Rasizm - plaga włoskiej piłki

3 stycznia 2020 | 00:05 Redaktor: Błażej Małolepszy Kategoria:Publicystyka

Włoska piłka nie zawsze ma piękną twarz Diletty Leotty, bowiem równie często na wierzch wychodzą jej wszystkie skazy i problemy. Jednym z nich jest szeroko pojęty rasizm będący częstym gościem stadionów na Półwyspie Apenińskim.

Na samym początku, coś sobie wyjaśnijmy. Autor tekstu absolutnie potępia wszelkiego rodzaju przejawy dyskryminacji rasowej. Basta. Zarazem zanim wydam jakiś osąd staram się, chociaż nie zawsze z powodzeniem, poznać argumenty każdej ze stron. Ocenianie drugiego człowieka na podstawie jego koloru skóry jest dla mnie kompletnym kretyństwem, lecz bezrefleksyjne kierowanie się poprawnością polityczną i szufladkowanie konkretnych grup społecznych jest równie godne pożałowania.

Kto pyta, nie błądzi

Skąd taki początek? Przyczynkiem do powstania tekstu, który właśnie czytacie, stały się wydarzenia z początku września 2019 roku, a konkretnie wyjazdowy mecz Interu z Cagliari. Podczas spotkania kibice gospodarzy obrali sobie za cel Romelu Lukaku i poprzez zachowania powszechnie uznawane za rasistowskie (imitowanie małp) starali się wyprowadzić go z równowagi. Plan się nie powiódł, ponieważ napastnik pewnie wykorzystał rzut karny i bezpośrednio przyczynił się do zwycięstwa mediolańczyków. Afera nabrała tempa dopiero po końcowym gwizdku arbitra. Belg postanowił nagłośnić sprawę i zaapelował o wszczęcie skutecznej walki z rasizmem na włoskich boiskach. Lukaku w odpowiedzi otrzymał list od ultrasów swojego nowego klubu, którzy okazali mu pełne wsparcie i dodali otuchy w zmaganiach ze stadionowymi rasistami stanęli murem za swoimi odpowiednikami z Sardynii. Przekaz był dość jasny: Romelu, ty zajmij się strzelaniem bramek i nie mieszaj się w rozgrywki między kibicami. A tak generalnie, żadnego rasizmu u nas nie ma.

lukaku

Komunikat części fanatyków zasiadających na Curva Nord spotkał się z powszechnym potępieniem, a jego autorzy zostali wrzuceni do wora z napisem bezmyślne bydło. Chociaż jestem osobą raczej bezkonfliktową, tym razem postanowiłem zadać kłam swojej naturze i włożyć kij w mrowisko. Nie postradałem zmysłów, aby stawać w obronie ultrasów Cagliari czy Interu, zaciekawiło mnie jednak, że ktoś decyduje się publicznie bronić, wydawać by się mogło straconej sprawy. Pomyślałem, może oni rzeczywiście nie dostrzegają w swoim zachowaniu rasizmu? Może dla nich to wyłącznie element piłkarskiej rozgrywki, który kończy się po opuszczeniu stadionu? Jak łatwo było się domyśleć, nie znalazło się zbyt wielu śmiałków gotowych poprzeć mój punkt widzenia. W zamian dowiedziałem się wielu ciekawych rzeczy na temat swojej inteligencji (a raczej jej oczywistego braku), a wszystko doprawione było garścią niezbyt wyszukanych epitetów. Tylko dlatego, że ośmieliłem się mieć wątpliwości. Minęło kilka miesięcy, a ja ponownie postanowiłem zadać sobie pytanie.

Co z tym rasizmem? Przesada czy poważny problem?

Jeżeli Wasza fascynacja calcio nie zrodziła się wraz z przybyciem do Italii Cristiano Ronaldo, macie świadomość, że ciemnoskórzy piłkarze nigdy nie mieli łatwego życia na Półwyspie Apenińskim. Wystarczy wspomnieć chociażby historie graczy pokroju Ruuda Gullita, Marcela Desailly, Patricka Vieiry, Arona Wintera czy Paula Ince'a. Do niechlubnej historii Serie A przeszedł również obraz zrozpaczonego Marco Zoro, którego kibice Interu zmusili niemal do opuszczenia murawy. W obronie piłkarza Messiny stanęli wówczas zawodnicy obu zespołów i przekonali Iworyjczyka do kontynuowania gry. Niestety w bieżącym sezonie doniesienia o kolejnych rasistowskich incydentach pojawiają się znacznie częściej od charakterystycznej cieszynki Krzysztofa Piątka. Co ciekawe, słynne już rewolwery reprezentanta Polski stały się przyczynkiem do rozmowy o... antysemityzmie. To jednak temat na zupełnie inną historię.

zoro

Żeby dobrze zrozumieć temat rasizmu na Półwyspie Apenińskim należy jednak opuścić teren stadionu. Obiekty piłkarskie są bowiem jedynie zwierciadłem, które uwypukla problemy z jakimi zmaga się całe włoskie społeczeństwo. W latach 80. i wcześniej, rasizm w Italii oznaczał głównie podkreślanie regionalnego pochodzenia kibiców oraz piłkarzy. Najdobitniej było to widoczne na przykładzie rywalizacji bogatej północy i biednego południa. Wśród tych pierwszych powszechna była opinia o niższości społecznej obywateli z południowych krańców kraju, którym przypinano łątkę kryminalistów, złodziei, nierobów i brudasów. Na przełomie lat 80. i 90. Włochy stanęły przed kolejnym wyzwaniem. Półwysep zalała pierwsza fala imigrantów z całego świata, którzy w poszukiwaniu nowego, lepszego życia obrali kurs na Italię. Przybysze zaczęli odgrywać istotną rolę dla rozwoju ekonomicznego kraju, bowiem wypełnili lukę w niższych sektorach gospodarki. Zarazem, ich obecność stała się przyczynkiem do rosnących napięć w społeczeństwie, a stadiony piłkarskie stały miejscem, gdzie frustracje zwykłych obywateli mogły znaleźć swobodne ujście. Pomimo upływu lat, kraj nadal nie poradził sobie z kwestią rosnącego napływu imigrantów, podziałów społecznych oraz ekonomicznych. Na początku 2019 roku głośno było chociażby o sprawie szkoły w Minerbe, w której decyzją burmistrza, posiłki dzieci, których rodzice zalegali z płatnościami zostały ograniczone do tuńczyka i krakersów. Do opinii publicznej trafiła historia małej dziewczynki, która rozpłakała się na wiadomość o tych zmianach. Szybko okazało się, że podobne zabiegi były wprowadzane również w innych placówkach. Prosta historia, która dobrze oddaje jednak skalę problemu.

Wróćmy jednak do futbolu. Poza Romelu Lukaku, który stał się niejako ambasadorem walki z rasizmem, problemy z włoskimi kibicami mieli w ostatnich miesiącach Franck Kessie, Dalbert czy Mario Balotelli. Dla tego ostatniego była to zresztą smutna powtórka z przeszłości. W 2009 roku SuperMario dopiero stawiał pierwsze kroki w poważnej piłce, lecz robił to na tyle spektakularnie, że momentalnie zaskarbił sobie niechęć fanów Juve. Podczas starć z Interem, kibice bianconerich wielokrotnie dawali odczuć młodemu napastnikowi, że nie akceptują jego pochodzenia i odmiennego koloru skóry. Przy okazji afery z młodym Balotellim powszechne były głosy, że zawodnik zasłużył sobie na tego typu traktowanie poprzez swoją arogancję i butę. John Foot w książce Calcio idzie nawet krok dalej i stwierdza, że piłkarz Interu stanowił uosobienie wszystkich obaw przeciętnego Włocha. Był przebojowy, głodny sukcesu, silny i niepokorny, a przy tym był inny.

mario

Ta teza idealnie wpisuje się we wcześniejsze rozważania na temat problemu imigrantów, których traktuję się w Italii jak zło konieczne. Co więcej, tego typu nastroje społeczne potęgowane są przez polityków i osoby publiczne, które świadomie rozsiewają ziarno nienawiści, bowiem przynosi ono wymierne korzyści. Naprawdę upłynie jeszcze wiele wody w rzece Pad, nim Włosi wyzbędą się głęboko zakorzenionych uprzedzeń. The Times napisał, że włoskie stadiony stają się nowym frontem rasizmu w piłce nożnej, lecz ostatnie tygodnie udowadniają, że nawet idealizowana Premier League, nie może czuć się wolna od tego wstydliwego tematu. Uwaga mediów całego świata koncentruje się na kibicach, chociaż źródło problemu leży znacznie głębiej. Zamykanie kolejnych stadionów i kary finansowe dla klubów przypominają jedynie pudrowanie podbitego oka przez ofiarę, kiedy sprawca nadal pozostaje bezkarny.

Jak słoń w składzie porcelany

Za młodu, często słyszałem od swojej babci, że jeżeli nie wiem w jaki sposób się zachować, powinienem postępować przyzwoicie. Tą mądrość powinni wziąć sobie do serca ludzie odpowiedzialni za rozwój włoskiej piłki. Gołym okiem widać, że w Italii nie mają pomysłu na skuteczną walkę z dyskryminacją na stadionach. Warto zatem byłoby zachowywać przynajmniej pozory. Umówmy się, że górnolotne hasła o zjednoczeniu i braterstwie być może dobrze sprzedają się w mediach, lecz nie przynoszą wymiernych efektów. Problem w tym, że Włosi potrafią po mistrzowsku zmarnować nawet największy wysiłek speców od marketingu.

Poniżej krótka lista największych wtop ostatnich kilku miesięcy:

- Historia najnowsza. Lega Serie A wystartowała z kampanią antyrasistowską, do udziału w której zaproszony został znany artysta Simone Fugazzotto. Motywem przewodnim stały się obrazy trzech... małp, które miały symbolizować akceptację dla odmienności. Szybko okazało się jednak, że zdecydowana większość nie zrozumiałą metafory, a autor pracy musiał uciekać się do publicznych przeprosin.

- Słynna już okładka Corriere dello Sport przed meczem Inter – Roma. Na tapecie znaleźli się Romelu Lukaku oraz Chris Smalling, a wszystko zostało opatrzone wymownym tytułem Black Friday. Cóż z tego, że sam tekst stawał w mocnej kontrze do problemu rasizmu, skoro najważniejsze pozostaje pierwsze wrażenie. Ponownie skończyło się na dobrych chęciach.

- Do opinii publicznej wyciekły nagrania, w których dyrektor Lega Serie A, Luigi de Siervo zachęca realizatorów transmisji telewizyjnych do unikania odgłosów płynących z trybun najbardziej zagorzałych kibiców, ponieważ stanowią one słabą reklamę dla całej ligi. Natychmiast pojawiły się głosy o chęci zamiatania problemu pod dywan i wprowadzaniu cenzury.

- Ekspert kanału Top Calcio 24 został zawieszony na swoim stanowisku po niefortunnym sformułowaniu jakiego dopuścił się na antenie w kierunku Romelu Lukaku. Luciano Passirani, bo o nim mowa, powiedział na antenie programu Qui Studio a Voi Stadio  następujące słowa o napastniku nerazzurrich: - Nie widzę we Włoszech piłkarza jak Lukaku, naprawdę go lubię. Aby go zatrzymać, musisz powiedzieć mu: Masz tu 10 bananów do zjedzenia.

serie a

Zdaniem eksperta

Przemysław Nosal (doktor nauk humanistycznych z zakresu socjologii na Uniwersytecie Adama Mickiewicza w Poznaniu, autor wielu prac z pogranicza socjologii sportowej, piłkarz amator):

- Rasizm na piłkarskich stadionach można tłumaczyć na kilka sposobów.

Po pierwsze, pamiętajmy, że ze względu na liczne uwarunkowania historyczno-społeczne trybuny kibicowskie zdominowane są przez osoby o poglądach prawicowych - konserwatywnych, tradycyjnych, patriotycznych, nacjonalistycznych itd. W ramach szerokiego wachlarza wartości wyznawanych z prawej strony - w ekstremie, ale jednak na stadionie widocznej - pojawiają się także postulaty rasowe: dotyczące czystości rasy, narodu jednej rasy itd. Szkoda czasu, żeby wymieniać te kluby, które mają w swoim dorobku takie kibicowskie akcje, a szczególnie we Włoszech.

Po drugie, kibice - szczególnie ci najbardziej zagorzali - to zbiorowość bardzo zmaskulinizowana, poszukująca przestrzeni potwierdzającej ich społeczną rangę, przydatność, centralną rolę. W takim układzie grupy kibicowskie stają się kimś więcej niż tylko kibicami - stają się obrońcami większej idei, wspólnoty wyobrażonej - określonej wizji państwa/ narodu, strażnikami pamięci itd.

Po trzecie, pamiętajmy o specyfice samego stadionu - anonimowości, masie, mechanizmom rządzących tłumem. W takich okolicznościach łatwiej przebić się z radykalnymi hasłami. Ktoś coś krzyknie, ktoś podchwyci; ktoś wywiesi baner, nikt nie będzie się rzucał, żeby go zdzierać itd. W tym ujęciu stadion stanowi także przestrzeń zabierania głosu grup wykluczonych z dominującego dyskursu medialnego i politycznego. W tym kontekście ich wypowiedzi zwykle mają bardziej radykalny wydźwięk niż wypowiedzi np. związków zawodowych.

Po czwarte wreszcie, nie lekceważyłbym głosów, które stwierdzają, że przejawy rasizmu są także po prostu celowo stosowanymi zachowaniami, które mają obrazić przeciwnika i go zdekoncentrować. To zachowania chamskie, prostackie i karygodne, ale często stanowią raptem jedną z wariacji tego typu działań (wachlarz znów bardzo szeroki - od haseł o siostrach/ matkach, przez antysemityzm, religijne wtręty po zwyczajne ordynarne lżenie itd.).

Po piąte wreszcie, trudno jednoznacznie odpowiedzieć dlaczego rasizm tak często gości na włoskich stadionach.

Jedna odpowiedź jest makrosocjologiczna - Włosi są eksponowani na intensywny kontakt z osobami przybywającymi z innych państw, w tym także czarnoskórymi. Na tej bazie powstają liczne narracje antyimigranckie (oparte na bardziej czy mniej prawdziwych przesłankach) - o zabieraniu pracy, o kradzieżach, nierządzie, gwałceniu kobiet itd. To paliwo do rasistowskich haseł na stadionach.

Druga odpowiedź to już poziom kibicowski. Mam takie wrażenie, że we Włoszech modernizacja (komercjalizacja, urynkowienie, pricing out) sektora kibicowskiego nie dokonała się w tak radykalny sposób jak w wielu innych krajach (np. w Polsce czy Anglii). W efekcie w dużej mierze "zakonserwowała" się na nich stara gwardia kibicowska, a w mniejszym wymiarze gości - choć oczywiście gości - kibicowanie spod znaku 'modern football'.

***

Powyższy tekst znajdziecie również w styczniowym wydaniu magazynu Fuori di Calcio, a więc jedynego, bezpłatnego miesięcznika, który w całości poświęcony jest piłce na Półwyspie Apenińskim. Najnowszy numer znajdziecie tutaj

 

Źródło: inf. własna

Polecane newsy

Komentarze: 10

KawaOpole

KawaOpole 3 stycznia 2020 | 00:40   

Błażej dobry artykuł,
Nie popieramam w żadnym stopniu rasizmu ani jakichkolwiek zachowań dyskryminowania kogokolwiek ale też poprawność polityczna wkurza mnie jak reklama Media Expert przez śpiewające wiewiórki.
Taka mała różnica pomiędzy Polską a Italia
Wczasy Bibione 2017 ide z synem do sklepu a tam na półce szklanki, kubki, jakieś alkohole, zestawy flaszka plus kieliszki i co na tym jest - Adolf Hitler, masę rzeczy z nim, Karty do gry, piersiowki itp i masę rzeczy z nim związane, kurcze szukam mysle sobie czemu nie Mussolini, patrzę jest gdzieś z tyłu, może 5 % tego co z Adolfem.

Sklep przy głównej ulicy i nie jedyny, obok koszulki Bayernu z Lewym, Barcy z Messi, Juve, Interu... A w sklepie Adolf czyli skoro jest przyzwolenie na sprzedaż tego przez państwo to jak to ma nie mieć wpływu na stadiony i postrzeganie innych

Maciej Pawul

Maciej Pawul 3 stycznia 2020 | 09:25   

W tym samym numerze "Fuori di Calcio" trafiła się akurat obszerna historia Helenio Herrery i jego Grande Inter ode mnie i publikacja na temat Suning od redakcyjnej koleżanki Anety. Pozostaje mi skomentować temat rasizmu, przypomnę takie newsy, które niedawno publikowaliśmy na temat podejścia do tematu władz Serie A, a informacji której nie widzę w publikacji Błażeja. Całe zagadnienie "walki z rasizmem" umarło już na najbardziej prozaicznym temacie. Nie ma chętnych, żeby za niezbędny do tego dodatkowy monitoring zapłacić, władze ligi chcą to zepchnąć na kluby, argumentując że to one najwięcej tracą przez zamykane stadiony (bombka z tym, że te same władze te stadiony zamykają), tymczasem kluby wolą zrobić #poważnehasło w necie na temat swojego sprzeciwu, bo to tańsze. Zupełnie zresztą słusznie zwracają uwagę, że w odpowiedzi na sfinansowanie monitoringu kibice mogą się mścić i trzeba będzie częściej zamykać swój obiekt, albo pozwolić sobie na nielegalne zagrywki w postaci rozdawania ultrasom poza obiegiem biletów i innych bonusów za spokój na stadionie (via znany przypadek Juventusu, ale pogłoski mówią o tym, że już od lat niemal większość klubów postępuje tak samo) - teraz sami oceńcie czy to zdrowa sytuacja i czy słynna włoska walka z rasizmem ma jakieś szanse powodzenia. Jeśli ja siedząc w takiej Polsce widzę, że nie - tym bardziej swojej bezkarności mogą być pewni rasiści we Włoszech. (edycja 2020.01.03 09:30 / Maciej Pawul)

Larry

Larry 3 stycznia 2020 | 09:29   

Szkoda Błażej, że nie dałeś w tekście linka do tamtego newsa, pod którym była taka burza.

"Na różnych boiskach nasłuchałem się różnych epitetów pod swoim adresem, a także w kierunku mojej rodziny" - Twoje słowa.

No przepraszam Cię, ale jeśli np. wyzywanie Twojej matki, czy żony od k**** albo rzucanie bananem w czarnoskórego piłkarza tłumaczysz senstencją, że "stadion i boisko to miejsca gdzie kumulują się czasem najprostsze i najbardziej prymitywne emocje", to gratuluję. I jeszcze stawiasz się w roli ofiary po komentarzach, jakie na Ciebie spłynęły wtedy, co najśmieszniejsze, dając cytat jakiegoś naukowca, który w gruncie rzeczy można powiedzieć, że komentuje w podobnym tonie Twoją wypowiedź: "To zachowania c h a m s k i e, p r o s t a c k i e i k a r y g o d n e, ale często stanowią raptem jedną z wariacji tego typu działań (wachlarz znów bardzo szeroki - od haseł o siostrach/ matkach, przez antysemityzm, religijne wtręty po zwyczajne ordynarne lżenie itd.)."

Wydajesz się względnie ogarniętym człowiekiem, więc nie wierzę, że nie widzisz różnicy między krzyczeniem do kogoś "e kulawy, słyszałem że masz 20. dioptrii i bramki nie widzisz fajansiarzu", a "wczoraj ru****** Twoją matkę, a żonę widziałem w burdelu frajerze", albo jeszcze coś znacznie gorszego. Tak się składa, że ja też za dzieciaka grałem w piłkę na osiedlu i teraz też regularnie gram i nikt mi nie ubliża, a jakby ktoś coś powiedział jw. coś o mojej żonie albo mamie co z całą pewnością dostałby w zęby. Nie wiem zatem, gdzie się wychowywałeś. Ale myślę, że palnąłeś coś wtedy we wrześniu, wiesz, że popłynąłeś i głupio Ci teraz sprostować własne słowa, zasłaniasz się jakąś poprawnością polityczną, która z takimi incydentami nie ma nic wspólnego. Podejrzewam zresztą, że jakby ktoś krzyknął na piłkarza "ty pedale" i by to wypłynęło, to by była sto razy większa chryja i jeśli już, to to jest właśnie poprawności polityczna.

Van Dall

Van Dall 3 stycznia 2020 | 14:46   

Pompujecie problem, który albo nie istnieje, albo jest marginalny. Rasizmu dzisiaj możecie szukać w RPA, gdzie murzyni mordują białych farmerów i odbierają im ziemię, a nie na włoskich stadionach. Na stadionie nieważne czy obrażasz czyjąś siostrę, czy zachowujesz się jak małpa, bo ma to na celu wyłącznie wyprowadzenie z równowagi przeciwnika i obok prawdziwego rasizmu nawet nie stało.

Sebastian Miakinik

Sebastian Miakinik 3 stycznia 2020 | 19:35   

Problem dotyczy tego, kto gdzie ma granice i jakie dopuszcza środki, by cel zrealizować. Kultura stadionowego kibicowania w odniesieniu do przeciwnika wyzwala najniższe instynkty, bo jest anonimowa i bezkarna. Z drugiej strony, jeżeli wystawiamy cokolwiek na łaskę i niełaskę tłumu, nie spodziewajmy się zbyt wiele. Coś co jest masowe, zawsze będzie narażone na marginalne skrajności. Podsłuchy czy kamery na każdym kroku niczego nie wyeliminują, bo świat nigdy nie wejdzie na wyższy poziom. Faszyzm i rasizm są pietnowane wszem i wobec z uwagi na historyczne ich skutki. Trzeba mieć twarda skórę, będąc postacią publiczną, ale też mieć swoje granice, których nie wolno pozwolić przekraczać. Temat trudny i mocno indywidualny. Gdyby za okrzyki rasistowskie piłkarze obu drużyn zeszli z boiska, może byloby to jakimś wstrzasem, choć pewnie czasowym i mikrym przy skali zagadnienia. Ale to środowisko też jest podzielone. Co pozostaje? Młodzież, dzieci, myślących edukować, a skrajnych dewiantow ignorować, od czasu do czasu serwując im jakimś wstrzas. I nie mieszać do tego idei politycznych, bo robi się syf. Znamy to przeciez

krychu339

krychu339 3 stycznia 2020 | 19:51   

Ja jestem ciekawy co będzie gdy ta zasyfiona chorymi, lewicowymi ideologiami Europa zostanie zdominowana przez murzyńsko-ciapatych przybyszy? Czy będą się oni nas tak żałować, nie pozwalając na dyskryminacje biednych białasków, czy też będą traktować jak się teraz traktuje chrześcijan w arabskich i afrykańskich krajach? Odpowiedzcie sobie sami.

Lethal Doze

Lethal Doze 3 stycznia 2020 | 20:17   

Rasizm to uważanie ludzi czarnoskórych za gorszych, mówienie o nich per asfalt, itd . W RPA jest wojna domowa i regularne zabijanie ludzi. To już coś więcej niż rasizm.

We Włoszech jest rasizm.
(edycja 2020.01.03 20:21 / Lethal Doze)

Van Dall

Van Dall 4 stycznia 2020 | 01:11   

W RPA nie ma wojny, a regularne tam jest tylko systemowe prześladowanie i morderstwa potomków białych afrykanerów.

shakurspeare

shakurspeare 4 stycznia 2020 | 10:35   

Krychu i cann dall to najlepszy przyklad na to ze rasizm istnieje xd i glupota. Przedewszystkim glupota. Bo gadanie " to nie rasizm bo gdzies ponoc jest gorzej" to szczyt glupoty xd.

krychu339

krychu339 4 stycznia 2020 | 14:35   

A gdzie ja napisałem, że to nie rasizm? Zadałem pytanie i tyle, ale żeś gupi to twoja sprawa.


Reklama

Reklama

Piłkarze urodzeni dziś

  zobacz wszystkich