, którego ciężko zaznać w zatłoczonym Mediolanie. Miejsc godnych zobaczenia jest całe mnóstwo, więc wymienię tylko Piazza Vecchia, Palazzo della Ragione, Duomo di Bergamo czy Cappella Colleoni. Z ostatnią wiąże się ciekawa historia, ponieważ fundator kaplicy Bartolomeo Colleoni miał podobno, aż trzy jądra, które zostały umieszczone w jego rodzinnym herbie. Jeśli wierzyć miejscowej tradycji, potarcie jednego z nich ma przynosić szczęście.

herb

uliczka

Dzień 4 

Ostatni dzień to zasadniczo wczesna pobudka i obranie kursu na lotnisko. Już o godz. 9:30 startowaliśmy do Gdańska, więc trzeba było bardzo szybko pożegnać się z Italią. Końcowe wnioski? Jeden zasadniczy, czyli dlaczego tak długo czekałem! Jeżeli jesteście w podobnej sytuacji i odkładacie swój dziewiczy lot do Mediolanu w nieskończoność, uwierzcie mi na słowa, że nie warto się dłużej zastanawiać i analizować domowego budżetu. Ja sam już planuję kolejną wyprawę. Mam nadzieję, że do zobaczenia na kibicowskim szlaku.

***

PS: Jeżeli macie jakieś pytania, chociażby najbardziej banalne, służę pomocą. Sam również starałem się wcześniej zaczerpnąć wiedzy od bardziej zaprawionych w bojach, więc teraz mam okazję im podziękować. Grazie Aneta, grazie Orzeu!  

Źródło: inf.własna

Polecane newsy

Komentarze: 9

Aneta Dorotkiewicz

Aneta Dorotkiewicz 12 kwietnia 2019 | 17:02   

Uwielbiam SGM, ale nadal jestem za budowa nowego, ale wlasnego :P
Swietna relacja ;) Witam w klubie remisowcow xD hahaha
Nie ma za co. Polecam sie :D

Rahi

Rahi 12 kwietnia 2019 | 18:43   

Zaczęliśmy kibicować podobnie.. ok 98-99 roku, już nie pamiętam... Ale to były chyba złote lata Interu pod względem kibicowskiego żniwa... Miło się czytało, gratuluję, ja nadal czekam

inter00

inter00 12 kwietnia 2019 | 20:01   

Zazdroszczę, moja wyprawa dopiero przede mną

damianekk1985

damianekk1985 12 kwietnia 2019 | 20:43   

Gratuluję ja zazwyczaj jeżdżę z bratem i jego szwagrami na derby oni za Miałem ja za Interem

Maciej Pawul

Maciej Pawul 13 kwietnia 2019 | 10:00   

Błażej, cieszę się, że w przeciwieństwie do koleżanki Anety nie pozostałeś obojętny na GM. Kibic serduchem wie, że nic go nie zastąpi, precz ze szkiełkiem i okiem.
#TylkoGM

Aneta Dorotkiewicz

Aneta Dorotkiewicz 13 kwietnia 2019 | 14:35   

Sentymenty... Przez sentymenty jestesmy tu, gdzie jestesmy. Precz z Candreva i innymi xD Poza tym serce jedno, a rozum drugie. Ja jestem zwyczajnie rozsadna :P

Darkos

Darkos 13 kwietnia 2019 | 16:18   

Świetna relacja. Gratuluję wyprawy! Sam się do tego zbieram też od roku 98 :) Widziałem Inter na żywo w Chorzowie, ale na stadionie jeszcze nie byłem. Twoja relacja trochę mnie zachęciła - może w tym roku się wreszcie ruszę :P

Larry

Larry 13 kwietnia 2019 | 17:00   

Fajna relacja :-) zazdrość mną targa :-D

Maciej Pawul

Maciej Pawul 13 kwietnia 2019 | 23:15   

@Aneta nie myl rozsądku z sentymentem - Candreva nie ma nic do GM, bo jego akurat nikt z powodu dawnych czasów nie trzyma. Po prostu nikt go nie chce, a umowa się ciągnie. Inaczej jest z GM, zostać chcą starej daty kibice, rozumieją znaczenie obiektu. San Siro wciąż ma sens, jeśli przejdzie renowację z głową.


Reklama

Reklama

Piłkarze urodzeni dziś

  zobacz wszystkich