Inter odpowiada po Bodo/Glimt. Dimarco prowadzi Nerazzurrich do wygranej z Genoą

1 marca 2026 | 11:51 Redaktor: NerioCorsi Kategoria:Ogólna5 min. czytania

Na San Siro Bodo/Glimt jest już tylko wspomnieniem. Trzy dni po porażce 1:2 z Norwegami, która zakończyła europejską przygodę, Inter pokonuje Genoę i przynajmniej na chwilę odskakuje Milanowi na 13 punktów, gdy rywal zza miedzy szykuje się do wyjazdu na boisko Cremonese, a do bezpośredniego starcia pozostał tydzień. Pytanie Cristiana Chivu po końcowym gwizdku, czy wygrana 2:0 z ligurami to najlepsza możliwa odpowiedź w perspektywie derbów, byłoby czystą retoryką: bez Lautaro, wciąż kontuzjowanego, o którego stanie zdrowia trener nie chce zdradzać szczegółów, bez zawieszonego Bastoniego i bez Calhanoglu, pozostawionego na początku na ławce po urazie odniesionym w starciu z Bodo,

Rumun wystawia jedenastkę z Sommerem w bramce; Akanjim, De Vrijem i Carlosem Augusto w obronie; Zielińskim w środku, pomiędzy Barellą i Mkhitaryanem, którym na skrzydłach towarzyszą odpowiednio Luis Henrique po prawej i Dimarco po lewej. Za plecami nietypowego duetu napastników Thuram–Bonny. To już nie jest skład złożony z typowych zmienników, ale jednocześnie obciążony poważnymi brakami, bo mowa o piłkarzach kluczowych nie tylko dla równowagi taktyczno-technicznej.

Wybory szkoleniowca z Reszty w pełni się bronią, a jednym z najbardziej aktywnych w pierwszej połowie jest bez wątpienia Bonny, wracający do wyjściowego składu po ponad miesiącu. To on staje się najtrudniejszym rywalem dla Bijlowa, który wraz z obrońcami musi dwoić się i troić przy kolejnych atakach Francuza. Bonny nie unika fizycznych starć, nic dziwnego, że notuje najwięcej kontaktów z piłką w polu karnym rywala w całym meczu, wymusza żółtą kartkę na Malinovskym, a po pół godzinie gry jest o krok od gola, którego bramkarz Genoi pozbawia go znakomitą interwencją. Niewykorzystana okazja szybko jednak znajduje rekompensatę. Kibice na Meazza nie muszą długo czekać na ukojenie dzięki coraz bardziej niezwykłemu Federico Dimarco.

To właśnie z numerem 32 na plecach wychodzi przełamanie. W połowie pierwszej części gry lewy obrońca bierze na siebie ciężar odpowiedzialności za swoją ukochaną drużynę i zdobywa bramkę, która wprawia trybuny w ekstazę oraz po raz 22 w tym sezonie wpisuje go na listę najbardziej decydujących piłkarzy: licząc gole i asysty, Dimarco brał udział w 22 trafieniach, z czego 21 w Serie A. To liczby na poziomie gwiazd, jak na „bocznego obrońcę”, który nie przestaje zadziwiać techniką i klasą. Także wczoraj przeciwko Grifone serwuje prawdziwą perłę, która potwierdza, że wychowanek z Calvairate jest jednym z najbardziej wpływowych zawodników w rozgrywkach, które z numerem 97 Chivu coraz wyraźniej kieruje na właściwe tory. Wejście z lewej strony, diagonalne uderzenie zewnętrzną częścią stopy, piłka wpada przy samym słupku w minimalnej szczelinie, między niemal milimetrowym korytarzem a interweniującym Bijlowem. Ten nie ma szans przy perfekcji zagrania 32 Nerazzurra i może tylko wyciągnąć piłkę z siatki.

Skoro Dimarco tym razem strzela, za asystowanie odpowiada Mkhitaryan, który niemal idealny wieczór plami żółtą kartką za faul, do którego zostaje zmuszony, a nastrój psuje sobie jeszcze potężnym uderzeniem w poprzeczkę, po którym Meazza dosłownie zadrżał. W 21. minucie to właśnie Ormianin z numerem 22 schodzi, ustępując miejsca Hakanowi Calhanoglu, który wchodzi po przerwie z ławki i zdąży jeszcze przypieczętować wynik na 2:0, przy trafieniu, przy którym swój udział ma również Luis Henrique.

Brazylijczyk rozgrywa chyba najlepszy mecz odkąd trafił do Nerazzurrich. Po tym, jak obił słupek, dopada do kolejnej piłki i próbuje ją ponownie wprowadzić w pole karne, ale przy próbie dośrodkowania Amorim, stojący na linii lotu futbolówki, zatrzymuje ją ręką w sposób tak oczywisty, że sędzia bez wahania wskazuje na wapno. Do piłki podchodzi sam Calhanoglu, od lat synonim chirurgicznej precyzji z jedenastu metrów, a z północnej trybuny tradycyjnie rozlega się pieśń „Calha lo sai perché”. Jedyny dreszcz grozy dla Nerazzurrich funduje w końcówce Akanji, gdy niefortunnie zagrywa piłkę w kierunku Sommera tak, że ta niemal ląduje w siatce. Szwajcar jednak świetnie interweniuje i zapobiega samobójczemu trafieniu, które obrońca omija dosłownie o centymetry. Ostatecznie na Meazza wszystko układa się po myśli Nerazzurrich, którzy trafiają na Genoę niezdolną, mimo prób, zneutralizować zespół, który De Rossi w pomeczowej konferencji określa jako „po prostu zdecydowanie zbyt silny”. Na koniec szkoleniowiec składa jeszcze życzenia pechowemu Valentinowi Carboniemu.

Gdy w Sanremo Sal Da Vinci odbiera tak zwanego Złotego Lwa, na San Siro Inter zgarnia trzy złote punkty, które pozwalają odwrócić kartę po gorzkim europejskim epizodzie. Bodo/Glimt jest już tylko wspomnieniem, a jak głosiła dedykacja jednego z kibiców przed stadionem, śpiewana na sanremowską nutę Arisy, Inter pozostaje prawdziwie magiczną baśnią.

Źródło: fcinternews.it

Plecak roboczy wzmacniany Milwaukee – 48228200

Polecane newsy

Komentarze: 0


Reklama

Reklama

Piłkarze urodzeni dziś

  zobacz wszystkich