THE ICARDIGATE, czyli oblany egzamin

1 lipca 2019 | 21:04 Redaktor: Odin91 Kategoria:Publicystyka

Przez wszystkich. Zaczynając od głównego antagonisty felietonu - Mauro Icardiego, przez zarząd w postaci nowego dyrektora Interu - Beppe Marotty, na kibicach Nerazzurrich kończąc. Przykra to część sagi, którą od pewnego czasu piszą nam nowi, chińscy właściciele klubu spod szyldu Suning Group. Dawno nie napisałem żadnego felietonu, pora najwyższa zmienić ten stan rzeczy. Tym bardziej, że sam temat wydaje się już być bardzo zmęczony, choć nikt go jeszcze nie wyczerpał. Zaopatrzcie się w przekąski, to będzie długa podróż!

Zacznijmy od początku. Argentyńczyk zaczął swoją karierę seniorską w 2012 roku w Sampdorii, dla której strzelił jedenaście bramek - warto zaznaczyć, że trzy z nich zdobyte były przeciwko Juventusowi. Dwie zostały strzelone w jednym meczu - 6 stycznia 2013 roku, samodzielnie doprowadzając do drugiej w historii porażki Juve na swoim nowym stadionie. Więcej bramek strzelił tylko Pescarze - cztery gole w jednym meczu. Zdobywając swoje pierwsze doświadczenia w lidze włoskiej w tak spektakularny sposób, zdołał przykuć uwagę skautów Interu i już w następnym sezonie zakładał czarno-niebieską koszulkę Nerazzurrich, którzy wykupili połowę jego karty zawodniczej. "Transfer do Interu to spełnienie marzeń! Miałem wiele ofert, ale chciałem trafić tylko tutaj" - powiedział na krótko po podpisaniu kontraktu. Szybko poszło! A wcale nie musiało, bo pomimo tego, że mediolańczycy mieli za sobą nawet bardziej widowiskowy sezon, nie wyglądali na łakomy kąsek dla młodych gwiazd Serie A. Do 18 kolejki zawodnicy Interu mogli względnie cieszyć się miejscem na podium, by w kolejnych dwudziestu meczach zainkasować komplet punktów zaledwie pięć razy. Kibice dużo częściej mogli podziwiać sromotne klęski - aż jedenaście razy - zaś wisienką na tym pięknym torcie był pokaz umiejętności z Udinese w ostatniej kolejce: Stadio Giuseppe Meazza mogło napawać się kunsztem piłkarskim swoich ulubieńców, którzy… przegrali z Udinese aż 2:5. A ulubieńców rzeczywiście było sporo, sam z łezką w oku wspominam blok defensywny składający się z Alvaro Pereiry, Jonathana, Nagatomo, Juana Jesusa i Andrei Ranocchii - 57 puszczonych bramek. Tylko jeden zespół w Serie A pozwalał przeciwnikom na wiele więcej - wcześniej wymieniona Pescara, która skończyła sezon na ostatnim miejscu w tabeli z absurdalnymi 84 straconymi golami. Zaraz za nią, przedostatnia w tabeli Siena oraz ex aequo Inter, który skończył ligę na 9 pozycji. W trakcie całego mojego życia, tylko raz Nerazzurri zdołali zająć niższą lokatę - w 1994 roku, 13 miejsce. Z tym, że wtedy wygrali również Puchar UEFA. W 2013 roku zdołali za to wygrać inny "tytuł" - najgorsza obrona w lidze, licząc jedynie zespoły, które sprostały uniknięcia spadku. Niebywały wyczyn. I to po trzech latach od sezonu, w którym z Jose Mourinho wygrali w Europie wszystko, co było do zdobycia.

Yuto Nagatomo – jedna z ikon "upadku Interu"

Nigdy wcześniej nie byłem tak zażenowany poziomem sportowym mojego ukochanego klubu, a zżyłem się z nim w 2004 roku. Jestem rozpieszczonym dzieckiem tripletty i dobrze mi z tym. Mało który kibic może pochwalić się oglądaniem absolutnie najlepszych czasów w historii swojego klubu. Mnie na tym wychowano. Rozsłodzono. Taki to ze mnie był farciarz! Oglądałem piękną historię Massimo Morattiego, który chciał odbudować upadłe imperium swojego ojca, Angelo. Imperium, które jako jedyne we Włoszech obroniło puchar Europy i siało postrach na całej długości i szerokości kontynentu w latach 60. Udało mu się. Pięć mistrzostw Włoch z rzędu zwieńczone jedyną włoską potrójną koroną w historii calcio. Puchar Europy, Liga Mistrzów wzniesiona przez czarno-niebieskich mediolańczyków po 45 latach. Skubaniec przebił swojego ojca, ale przyszło nam zapłacić za to pewną cenę. Dokładnie taką, na ile zadłużył swój klub nasz ulubiony potentat naftowy. Bajońskie sumy z definicji. Nikt nie rzucał nigdy wcześniej taką kasą jak Massimo Moratti. UEFA zmieniła zasady gry, weszło w życie Finansowe Fair Play, które miało ograniczyć rozrzutność piłkarskich oligarchów do minimum, aby zmniejszyć dystans pomiędzy średnimi klubami a tymi z absolutnego topu. Bez tłumaczenia mechanik tej decyzji, w skrócie - wyszło odwrotnie. Na dodatek Saras, rodzinna firma Morattich i zarazem gruba ryba przemysłu energetycznego zbudowana na fundamentach eksploatacji nafty w Sardynii, zaczęła mieć poważne problemy finansowe przez, między innymi, upublicznienie w prasie nieostrożnego podejścia do przepisów BHP, w wyniku czego śmierć poniosło kilku zewnętrznych pracowników w tej placówce. Deficyt firmowy w 2012 roku wynosił 90 milionów euro. Wielu zawodników musiało przez to zostać sprzedanych, część z nich za grosze, jak chociażby Wesley Sneijder. Dla Nerazzurrich oznaczało to powrót do chudych lat, a rok 2013 był idealnym odzwierciedleniem finansowej i w konsekwencji - sportowej sytuacji la Beneamata. W 2019 roku mija już osiem lat bez nawet jednego zdobytego trofeum. W najgorszych koszmarach nie wyśniłbym sobie takiej próby wierności.

Mając za sobą już przytoczenie historycznego tła i zarazem wstępu do kariery Maurito w Interze, możemy przyjrzeć się, jak Argentyńczyk przywitał się z kibicami na Giuseppe Meazza w sezonie 2013/2014. Premierowa bramka 20-latka padła już w trzeciej kolejce przeciwko - a jakże! - Juventusowi. W późniejszych latach okaże się, że nie bez przypadku - Stara Dama będzie jednym z jego ulubionych zespołów do strzelania bramek, a Gianluigi Buffon zacznie odmawiać różaniec na samą myśl o bronieniu uderzeń naszego, jeszcze wtedy, protagonisty. Jednakże, dobre wejście w szeregi upadłego kolosa z Mediolanu nie było moim zdaniem rzuceniem kibiców na kolana. Icardi nie grał jeszcze pierwszych skrzypiec w ataku, musiał ustąpić 32-letniemu Rodrigo Palacio, który z siedemnastoma trafieniami w lidze, został najskuteczniejszym zawodnikiem Interu. Nerazzurri poprawili swój wynik względem poprzedniego roku, pod wodzą Waltera Mazzarriego uplasowali się na piątej lokacie w lidze. Był to również ostatni sezon żywej legendy Interu, najbardziej utytułowanego zawodnika w historii klubu i kapitańskiego wzoru - Javiera Zanettiego. Pewna epoka dobiegła końca. W kolejnym sezonie kibice czarno-niebieskich nie zobaczyli już żadnego zawodnika, który sięgnął po puchar Ligi Mistrzów w 2010 roku.

Najbardziej utytułowany zawodnik Interu kończy karierę

Icardi w swoim debiutanckim sezonie zdobył dziewięć bramek i dwie asysty, a to wystarczyło aby przekonać klub do wykupu od Sampdorii drugiej części jego karty. Jak mu poszło w kolejnym? Przejął po Palacio tytuł najskuteczniejszego strzelca Internazionale, a jakby to było niewystarczająco bezczelne, to śmiał jeszcze go odebrać wszystkim innym zawodnikom w całej Serie A! No, poza Lucą Tonim, któremu pozwolił współdzielić koronę króla strzelców. Zdobywcy Złotego Buta Serie A nie było w szatni Interu od sześciu lat - ostatnim był Zlatan Ibrahimović, a przed Ibrą - Christian Vieri, sześć kolejnych lat wcześniej. Niezłe towarzystwo dla młodego bombera z Rosario. Po wymienionej dwójce ostatnim królem strzelców był Aldo Serena - sezon 1988/1989. Szmat czasu. Sama drużyna, niestety, znowu grała poniżej oczekiwań w drugiej połowie sezonu, co spowodowało zakończenie go na niedopuszczalnie słabej, ósmej pozycji w lidze.

W następnym roku Maurito nieco spuścił z tonu. Roberto Mancini głośno wymagał od niego większego poświęcenia dla drużyny i sumiennej pracy w obronie, co przełożyło się na mniejszą ilość zdobytych bramek - "zaledwie" szesnaście - aczkolwiek gołym okiem było widać zaangażowanie czarno-niebieskiej „dziewiątki" w grę defensywną swojego zespołu. Niejednokrotnie wbiegał w okolice własnego przedpola bramkowego, wywierając presję na przeciwnikach, co z pewnością przyczyniło się do zredukowania traconych bramek przez Nerazzurrich. Tak odpowiedzialny styl gry nie wziął się tylko z samych dyrektyw Manciniego, duży wpływ na zachowanie młodej gwiazdy miała również przedsezonowa decyzja trenera, aby to właśnie Mauro prowadził zespół do zwycięstw w roli niekwestionowanego lidera formacji ofensywnej oraz nowego kapitana Interu Mediolan. Wynik? Czwarta pozycja w Serie A, która jeszcze wtedy dawała awans do biedniejszej siostry Champions League - Ligi Europy. Opaska została przejęta po Andrei Ranocchii, któremu mocno ciążyła na ramieniu przez zaledwie jeden rok. Nie winię go, przejąć opaskę po najbardziej utytułowanym piłkarzu w historii klubu, to zadanie mocno napiętnowane. Piętno podobne do tego, które zostawił po sobie Jose Mourinho - Rafę Beniteza tak mocno bolała legenda Portugalczyka, że sam miał zdzierać jego plakaty ze ścian budynku klubu. "Żaba" niedługo później był tak bardzo mieszany z błotem przez własnych fanów, że musiał szukać pomocy u psychologów i terapeutów. Icardiemu opaska dodała skrzydeł.

Nowy kapitan celebruje zdobytą bramkę ikoniczną "cieszynką"

W kolejnych latach mogliśmy słyszeć jego wypowiedzi podkreślające, jak dobrze czuje się w Mediolanie i że nie zamierza się stamtąd ruszać, dopóki klub uważa go za potrzebnego. Słowa Mauro z 2016 roku zdają się wyrażać zarówno jego aspiracje, jak i rodzące się przywiązanie do klubu, który dał mu szansę zaistnieć w piłkarskim topie: "Chcę wygrać coś z tą drużyną. Musimy próbować dotrzeć tak daleko, jak tylko potrafimy i doprowadzić Inter z powrotem do miejsca, do którego należy". Niestety, sezon 2016/2017 był organizacyjną klapą. Zatrudnienie w roli trenera zupełnie nieopierzonego w realiach włoskiego calcio Franka de Boer'a okazało się być opłakanym w skutkach błędem. Ciągłe szukanie wymówek do słabej gry jego podopiecznych nie przysporzyło mu wielu sympatyków, a czytając wypowiedzi Holendra z 2019 roku, można się łatwo domyślić, że nigdy nie zdołał przełknąć gorzkiej pigułki swojej sromotnej klęski w Serie A. Zastąpił go jeszcze w trakcie tych rozgrywek Stefano Pioli, podobno zagorzały fan Interu. Poprawa była widoczna, ale zabrakło odpowiedniej jakości warsztatu nowego szkoleniowca. Pioli nie był złym trenerem, ale nie był też świetny w swoim fachu. Konsekwencją wcześniej wspomnianych decyzji, była niechlubna seria siedmiu meczów z rzędu bez zwycięstwa w końcówce wiosny 2017 roku, co nie przydarzyło się Nerazzurrim od 35 lat. Stefano Pioli również został zwolniony w tym samym sezonie. La Beneamata spadła na siódmą pozycję i tam też już pozostała. W momencie, w którym kibice Interu zaczęli zadawać sobie pytanie: "Jak nisko można upaść i ile to jeszcze będzie trwać?", na otarcie łez mogli sobie przypomnieć bardzo przyzwoitą grę swojego nowego kapitana - 24 bramki w lidze to dobry wynik, ale Edin Dzeko był tym razem o pieć trafień lepszy. Icardi potwierdzał swój kunszt piłkarski, czego wynikiem było zainteresowanie Realu Madryt i ich domniemanych ofert kupna jego karty zawodnika. Reakcja kapitana Nerazzurrich? "To jasne, że dobrze mi w Mediolanie, wszyscy to wiedzą. Kocham to miasto, gram dużo i jestem kapitanem wielkiego klubu: to dla mnie istotne rzeczy. Moje intencje, powtarzam, są jasne: chcę coś wygrać w tej koszulce".

Kolejny sezon był najlepszym w wykonaniu Argentyńczyka. Strzelał jak na zawołanie, niejednokrotnie ratując wynik spotkania na korzyść czarno-niebieskich. Jego skuteczność była tak fenomenalna, że jeden z włoskich dziennikarzy nazwał go "Królem Midasem". Maurito może nie zmieniał w złoto czegokolwiek by się nie złapał, ale miał równie boską zdolność piłkarską - potrafił przemienić niemalże każde dotknięcie piłki w strzelonego gola. Nie ma w tym nawet krzty przesady, w maju 2018 roku PlanetFootball opublikowało porównanie dziesięciu najlepszych strzelców Europy i ich konwersję strzałów na zdobyte bramki. Icardi zostawił daleko w tyle największe gwiazdy formacji ofensywnych. Ustąpili mu: Cristiano Ronaldo, Harry Kane, Messi, Lewandowski, Suarez, Salah, Immobile czy Cavani. Nikt nie był lepszy. "Il bomber dei bomber" (tł. "Napastnik nad napastnikami") - to dopiero ładny przydomek. Mauro potrzebował w tamtym sezonie mniej niż trzech i pół strzału na bramkę, aby zdobyć gola. 101 prób zamienił na 29 goli, co dało mu drugą koronę króla strzelców ligi włoskiej, a pod wodzą Luciano Spalettiego udało mu się również poprowadzić swój zespół do upragnionej Ligi Mistrzów. Banicja Nerazzurrich trwała sześć długich lat. Symbolem tego tryumfu był oczywiście kapitan i nigdy wcześniej niekwestionowany lider zespołu - Mauro Icardi. Grazie, kibice Interu potrzebowali Champions League jak tonący haustu powietrza. W końcu oglądali tam swój zespół rok w rok od początku jej istnienia do sześciu lat wstecz. To tradycja, której nie wypadało kiedykolwiek przerywać.

Radość zawodników Interu z awansu do Champions League po 6 latach

Dochodzimy wreszcie do ostatniego sezonu - 2018/2019. Celowo pominąłem wszystkie kontrowersyjne sytuacje, aby zebrać je w jednym miejscu i zastanowić się, czy rzeczywiście przechylają szalę na niekorzyść Maurito.

Pierwszą sprawą jest scysja między Icardim a Curva Nord, kiedy to po przegranym meczu z Sassuolo w 2013 roku nasz antagonista podszedł do kibiców i rzucił chłopcu koszulkę, która została mu odebrana i odrzucona - według wersji głównego zainteresowanego. Curva zaprzeczyła, nazywając go kłamcą. Obwieściła także, że nigdy dla nich nie będzie kapitanem ich ukochanego klubu. Nie zmienią tego faktu słowa Mauro, który po jakimś czasie od tego zamieszania przyznał, że: "[...] żałuję, że napisałem kilka słów za dużo w swojej biografii". Rzeczywiście, mógł chociaż nie dopisywać zdania, że jest w stanie zebrać stu kryminalistów z Rosario, którzy pozabijają na miejscu wszystkich uczestniczących w całym tym zamieszaniu tifosich. Kim są ludzie zarzucający mu brak szczerości? Wieloletnimi, oddanymi fanami Interu, którzy z jednej strony tworzą oszałamiająco piękne oprawy i odpowiadają za doping na stadionie, z drugiej: mają na swoim koncie liczne pobicia, szemrane interesy, zarzucane morderstwa(!), uprawiany w przyśpiewkach rasizm (w Internazionale!), czy nieudane podpalenie na stadionie Nerazzurrich skradzionego motocyklu fanom Atalanty, który chwilę później został zrzucony z trybun. W mojej skromnej ocenie - słaby to autorytet do przytaczania poważnych opinii.

Drugą i niezaprzeczalnie najbardziej konfundującą sprawą jest okryty szalem skandalu związek małżeński z Wandą, która wcześniej była żoną jego kolegi z Sampdorii - Maxi Lopeza. Ma z nim nawet trójkę dzieci, zaś Icardi po ślubie wytatuował je sobie na ciele, wraz z ich imionami. Co ciekawe, większość kibiców widzi w tym szaleństwo i brak jakichkolwiek zasad, może nawet fałszywą próbę ugrania czegoś za pośrednictwem mediów społecznościowych... sam zaś uważam, że ślub z kobietą, która ma trójkę dzieci, zwyczajnie zobowiązuje faceta do obdarzenia ich miłością i bezpieczeństwem. Widać u niego gołym okiem zamiłowanie do tatuaży, odczytuję to jako formę wiadomości: jestem z wami na zawsze i pomimo tego, że nie jesteście moimi dziećmi, będę was kochał jak swoje. Hejterzy najwyraźniej wychodzą z założenia, że powinien je traktować gorzej, albo przestać akceptować. Nie wiem, czy byłoby mnie stać na to, jak postąpił i nie chciałbym być postawionym w takiej sytuacji, ale wchodzenie z butami między dwójkę zakochanych, uważam za mało taktowne. Nie jestem fanem mediów społecznościowych, momentami brzydzi mnie ludzkie obdzieranie się z godności i prywatności na Instagramach, Fejsbukach czy Snapchatach, więc nieszczególnie interesowało mnie kiedykolwiek, co się dzieje na kontach państwa Icardich. W ramach tego felietonu, zajrzałem tam. Nie widziałem gościa odbijającego żonę swojego kolegi z drużyny dla seksu i zabawy. Widziałem szczęśliwą rodzinkę, szczęśliwe dzieciaki. Rodzi się w głowie pytanie - co z byłym mężem Nary, która opuściła go wraz z podopiecznymi? Nie wiem jaką osobą jest Maxi Lopez, ale widziałem uprzejmą wymianę zdań między nim a Icardim, kiedy to pierwszy z nich wyrażał oburzenie na wrzucane do Internetu zdjęcia z jego dziećmi, drugi odpowiedział: "Mówisz o dzieciakach, których nie widziałeś przez tydzień, czy do których nie dzwoniłeś przez dziesięć dni?". Cóż, świętych w tej aferze nie widzę. Mecze Interu z Sampdorią były dzięki nim okraszone tytułem "Derbów Wandy". Lopez jest również dobrym kolegą Leo Messiego, co pomoże nam ustalić przyczynę braku powołań Icardiego do reprezentacji Albiceleste. Dodając jeszcze fakt, jak duży wpływ ma "nowy Maradona" na ustalanie jej składu - odpowiedź nasuwa się sama.

Rodzina Icardich po strzelonych 100 bramkach dla Interu Mediolan przez Maurito

Jasne, media społecznościowe kłamią, to nie jest całe życie, ale poza nimi również nie słyszałem nawet o jednym innym skandalu z samym Mauro, odkąd gra w Interze. Chyba, że skandalem nazwiemy ich sesję zdjęciową a'la Victoria z Davidem Beckhamem - bo słaby był to czas, na publikowanie takich rzeczy. Zdjęcia możecie ocenić sobie sami, jeśli interesują was podobne sprawy, ale opinia publiczna na temat samego klubu przy tym nie ucierpiała, a to dla kibiców powinno być najważniejsze. Kiedy największym gwiazdom futbolu odpuszczane są „incydenty" z nieletnimi prostytutkami (Ribery, Benzema…), nieprzyzwoite balety w klubach do rana (Ronaldinho, Neymar, Ronaldo…), czy przyłapanie ich w stanie absolutnego upojenia alkoholowego (Nainggolan, polska reprezentacja z Borucem na czele…), Icardi dostaje od kibiców i mediów po głowie głównie za budowanie całkiem szczęśliwej rodziny, wbrew powszechnym konwenansom. Co zabawne, ci sami hejterzy zarzucają im zbyt duże zaangażowanie w tychże mediach… śledząc ich, komentując i napędzając tę samą maszynkę. Taka to już natura ludzka.

Tym samym dochodzimy do kolejnego problemu, w postaci samej małżonki Mauro, a właściwie - jego agentki, która odpowiada za kontrakty i jednocześnie zarobki swojego męża. To chyba pierwsza taka sytuacja w klubowej piłce, kiedy piłkarz powierza swojej żonie tak odpowiedzialną rolę, a swoją decyzję główny zainteresowany motywował faktem, że ma ona zdecydowanie więcej doświadczenia w showbiznesie - a zatem i w samym biznesie - od niego. Daruję sobie komentowanie szowinistycznych wypowiedzi niektórych ludzi o tym, jak to Icardi daje sobą rządzić przez kobietę i przejdę do konkretów: dzięki swoim "bezkompromisowym" negocjacjom dorobiła się niechlubnego przydomku "Raioli w spódnicy" - Nara negocjowała kontrakt Mauro niemalże rok w rok, czym doprowadzała kibiców i zarząd do szewskiej pasji. W rezultacie Icardi, owszem, zarabia najwięcej spośród piłkarzy Interu razem z Radją Nainggolanem, co daje im dziesiątą pozycję w rankingu najlepiej zarabiających piłkarzy w lidze włoskiej, jednakże wszyscy kibice zgodnie twierdzili, że nie jest to wystarczająca kwota dla dwukrotnego zdobywcy Złotego Buta. Większą gażą mogą się pochwalić choćby Insigne, Pjanić, Dybala, Higuain, a nawet łasy na forsę Donnarumma oraz... Emre Can(!). Z oczywistych względów, pomijam w tej wyliczance Cristiano Ronaldo. Czy skarbiec chińskich inwestorów ucierpiał przez negocjacje z Wandą? Śmiem wątpić. Ostatnie pertraktacje umarły w punkcie, w którym zarząd miał proponować podwyżkę do 6.5 mln euro (tyle co Pjanić), a Wanda nie chciała słyszeć o kwocie mniejszej niż 8 mln, co plasowałoby jej męża na trzeciej pozycji pod względem gaży, zaraz za Gonzalo Higuainem i tuż przed Paulo Dybalą. Powiedzmy sobie szczerze - te pieniądze należały mu się jak psu buda. Jednak powiedzieć o pani Narze, że jest kobietą kontrowersyjną, to jak nie powiedzieć nic. Rozwód z Lopezem, z którym ma trójkę dzieci, po chwili ponowne małżeństwo z Icardim i kolejna dwójka bąbelków. Cała rodzina obraca się i zarabia pieniądze w showbiznesie, ona sama była niegdyś modelką, dzisiaj jest stałym gościem sportowego talkshow: "Tiki Taka - Il calcio e' il nostro gioco", a na dodatek jest oczywiście agentką byłego już kapitana Interu. Jej znakiem firmowym są dwuznaczne zdjęcia wrzucane na profil Instagrama - dla przykładu fotka z zebrą w tle wywołała falę spekulacji, czy Maurito nie trafi do Juve (przydomek: Zebry). Czy był to zamierzony efekt? Ja tam nie wiem, ale rzeczywiście ciężko polubić panią Wandę. Nie polubił jej również Ivan Perisić. Kiedy Nara marudziła we wspomnianym programie, że jej mąż ma jakieś "prywatne problemy" z Ivanem, ten miał powiedzieć Icardiemu, aby jego żona przestała się wypowiadać na jego temat w telewizji.

Mauro, Wanda i jej ulubiony atrybut

13 lutego 2019 roku kibice Interu zostali poinformowani przez klubowe konto na Twitterze o tym, że nowym kapitanem zespołu został wyśmienity bramkarz Nerazzurrich, Samir Handanović. W kuluarach mówiło się o tym, że ówczesny kapitan zespołu miał sprzeciwić się ruganiu swojej drużyny przez Luciano Spalettiego po zwycięskim meczu, co miało wywołać furię u ich trenera. Łysy Toskańczyk nie miał wcześniej problemu, aby zabrać opaskę żywej legendzie Romy - Francesco Tottiemu, kiedy popadł z nim w konflikt, więc i tym razem bez mrugnięcia okiem powtórzył tę sytuację z Icardim. To nie była dobra decyzja, pod żadnym względem. Przez nią nastąpiła seria niefortunnych następstw: spoliczkowany Mauro odmówił wyjazdu następnego dnia na mecz Ligi Europy, zasłaniając się "kontuzją", a kiedy miał już wrócić do treningów, Spaletti nie chciał go więcej widzieć w wyjściowej jedenastce. Pod naciskiem zarządu klubu musiał się jednak ugiąć i już wspólnie, choć w lekkich męczarniach, ponownie doprowadzili zespół do miejsca premiowanego grą w Lidze Mistrzów. Wsadziłbym gdzieś między bajki teorię, jakoby Argentyńczyk miał być skonfliktowany z większością zespołu. Owszem, utrata chemii między nim a Perisiciem jest łatwo dostrzegalna, ale część zespołu wręcz prosiła go o powrót do szatni podczas "kontuzji". Żadnej negatywnej opinii na jego temat od kogokolwiek, poza jednym Chorwatem, też nigdy nie przeczytaliśmy, a Roberto Mancini, czyli osoba, która powierzyła mu przewodnictwo w szatni, niedawno przyznał, że nigdy nie miał z Maurito najmniejszych problemów.

Dlaczego odebranie mu opaski było tak złą decyzją? Trudno wyobrazić sobie dobry powód, dla którego niekwestionowany lider zespołu zostaje sprowadzony do poziomu Ranocchii, na dodatek w środku kampanii włoskiej. Jego reakcja była dość przewidywalna, aczkolwiek odmówienie gry i tłumaczenie się kontuzją, której nie potwierdził żaden lekarz, nie świadczy za dobrze o dojrzałości Icardiego, tak jak niektóre wcześniejsze incydenty. Może nie był to nigdy świetny materiał na wieloletniego kapitana klubu z takimi tradycjami, ale skoro już nim od dobrych paru lat był, to taki publiczny lincz na pewno nie zadziałał jako wartość dodatnia dla Nerazzurrich. Można było go sprzedać za ogromne pieniądze w lecie, można mu było zabrać tę opaskę w pokojowy sposób po zakończeniu sezonu i zostawić w drużynie bez psucia atmosfery. Giuseppe Marotta, jeszcze do niedawna dyrektor sportowy zwaśnionego z Interem Juventusu, postanowił nie ingerować w decyzje "Spalla", czym, o ironio, chciał pokazać jak silną ręką teraz dzieli i rządzi. W końcu nie ma nikogo ponad klub, nawet największa gwiazda drużyny została "postawiona do pionu za złe postępowanie". Czym ono dokładnie jest? Nie wiemy. Martwiąca zdaje się być decyzja klubu o nie poinformowaniu fanów czym się kierowano - zarząd na pewno chciałby się pokazać w jasnym świetle tych niedomówień i wyjaśnić wszystko fanom, skoro nie ma sobie nic do zarzucenia. Jeśli natomiast sama sprawa jest nieudolnie zamiatana pod dywan - cóż, ktoś tu mógł dać ciała.

Rządy Stevena Zhanga można oceniać pozytywnie, zwłaszcza jeśli weźmiemy pod uwagę aspekty finansowe i sportowe. Na obu płaszczyznach 28-latek zdołał wprowadzić zauważalny progres, marka klubowa rośnie w siłę i cały Półwysep Apeniński zdaje się czekać na czarno-niebieską detronizację Juventusu... tylko nie jestem do końca przekonany, czy podjęte metody są aby na pewno właściwe.  Niemiecki ordnung Chiński ład i porządek to coś, czego od dawna nie widziano w "Pazza Inter". Klub, który znany był z czasami wręcz szalonych decyzji, ale też niesamowitej opieki nad własnymi piłkarzami, dzisiaj zarządzany jest spokojniej. Sternicy przeprowadzili się do nowej, wypasionej siedziby, wprowadzono chłodną, korporacyjną hierarchię, podebrano dyrektora sportowego obecnemu Mistrzowi Włoch, a od przyszłego roku jako szkoleniowca Nerazzurrich będziemy oglądać legendę Bianconerich - Antonio Conte. Czy powinniśmy się bać "juventyfikacji" Interu i już wkrótce niebieskie paski na trykotach zostaną zastąpione białymi, a herb z okrągłego, zarząd zmieni na bardziej owalny (bądź też na niebieską literę „I”)? Myślę, że nie. Wymienione działania oceniam jako konsekwencję budowy międzynarodowej marki i chyba nie pozostaje nam nic innego, jak pogodzić się z piętnem XXI w. - bezemocjonalne algorytmy odpowiadają za zasady gry w światowej piłce. Cyferki w Excelu muszą się zgadzać. Pamiętam, jak kiedyś Massimo Moratti zapraszał do swojego domu, czy chodził na wspólne kolacje z Ronaldo, Recobą czy Zanettim i był do ich pełnej dyspozycji, kiedy tego potrzebowali. Icardiemu odmówiono audiencji u Stevena, kiedy dowiedział się o swojej degradacji z roli kapitana. Czasy się zmieniają.

Zdjęcie z wnętrza nowej siedziby Interu

Nie jestem w stanie zrozumieć części kibiców, którzy chcieliby pozbyć się Mauro na siłę, nawet kosztem utraty kilkudziesięciu milionów euro - tak miała spaść jego wartość po odebraniu opaski. Nigdy nie byłem jego wielkim fanem, moim piłkarskim idolem był Alvaro Recoba, czyli połączenie kreatywności i dużej dozy magicznego kunsztu. Połączenie, w efekcie którego nie dało sie nie zachwycać biegającym po Stadio Meazza Urugwajczykiem i mało to miało wspólnego z ex-capitano, który zdobywa hurtowo bramki niemalże kryjąc się w cieniu przez większą część spotkań, w których występuje. Bardziej przypomina Hernana Crespo czy Filippo Inzaghiego, tylko ma od nich zdecydowanie lepszą technikę. Natomiast nie wiem skąd się bierze brak choćby minimalnego kredytu zaufania dla Argentyńczyka. To w końcu gość, który po sześciu latach wprowadził nas do Ligi Mistrzów. Za mojego życia jeszcze nie było w Interze zawodnika, który na modłę Mauro, zrobiłby z Buffona swoją prywatną dzi*kę do strzelania bramek w niemalże każdym meczu i jednocześnie był kluczową postacią wszystkich Derbów Mediolanu. Mało? Zdobył dwa tytuły króla strzelców w barwach Nerazzurrich, co nie przydarzyło się od lat 70., kiedy dokonał tego wyczynu Roberto Boninsegna. Sam zawodnik chciałby zostać w klubie, pomimo odebrania mu tytułu kapitana, ale część fanów nie chce się na to zgodzić. Jeśli wierzyć mediom - również i zarząd Interu. Czytając między wierszami, Nerazzurri mogą mieć w przyszłym sezonie bardzo zmotywowanego napastnika ze światowego topu, ale korporacyjne zasady Suning Group zdają sie mieć większy priorytet i najwyraźniej nie ma w nich miejsca na sentyment. Chociaż, kto wie, okno transferowe dopiero się zaczyna i to ono zweryfikuje, ile prawdy podają włoskie pismaki - znając ich, niewiele. Daleko pamięcią nie trzeba sięgać aby przypomnieć sobie wytykane kłamstwa La Gazetta dello Sport przez Icardich, ale też przez paru innych zawodników Interu, jak choćby samego Ninję.

Na sam koniec chciałbym przytoczyć zachowanie Curva Nord i części kibiców po odebraniu Mauro opaski. Przyśpiewki pod klubowym autokarem i na samym stadionie "Icardi - uomo di merda" (Icardi, człowiek-gówno) są dla mnie wręcz odrażające. Oczywiste, jeśli wiemy z kim mamy do czynienia, lecz wciąż - odrażające. To coś, co powinno było spotkać Balotellego po rzuceniu trykotem Nerazzurrich o glebę. Zarezerwowałbym ją dla każdego judasza, który opuściłby Inter na rzecz Juventusu (hi Cancelo!). Obecnie trudno nazwać Argentyńczyka Iskariotą, pomimo względnego podobieństwa nazwisk. Jak nazwać fanów obrażających w ten sposób zasłużonego piłkarza ich klubu, który wciąż dla nich gra? Powstrzymam się od komentarza. Ciężko myśleć o nich, jako swoich własnych braciach po szalu, zwłaszcza, gdy zauważymy konsekwencje ich działań - podziały wśród kibiców, które tylko nas osłabiają.

A kim dla Was jest Mauro Icardi? Zasłużonym piłkarzem Interu? Zagubionym chłopcem? Odważnym głupcem? Może jednak niegodnym tych barw prostakiem bez zasad? Sam mam problem z jednoznaczną oceną, ale na dzisiaj nie wyobrażam sobie wypychania Maurito z Interu na siłę.  Zapraszam do dyskusji w komentarzach.

Andrzej "Odin" Sobel

Facebook
Twitter
Youtube

 

Źródło: inf. własna

Polecane newsy

Komentarze: 16

kacperosik2

kacperosik2 1 lipca 2019 | 21:29   

Świetny felieton. Czekałem właśnie aż w końcu ktoś napisze coś o tej sytuacji z chłodną głową. Właściwie moje zdanie jest bardzo podobne do tego co tu zostało zawarte.
Mimo wszystko zachowałbym go, a kto wie może odwdzięczy się zdobywając kolejnego króla strzelców.

KawaOpole

KawaOpole 1 lipca 2019 | 21:32   

Tekst, dobry, nieźle się czyta, duzo racji,
Ale od Boruca i Ninji wara ;)

Aneta Dorotkiewicz

Aneta Dorotkiewicz 1 lipca 2019 | 21:35   

Icardiego trudno jednoznacznie zdefiniować, zwłaszcza że każdy z nas opiera się tylko na informacjach podanych przez media. Wina nigdy nie leży po jednej stronie. Nie doczekaliśmy się oficjalnego stanowiska klubu, więc można mniemać, że nie tylko Mauro jest w tym wszystkim winien.

Jak już pisałam w jednym z tekstów - sprzedaż Mauro jest ekonomiczną głupotą. Szatnie da się ustawić. Dla piłkarzy to jest praca i mają się słuchać, bez względu na swoje sympatie. Mam nadzieję, że twarda ręka Conte to poukłada, a Icardi zostanie w Interze.

Brawo Odin! :)

ronias169

ronias169 1 lipca 2019 | 22:00   

Fajny felieton ale...
Sytuacja z Maxi Lopezem byłaby normalna gdyby Wanda rozstała się z nim wcześniej a nie związała się bezpośrednio z przyjacielem męża. Druga sprawa Icardi nigdy nie zdobył złotego buta

Van Dall

Van Dall 1 lipca 2019 | 22:31   

Fajny tekst - bardzo przyjemna odskocznia od troglodytów brylujących w komentarzach, którzy usilnie próbują zrobić z Icardiego nieprzydatną zakałę. Nie zgadzam się tylko z przytykiem pod adresem Cancelo. Chłopak dobrze się wkomponował, dawał z siebie bardzo wiele, a ze strony klubu nigdy nie padło nic w stylu "cieszymy się, że jest z nami i chcielibyśmy, żeby został". Na jego miejscu też bym przyjął ofertę Juve bez najmniejszego żalu.

Maradon.

Maradon. 1 lipca 2019 | 22:35   

Za mało wiemy, żeby dyskutować i wieszać psy na Mauro albo go bronić. Może za kilka lat się dowiemy jak było.

Wiktor

Wiktor 1 lipca 2019 | 22:38   

Dziękuję za poświęcony czas i ciekawy felieton.

inter00

inter00 1 lipca 2019 | 23:45   

Genialny felieton, aż miło się czytało, oby więcej

Alaraz28

Alaraz28 2 lipca 2019 | 00:52   

Brawo Odin, świetny felieton. Tak jak kolega już wspomniał, także nie rzucałbym psów na Cancelo. Był świetny, pokazywał swoją sympatię do Interu, był najlepszym bocznym obrońcą w lidze i to wina klubu, że nie potrafili go zatrzymać więc w konsekwencji nie zatrzymywał się i poszedł grać do lepszego klubu.

Co do Mauro to liczę, że jakoś uda mu się dogadać z klubem i Conte. Naprawdę wiele mu zawdzięczamy, bo wyciągnął nas z tego bagna i znów ujrzeliśmy LM. Skoro zawodnik takiego kalibru, pomimo wszystkich usterek, pomimo tak dużej niechęci ze strony kibiców, pomimo odebrania mu jego (upragnionej?) roli bycia kapitanem (nie wiadomo czy słusznie) wciąż wykazuję chęć grania dla naszych barw to dlaczego na siłę (dodatkowo ze strony ekonomicznej) chcemy się go pozbyć?! Człowiek mógłby zostać legendą tego klubu. Dałbym mu szansę się wykazać, bo według mnie na to najzwyczajniej zasługuje.
Forza Maurito! Forza Inter!

Maciej Pawul

Maciej Pawul 2 lipca 2019 | 06:49   

Również nie przepadam za Curva Nord, ale trochę racji mają. Icardi nie strzelił bramki z gry od października. Dziwnym trafem przestał to robić niemal równo z fiaskiem rozmów o nowym kontrakcie. Podpisujesz ważny kontrakt i deklarujesz miłość do barw, to nie robisz dziecinnych symulacji kontuzji. Miał szanse na powrót do łask, gdyby uratował koniec sezonu, ale wypadł z gry na ponad miesiąc na własne życzenie i znalazł się pod formą, było już za późno na zamknięcie ust oponentom. Pożegnajmy go z szacunkiem za dwukrotnego króla strzelców, ale na razie wystarczy. Zresztą, "Raiola w spódnicy" w tym roku zawołałaby 10-12 baniek, patrząc na progres w ostatnich latach, a za rok-dwa zrównanie z CR? Kontraktów nie zmienia się co roku, nikt tak nie robi.

Sostek

Sostek 2 lipca 2019 | 08:56   

Zostanie. Musi :)

Larry

Larry 2 lipca 2019 | 09:29   

Nie "bąbelki", tylko bombelki :-D

superofca

superofca 2 lipca 2019 | 10:45   

Felieton bardzo dobry, chociaż moim zdaniem kwestia umowy Icardiego została uproszczona, nie hagiografizujmy go, nie wierzę, że sprawa jest tak prosta jak przedstawia to autor. Icardi podpadł bardzo i nie wiem czy to da się jeszcze naprawić.
PS Cancelo nie został przez nas wykupiony więc jego odejście do Juve to inna kategoria. (edycja 2019.07.02 10:47 / superofca)

Adriano19f

Adriano19f 2 lipca 2019 | 18:34   

Przede wszystkim nie mogę z Porównania techniki Icardiego i Crespo ten drugi nie miał problemu przedryblować kilku rywali, czego próżno szukać u Ikara. Jeśli chodzi o decyzje to jak sobie to wyobrażasz gdy zawodnik ci podskakuje w lutym a ty czekasz i udajesz ze nic się nie stało aż do końca maja. Musiał zasłużyć skoro mu zabrali a zarząd przytakną. No i Wanda rozumiem ze walczy o interes męża i niczym Raiola winduje zarobki. Jednak upublicznianie wszystkiego i najeżdżanie na klub oraz kolegów z boiska jest przesada i nie ma na to wytłumaczenia. Cancelo się spodobała Seria A dostał ofertę to został nasi zjebali nie on.

damianekk1985

damianekk1985 2 lipca 2019 | 18:35   

Świetny felieton trochę kuje oko wybielanie Icara . Odebranie opaski nie psuło atmosfery w szatni skoro piłkarzom to pasowało a jedynie jemu nie . Poza tym nie znam go osobiście ale myślę że i autor felitonu również jednak jeśli zarząd go nie chcę kolejny trener również kibice do tego w reprezentacji również ani trenerzy ani piłkarze ani kibice to niestety z chłopakiem coś jest nie tak . Wielkie dzięki za bramki ale z historii wiemy że tak samo dobrych piłkarzy się traciło a zespół zyskał na tym . A więc myślę że starczy już tej argentyńskiej telenoweli czas na prawdziwy zespół

mikhael7

mikhael7 3 lipca 2019 | 20:44   

To, że Mauro nie dostał zasłużonej podwyżki nijak nie usprawiedliwia jego zachowania.
Jeśli chodzi o spadek wartości Icardiego to rachunek jest prosty. Każda kwota powyżej 13 mln euro daje nam zarobek.
Być może to właśnie dzięki Mauro zagraliśmy w LM, ale nie pomyliłby się ten kto powiedziałby, że to dzięki Vecino, albo Handanovicowi, albo Skriniarowi. Gra drużyna.
Zawodnicy Interu nie wypowiadają się negatywnie o Mauro bo pewnie mają więcej oleju w głowie niż on.
Mauro Icardi to świetny napastnik, ale nie ma ludzi niezastąpionych.


Reklama

Reklama

Piłkarze urodzeni dziś

  zobacz wszystkich