Retro Inter: Helenio Herrera i jego Grande Inter

6 lutego 2020 | 20:41 Redaktor: Maciej Pawul Kategoria:Publicystyka

We Włoszech dziennikarze sportowi często dodają przydomek Grande drużynie, która reprezentowała najwyższy poziom w historii danego klubu. W przypadku Nerazzurrich nie określa się tym mianem ani współczesnej drużyny pod wodzą Antonio Conte, ani nawet zwycięskiego zespołu z okresu Jose Mourinho. Prawdziwy Grande Inter to ten, w którym ster pewnie trzymał genialny i kontrowersyjny Helenio Herrera.

Obywatel świata

Znakomity szkoleniowiec urodził się w Argentynie, ubogie dzieciństwo spędził w Casablance, by w końcu zostać zawodowym piłkarzem we Francji. Grał w Stade Français, FCO Charleville, Excelsior Roubaix, Red Star Saint-Ouen, Stade Francais, EF Paris-Capitale i Puteaux. W tym ostatnim rozpoczął karierę trenerską. Lista klubów które prowadził zanim trafił do Mediolanu robi wrażenie. W samej Hiszpanii były to Real Valladolid, Atletico Madryt, Deportivo La Coruna, Sevilla FC i w końcu FC Barcelona, po drodze zawitał m.in. do Portugalii, by trenować przez dwa lata CF Os Belenenses. Na swoim koncie miał już również drużyny francuskie i reprezentację Tricolores. Katalonia była ostatnim przystankiem przed objęciem posady trenera Interu Mediolan. Barcelońską przygodę zakończył wchodząc w konflikt z największa gwiazdą drużyny, Ladislao Kubalą. Problemy w kontaktach z piłkarzami były jednym z jego znaków rozpoznawczych. Pomimo trudnego charakteru trudno odmówić mu geniuszu taktycznego i wiedzy. Mówił przedziwną mieszanką różnych języków. Był nie znoszącym sprzeciwu tyranem, musiał mieć zawsze ostatnie słowo w każdej sprawie związanej z prowadzoną drużyną, nawet jeśli dotyczyła życia osobistego piłkarzy, ale dyscyplina z którą wkraczał do szatni zazwyczaj przynosiła rezultaty na boisku.

herrera

Skuteczny grabarz futbolu

Herrerę powszechnie uważa się za twórcę najbardziej rozpoznawalnego stylu włoskiego futbolu. Catenaccio na zawsze odmieniło postrzeganie piłki nożnej z Półwyspu Apenińskiego. Jego prawdziwe korzenie sięgają jednak Varrou, które w języku francuskim oznacza rygiel. Styl gry oparty na murowaniu własnej bramki zapoczątkował tak naprawdę Karl Rappan, który wprowadził również pozycję ostatniego obrońcy operującego bezpośrednio przed bramkarzem. Legendarny szkoleniowiec Nerazzurrich nie lubił porównań swojej taktyki do stylu Austriaka i twierdził, że to on jest ojcem nastawionego na defensywę futbolu. Trudno mu odmówić częściowej racji, ponieważ mocno zmodyfikował znane rozwiązania taktyczne, wzmocnił ofensywny aspekt skrzydłowych i metodę błyskawicznych kontr.

- Jeśli nie stracimy bramki, nie przegramy meczu – zwykł mawiać Herrera. Jednak nie oznacza to, że Inter grał piłkę brzydką. Owszem, nie pozwalał rozwinąć skrzydeł przeciwnikowi, ale bramki strzelane po błyskawicznych kontratakach cieszyły kibiców równie mocno, co te zdobywane po spektakularnych akcjach ofensywnych innych klubów. Wygrywający w Europie i we Włoszech Herrera mógł nie przejmować się, kiedy przeciwnicy określali go mianem grabarza futbolu. Niezbyt chwalebny przydomek przylgnął do niego z prostej przyczyny. Taktykę skupioną na zablokowaniu dostępu do własnych słupków szybko zaczęły kopiować inne zespoły, choć zdaniem samego Herrery zazwyczaj nieudolnie. Końcem ery catenaccio był pojedynek Interu z Celticiem Glasgow w finale Pucharu Europy w 1967 roku. Szkoci wygrali po czterdziestu morderczych atakach na bramkę czarnoniebieskich i przekazali światu wiadomość, że murowanie słupków da się zmiażdżyć nieustającą ofensywą. Szkoleniowiec sam przyznał po meczu, że wygrał zespół lepszy i to dobrze, że tak się stało. Piłka nożna dostała gotowe rozwiązanie na defensywny styl gry rywala.

Era Grande Inter 

Sukcesy ówczesnego Interu opierały się nie tylko na innowacyjnej technice gry. Niezbędne zaplecze finansowe zapewniał bajecznie bogaty Angelo Moratti, który ściągając w 1960 roku znanego szkoleniowca zagwarantował mu zarobki porównywalne z gwiazdami swojej drużyny. To był pierwszy tego rodzaju przypadek w historii, ponieważ trenerzy z reguły zarabiali zdecydowanie mniej. Relacje obu panów dalekie były jednak od ideału, często dyskutowali zawzięcie na tematy związane z zespołem i spierali się w sprawach dotyczących pojedynczych graczy. Układ jednak działał i zaczął przynosić długo oczekiwane efekty.

Pierwsze dwa lata w Mediolanie nie wskazywały na spektakularne zwycięstwa, które miały dopiero nadejść i zakończyły się bez pucharów na koncie. W końcu pod wodzą kontrowersyjnego Argentyńczyka Nerazzurri rozwinęli jednak skrzydła i sięgnęli trzykrotnie po Mistrzostwo Włoch, dwukrotnie po Puchar Interkontynentalny i tyle samo razy po Puchar Europy. Wszyscy w tym okresie byli bezwzględnie podporządkowani rygorowi Herrery.

- Drużyna wygrywa, zanim jeszcze wyjdzie z autobusu – to motto znakomicie oddaje nastawienie, które szkoleniowiec wpajał zawodnikom przed spotkaniami. Psychologiczne sztuczki i bezwzględny rygor, które stosował wobec piłkarzy odnosiły skutek. Według współczesnych obserwatorów Grande Inter wyróżniał się tym, jak jego zawodnicy byli skonsolidowani. Piłkarze mieli atakować przeciwnika i odbierać każdą piłkę, zgodnie z inną złotą zasadą Herrery. Pojęcia nieustającego pressingu i wykorzystania wolnych przestrzeni wprowadzone przez trenera Nerazzurrich są używane w budowaniu taktyki wielu zespołów nawet współcześnie. Również w Interze Conte.

herrera inter

Herrera miał w zwyczaju trzymać się blisko swoich piłkarzy, ściskał każdego wychodzącego na murawę zawodnika. Rozmawiał również regularnie z każdym indywidualnie, przekonując poszczególnych graczy o ich wartości na murawie. Argentyńczyka uważa się też za pierwszego organizatora specjalnych obozów przedmeczowych, na których odcinał swoim podopiecznym dostęp do alkoholu i papierosów, zapewniając w zamian morderczy trening. Należy pamiętać, że w latach sześćdziesiątych nikogo nie dziwiły nałogi wśród piłkarzy. Był również jedną z najbardziej zasłużonych osób dla ruchu ultras, czynnie wspierał tworzenie fanklubów i wyjazdy kibiców. Na jeden z finałów w Wiedniu za Interem przyjechało aż 30 tysięcy sympatyków, a dzięki jego drużynie baza sympatyków Nerazzurrich dobiła pod względem ilości do ścisłej czołówki we Włoszech.

Grande Inter był nie tylko drużyną wielkich zwycięstw, ale i burzliwych starć w szatni. Herrera nie znosił dyskusji i bez żalu pozbywał się nawet najlepszych piłkarzy, jeśli tylko nie odpowiadali jego wymaganiom. Boleśnie przekonał się o tym Juan Valentin Angelillo, który ustanowił niesamowity rekord Serie A strzelając 33 bramki w 33 meczach sezonu 1958/59. Był jednak znany z rozrywkowego stylu życia poza murawą i musiał pożegnać się z Mediolanem. Armando Picchi był kapitanem zespołu, utalentowanym obrońcą dysponującym wybornym rozegraniem piłki. Dyskusje z trenerem doprowadziły go u szczytu kariery do przeprowadzki do słabiutkiego Varese. Niewielu udawało się pozostać w zespole, jeśli tylko spadł na nich gniew Herrery. Wyjątkiem od reguły był Mario Corso, znany też jako Lewa Noga Boga. Charyzmatyczny pomocnik miewał przebłyski geniuszu, które bardzo cenił właściciel klubu. Angelo Moratti regularnie chronił zawodnika przed wściekłością trenera blokując jego sprzedaż.

Kontrowersyjne decyzje nieodłącznie wiązały się z osobą Argentyńczyka. W 1961 roku zdenerwowany na władze Serie A posłał drużynę młodzieżową na mecz z Juventusem. Inter stracił przez to mistrzostwo, ale szefostwo ligi liczyło się odtąd ze zdaniem Herrery.

grande inter

Nie ma ideałów bez skazy

Przegrana we wspomnianym już finale z Celticiem obnażyła słabości metod Herrery i zmierzch jego myśli szkoleniowej. Z innymi klubami nie potrafił w późniejszych latach kariery osiągnąć już niemal żadnych wielkich sukcesów, a świat piłki nożnej zdominowało wkrótce pojęcie futbolu totalnego, który był zdecydowanym przeciwieństwem catenaccio.

- Czym byłby futbol, gdyby nie ja? – zwykł powtarzać Herrera, który posiadał pewne skłonności narcystyczne i uważał się za człowieka, który odmienił piłkę nożną. Cóż, trzeba przyznać, że miał do tego podstawy. Bywał jednak również poddawany surowej krytyce, ponieważ w świecie włoskiej piłki krążyły plotki o tym, że faszerował swoich zawodników niedozwolonymi specyfikami. Nigdy nie przyłapano żadnego z jego piłkarzy na dopingu, jednak tajemnicza śmierć młodziutkiego zawodnika Romy Giuliano Taccoli za kadencji Herrery pozostaje niewyjaśniona do dziś.

Inter w kolejnych latach nie był już na tyle skuteczny, by sięgać po kolejne puchary i mistrzostwa kraju. Herrera próbował swoich sił w Rzymie, lecz zdołał wygrać jedynie Puchar Włoch. Do Mediolanu wrócił raz jeszcze w 1973 roku, jednak nie zagrzał długo miejsca na ławce szkoleniowej, ponieważ drużyna zbuntowała się przeciwko jego metodom treningowym. Szkoleniowiec przez wiele lat głośno mówił o problemach z ustawianiem meczy w Serie A. Część jego zarzutów z biegiem czasu okazała się słuszna. Był człowiekiem wielkiego zdrowia. Przeżył zawał i złamanie kręgosłupa w wypadku samochodowym, wracając za każdym razem do świata piłki nożnej. Zmarł w końcu w 1997 roku. Pożegnało go wielu przyjaciół z boiska, a mowę pożegnalną odczytał były obrońca Interu Giacinto Facchetti.

***

Tekst został opublikowany w ramach cyklu o historii włoskiej piłki, który jest integralną częścią miesięcznika Fuori di Calcio, jedynego darmowego magazynu o włoskiej Serie A dla polskich fanów. Co miesiąc znajdziecie tam publikacje redaktorów znanych Wam z intermediolan.com. Styczniowy numer jest dostępny tutaj, a już wkrótce premiera nowego wydania, bądźcie czujni!

Źródło: inf. własna

Polecane newsy

Komentarze: 3

KawaOpole

KawaOpole 6 lutego 2020 | 21:20   

Chętnie bym zobaczył film o nim i o Grande Interze z tamtych czasów

inter00

inter00 6 lutego 2020 | 21:45   

W książce Calcio też jest sporo powiedziane o Grande Inter, Herrerze czy samym catenaccio. Warto przeczytać!!!

KawaOpole

KawaOpole 6 lutego 2020 | 22:04   

inter00, wiem mam książę i czytałem


Reklama

Reklama

Piłkarze urodzeni dziś

  zobacz wszystkich