Chivu przed rewanżem z Bodø/Glimt: jeśli ktoś może to odwrócić, to my

24 lutego 2026 | 10:57 Redaktor: Paweł Świnarski Kategoria:Wywiady5 min. czytania

Trener Interu podzielił się swoimi przemyśleniami w przeddzień rewanżowego spotkania barażowego Ligi Mistrzów UEFA 2025/26.

Inter przygotowuje się do starcia z Bodø/Glimt w rewanżu barażu o fazę grupową Ligi Mistrzów UEFA 2025/2026. Nerazzurri wyjdą na murawę San Siro dziś, we wtorek 24 lutego o godzinie 21:00.

Wczoraj, w przeddzień meczu Cristian Chivu odpowiedział na pytania dziennikarzy podczas konferencji prasowej w ośrodku treningowym BPER Training Centre w Appiano Gentile.

Czego nauczył was pierwszy mecz w Norwegii?

- Utwierdził nas w tym, co wiedzieliśmy już przed spotkaniem: że łatwo nie będzie, zarówno ze względu na stan murawy, jak i pogodę. Musieliśmy lepiej dostosować się do warunków meczu, ale niestety nie potrafiliśmy zrobić tego przez całe spotkanie, tylko fragmentami. Znaliśmy siłę rywala: to, co osiągnęli w fazie ligowej, nie było przypadkiem. Zremisowali w Dortmundzie, pokonali Manchester City, wygrali w Madrycie. Wiedzieliśmy, że mogą sprawić nam problemy. Momentami cierpieliśmy i dopuściliśmy do kilku sytuacji. Liczymy, że jutro to się nie powtórzy.

Czy nieobecność lidera takiego jak Lautaro Martinez wpłynie na sposób gry zespołu? Jak zamierza pan się do tego dostosować?

- Mamy wielu liderów, co pokazujemy od początku sezonu. Każdy, kto wchodzi na boisko, czuje odpowiedzialność za to, co może dać drużynie. Czerpiemy z przywództwa, determinacji, głodu, ciężkiej pracy i pokory, które prezentujemy przez te miesiące, a także z rozwoju, jaki stał się naszym udziałem. Mamy nadzieję dalej budować na tych fundamentach.

Inter, którego był pan częścią i który sięgnął po Ligę Mistrzów, po drodze odrobił kluczową stratę w Kijowie. Jak pewna siebie jest obecna drużyna przed takim meczem?

- Ci zawodnicy mają pewność siebie i pokazali to w ostatnich trzech miesiącach. Mieliśmy wzloty i upadki, włącznie z porażkami w Lidze Mistrzów, ale nie odebrało nam to zaufania do siebie, wiary we własne możliwości ani etosu pracy. Nie ma znaczenia, że jedna bitwa została przegrana; liczy się to, by w każdym meczu dawać z siebie maksimum i być najlepszą wersją samych siebie.

Jak dużą rolę odgrywa tu aspekt psychologiczny? Rywale nie są już kopciuszkiem, a wy jesteście niemal zobowiązani walczyć do końca.

- To nie jest obowiązek, to jest nasz obowiązek wobec samych siebie. Musimy robić to, co potrafimy, wejść na boisko z przekonaniem i świadomością, że jeśli jest zespół, który może odwrócić losy tego dwumeczu, to jest nim nasza drużyna. Nie możemy stracić równowagi, pewności ani wiary w siebie. Mecz trwa 90, 100, a nawet 120 minut i być może jeszcze karne. Nie możemy rzucić się do ataku za wszelką cenę i potem się odsłonić. Chodzi o umiejętne zarządzanie kluczowymi momentami.

Czy wasza dziesięciopunktowa przewaga nad Milanem w lidze podświadomie zmienia podejście do tego spotkania?

- Nie. Przegraliśmy pierwszy mecz 1:3 i to jest najważniejsze. Liga nie ma tu żadnego znaczenia. Musimy odwrócić losy tego barażu i być najlepszą wersją siebie.

Czy byłoby wstydem odpaść z zespołem z miasta liczącego 50 tysięcy mieszkańców i stadionem na 8 tysięcy miejsc?

- W piłce nożnej nie ma nic wstydliwego. Liczy się praca klubu i drużyny, po obu stronach. Szanujemy przeciwnika. Bodø pokazało swoją jakość przeciwko nam, w Madrycie, z Manchesterem City, w Dortmundzie. To dobrze prowadzony projekt, z jasną wizją. Z naszej strony nie ma mowy o wstydzie: byli lepsi i pogratulowaliśmy im.

Przy takim pościgu lepiej trzymać się planu czy poddać się emocjom?

- Nie musimy całkowicie zmieniać planu gry. Musimy odrobić straty, ale bez utraty równowagi i pewności siebie. Stracony gol też nie przekreśla niczego. Piłka nożna jest nieprzewidywalna. Potrzebne są dojrzałość, spokój, koncentracja, charakter, organizacja i równowaga. I oczywiście indywidualna jakość.

W takich powrotach, jak duże znaczenie ma motywacja ze strony trenera? Pamięta pan jakieś remontady z czasów kariery piłkarskiej?

- Byłem typem zawodnika, który niezbyt uważnie słuchał trenera (uśmiech). Polegałem raczej na własnych przemyśleniach, własnej odpowiedzialności i wierze w siebie. Bardziej martwiłem się o to, by nie zawieść kolegów z drużyny. Nie trzeba ich specjalnie motywować, oni wiedzą, jak ważny jest ten mecz. Jeśli jest zespół, który może to odwrócić, to jesteśmy nim my, z pełnym szacunkiem dla Bodø, które wygrało w Madrycie, gdzie nam się to nie udało.

Po raz pierwszy musi pan przygotować mecz, który trzeba wygrać różnicą dwóch lub trzech bramek. Czy to zmienia podejście w ofensywie?

- Nie. Jesteśmy drużyną, która zbudowała sezon na regularności. Strzelamy średnio ponad dwa gole na mecz, mamy wiele zwycięstw i 17 różnych strzelców. Skorygowaliśmy błędy z pierwszego spotkania i może pewne rzeczy uprościliśmy. Ale do każdego meczu przygotowujemy się z jasną głową i spokojem, w pełni świadomi tego, kim jesteśmy.

Czy wydarzenia spoza boiska z ubiegłego tygodnia wpłynęły na koncentrację zespołu?

- To był nietypowy tydzień po meczu z Juventusem i wszystkim, co się wydarzyło. Ale jestem dumny z reakcji zawodników w sobotę, bo to nie było łatwe.

Źródło: inter.it

Okulary ochronne odporne na zarysowania 4932478763 Milwaukee - kupisz na mspot.pl

Polecane newsy

Komentarze: 0


Reklama

Reklama

Piłkarze urodzeni dziś

  zobacz wszystkich