Thuram: Chcemy Ligi Mistrzów, ale to nie obsesja
Marcus Thuram, siedząc obok kapitana w sali trofeów w siedzibie klubu, opowiada o sobie, o Interze i o świeżo zdobytym, dwudziestym pierwszym scudetto. W rozmowie ze Sky Sport Francuz zdradza kulisy codziennego życia w klubie, relację z Lautaro Martínezem oraz szczególną więź z trenerem Cristianem Chivu.
Na początku obaj napastnicy zostali poddani krótkiej, żartobliwej serii pytań.
Kto z was dwóch śpi mniej?
- Lauti.
Kto uderza piłkę mocniej?
- Lauti.
Kto jest szybszy?
- Ja.
Kto częściej płaci kary za spóźnienia?
- Ja.
Kto lepiej gra głową?
- Poprawiłem się, ale on startuje z innego poziomu... Lauti, Lauti.
Kto ubiera się bardziej modnie?
- Wiesz co? To jest bardzo ważna sprawa: kiedy przyszedłem do Interu, on miał normalny, argentyński styl. Ale bardzo się poprawia, robi ogromne postępy. Na razie ja nadal ubieram się lepiej, ale jestem z niego naprawdę dumny pod tym względem.
Kto bardziej przeżywa przedmeczowy stres?
- Lauti.
Kto lepiej prowadzi samochód?
- Mam prawo jazdy, ale nie prowadzę.
Kto odżywia się zdrowiej?
- Lauti. Musi.
Kto jest bardziej przesądny?
- On.
Kto wygra mistrzostwo świata?
- On już jedno wygrał, ja... zobaczymy.
Zapytany o moment, który najlepiej oddaje wyścig po scudetto, Thuram wraca pamięcią do jednego, konkretnego obrazu.
- Chwila, gdy Pio strzela gola Juventusowi, a całe sztaby, trener, zawodnicy biegną, żeby go uściskać pod sektorem kibiców. To piękne zdjęcie, które świetnie pokazuje siłę tej grupy.
Następnie Francuz szerzej opowiada o Lautaro Martínezie, z którym stworzył duet ThuLa.
- Toro, jak często sam powtarza, zmienił kariery wielu napastników (śmiech) i ja jestem szczęśliwy, że mogę cieszyć się grą u jego boku. Widzę go nie tylko na boisku, ale też poza nim. W każde działanie wkłada ogrom serca, jest prawdziwym liderem. Wiem, jak trudno jest być zawodnikiem, którego wszyscy chcą naśladować, bo czasem chciałbyś powiedzieć: dość, chciałbym robić coś innego. A on w każdym meczu, każdego poranka, w każdej sekundzie dnia jest tutaj po to, by dawać przykład innym. Ja, grając z kimś takim, muszę po prostu robić wszystko, żeby mu pomagać, bo jeśli ktoś tak się zachowuje każdego dnia... To jest niesamowite.
Thuram został też poproszony o opis relacji z Cristianem Chivu.
- Trener naprawdę... czuć, że był piłkarzem. Naprawdę nas rozumie, wie, kiedy coś powiedzieć, a kiedy lepiej milczeć. Zbudował wyjątkową więź zaufania między sobą a grupą i kiedy powstaje tak ważna relacja, to wychodząc na boisko, grasz także dla niego.
Francuz wyjaśnił również, jak Nerazzurri poradzili sobie z presją i napięciami w trakcie sezonu.
- Jeśli grasz w Interze, wchodzisz na murawę, żeby dać z siebie maksimum we wszystkich rozgrywkach i dojść jak najdalej. To prawda, że Liga Mistrzów jest wyjątkowa, to inne mecze, a liga jest długa i musisz być skoncentrowany przez cały czas. W Champions możesz doznać kontuzji w dniu meczu, może wydarzyć się coś nieprzewidzianego... Natomiast liga to codzienność: myślisz o niej każdego dnia, przychodzisz na trening, żeby ją wygrać. W Lidze Mistrzów, ponieważ jesteśmy Interem, gramy po to, by dojść do samego końca, ale to nie jest obsesja.
Nie mogło zabraknąć pytania o przyszłość napastnika, zadane w obecności kapitana.
- Ja nie mam restauracji w Mediolanie (śmiech). Kto wie, może ThuLa otworzy kiedyś argentyńsko-francuską restaurację... Nie, nie. Tak jak powiedział Lauti, jesteśmy naprawdę bardzo szczęśliwi, myślę, że wszyscy chłopcy z drużyny są, bo Inter jest wyjątkowy, od pierwszego dnia czujesz się tutaj jak w domu. Tak jak Lauti, mam kontrakt, nie tak długi jak on, ale na razie czuję się tu znakomicie.
Na koniec Thuram wskazał, komu dedykuje tytuł mistrzowski.
- Podobnie jak Lauti, dedykuję to scudetto mojej rodzinie, moim rodzicom, mojemu młodszemu bratu. I wszystkim ludziom, którzy kochają Inter.
Źródło: fcinternews.it

NerioCorsi




Reklama