„Calcio”, czyli włoski futbol bez makijażu

22 sierpnia 2019 | 08:43 Redaktor: Paweł Świnarski Kategoria:Informacje serwisu

Każdy miłośnik Calcio przyzna, że piłka nożna na Półwyspie Apenińskim ma w sobie niepowtarzalną magię. W trakcie ponad 100 lat zyskała na całym świecie wielu fanów, którzy nie wyobrażają sobie bez niej życia. Czemu potrafi wzbudzać tak skrajne emocje? Jak barwne, zabawne, ale też mroczne i tragiczne historie kryje? Tego wszystkiego dowiesz się z książki Johna Foota, która trafiła już do sprzedaży.

Zamów książkę na: www.idz.do/calcio-historia-intermediolan

Serwis intermediolan.com jest partnerem medialnym tytułu. Serdecznie polecamy!

Fragment książki:

Podobnie jak w przypadku największych gwiazd futbolu, wokół kariery Meazzy nagromadziło się wiele mitów i legend. Jedna z najsłynniejszych dotyczy rozgrywanego w Neapolu meczu Włochów, podczas którego Meazza trafił do składu w miejsce ulubieńca miejscowej publiczności. Piłkarz był więc niemiłosiernie wygwizdywany przez trybuny, co doprowadziło do łez jego matkę, która specjalnie przyjechała na ten mecz z Mediolanu. Ale dwoma przepięknymi trafieniami Meazza szybko uciszył krytyków. Inna historia dotyczy decydującego rzutu karnego, strzelonego przez „Peppino” w półfinale mistrzostw świata w 1938 roku. Mówi się, że tuż przed wykonaniem „jedenastki” w spodenkach piłkarza urwała się gumka. Nie przejmując się tym, Meazza podszedł do „wapna” i przytrzymując spodenki jedną ręką, uderzył piłkę, myląc przy tym bramkarza, który rzucił się w drugą stronę. Włosi wygrali 2:1. Inna wersja tej historii głosi, że feralna gumka w spodenkach urwała się w chwili, gdy piłkarz brał rozbieg. Zamiast jednak się zatrzymać, Meazza po prostu dalej wykonywał rzut karny i zdobył bramkę. Oglądając czarno-biały film, na którym utrwalono tę scenę, rzeczywiście można odnieść wrażenie, że zawodnik przytrzymuje ręką spodenki. Jakkolwiek było naprawdę, bramkarz nawet nie interweniował, a jedynie odprowadził wzrokiem piłkę wpadającą do siatki.

Wyczyny Meazzy były naprawdę epickie. W rozegranym 27 kwietnia 1930 roku meczu z Romą zdobył trzy bramki w pierwszych trzech minutach spotkania. Według legendy Ballante, golkiper giallorossich, próbował powstrzymać napastnika, wychodząc we wszystkich tych sytuacjach z bramki, za każdym razem jednak Meazza pokonywał go z chirurgiczną precyzją. Kiedy jednak „Peppino” pojawił się przed bramką po raz czwarty, Ballante pozostał między słupkami. To jednak również nie pomogło i Meazza trafił po raz kolejny. Gdy wracał na swoją połowę, golkiper podbiegł do niego i pokazał mu „wała”. Meazza powiedział mu wtedy: „Przecież widziałeś, że wpadło”, na co Ballante odparował: „Tak, ale tym razem nie wyszedłem z bramki”. Inny słynny gol – tym razem strzelony w koszulce reprezentacji w rozgrywanym w Mediolanie meczu z Austrią – przypominał bramkę zdobytą przez Puskása na Wembley w 1953 roku. Serią zwodów pokonał dwóch obrońców rywali, po czym okiwał również bramkarza i wpakował piłkę do siatki.

Brera opowiada, że pewnego niedzielnego popołudnia Meazza obudził się w „nie swoim” łóżku, obok jakiejś kobiety. Niedługo miał się zacząć mecz. Będąc jeszcze w piżamie, złapał taksówkę i dotarł na stadion w samą porę na „faszystowskie pozdrowienie”. Następnie w ramach przeprosin zdobył dwie bramki. Istnieje też inna wersja tej historii, choć prawdopodobnie nieprawdziwa. Krążyły pogłoski, że Meazza rzadko trenował i w – jak to określił Brera – „hojnym i gorącym Mediolanie”  mógł robić to, co chce.

Trzeba być jednak ostrożnym z dawaniem wiary anegdotom, opartym głównie na pogłoskach rozpowszechnianych przez dziennikarzy. Meazza został bohaterem w czasach, w których sport był potężną bronią propagandy faszystowskiej. Historie z nim w roli głównej wydają się stworzone ad hoc, na potrzeby późniejszych opowieści o jego wkładzie w rozwój kraju (na przykład o tym, jak został w końcu zaakceptowany przez neapolitańczyków, po tym jak przyczynił się do zwycięstwa drużyny narodowej) oraz statusie bohatera (niezbyt wiarygodna historia o spodenkach czy też historyjka o nocy spędzonej w domu publicznym, mająca podkreślić jego męskość). Początkowo Meazzy nadano przydomek „Balilla”, z uwagi na jego młody, wręcz chłopięcy wygląd. Pseudonim ten powiązał  iłkarza z faszyzmem do tego stopnia, że trudno oddzielić jego karierę od tego, w jaki sposób reżim  wykorzystywał sukces reprezentacji narodowej w latach 30.

O książce:

Włoski futbol bez cenzury  

John Foot w książce „Calcio” opowiada o historii włoskiego futbolu od jego początków w latach 90. XIX wieku do teraźniejszości. Niemal za rękę prowadzi nas przez labirynt najwybitniejszych zespołów i piłkarzy, pasji i sukcesu. To mieszanka poważnych analiz i zabawnych anegdot. Szczegółowych opisów meczów i zamieszek kiboli. Catenaccio i Calciopoli.

„Historia włoskiego futbolu” zawiera te najpiękniejsze chwile w piłkarskiej historii kraju, jak czterokrotne zwycięstwo reprezentacji Włoch na mundialu (1934, 1938, 1982, 2006), ale też te najsmutniejsze, jak śmiertelne potrącenie Gigiego Meroniego, „włoskiego George’a Besta”, przez wiernego fana Torino, który 33 lata później, w 2000 roku, objął stanowisko dyrektora generalnego tego klubu. Dowiesz się też, dlaczego Polacy upatrzyli sobie właśnie włoską ziemię jako atrakcyjne miejsce do gry w piłkę: od Bońka i Żmudy, przez Boruca i Glika, do Piątka, Zielińskiego, Szczęsnego i kilkunastych innych.

Włoska piłka nie jest już zabawą. Ciężko w ogóle nazwać ją po prostu sportem. Dla Włochów jest religią, która pochłonęła ich bez reszty.

„Calcio. Historia włoskiego futbolu”
 Autor: John Foot
 Premiera: 21.08.2019
 Cena okładkowa: 59,99 zł
 Liczba stron: 720

Źródło: sqn

Komentarze: 4

Kevin

Kevin 22 sierpnia 2019 | 08:54   

Nie wiem dlaczego ale mi wyskakuje cena 41,99

MaATi96

MaATi96 22 sierpnia 2019 | 09:09   

Bo za taką cenę aktualnie sprzedawana jest ta książka, 59,99zł to cena, która znajduje się na okładce i jest sugerowaną kwotą sprzedaży.

Larry

Larry 22 sierpnia 2019 | 10:10   

Ale się kaszotto z tym Alexisem porobiło.... Mieliśmy płacić połowę jego pensji, ale okazało się, że pensja podstawowa, a podstawa plus bonusy to dwie zupełnie różne bajki... Gościu za każde wyjście w pierwszym składzie przytula prawie 100k ojro, plus bonusy za każdą asystę i bramkę... Także tego

superofca

superofca 22 sierpnia 2019 | 10:41   

Larry, chyba nie tu, a obecny kontrakt Sancheza to popis idiotyzmu w dzisiejszym futbolu.


Reklama

Reklama

Piłkarze urodzeni dziś

  zobacz wszystkich