Sucic otwiera mundialowe okno dla Nerazzurrich
Serie A dopisała się do listy strzelców mundialu dopiero po osiemnastu spotkaniach, za sprawą Leo Ostigarda, obrońcy Genoi z wyraźnym ciągiem na bramkę, który trafił w wysokim zwycięstwie Norwegii nad Irakiem. Niespodziewany snajper, z pewnością nie pierwszy, który przychodzi na myśl, gdy spojrzeć na 70 zawodników naszego ligowego podwórka uczestniczących w północnoamerykańskim turnieju. Dziesięć procent tej grupy reprezentuje po drugiej stronie oceanu Inter, aktualny mistrz Włoch, jak dotąd jedynie na marginesie mundialowej kroniki.
Pierwszym piłkarzem Nerazzurrich, który pojawił się na boisku, był Manuel Akanji, w podstawowym składzie Szwajcarii w gorzkim debiucie zakończonym pechowym remisem z Katarem, wyrwanym Helwetom w doliczonym czasie gry. Wynik 1:1 nie przekreśla jednak niczego, ani w kontekście awansu do fazy pucharowej, ani nawet walki o pierwsze miejsce w grupie. Pomaga w tym układ przeciwników, delikatnie mówiąc, daleki od miana „grupy śmierci”: Kanada oraz Bośnia i Hercegowina, czyli zespół, który wyeliminował reprezentację Włoch w pamiętnym barażu w Zenicy. To główny powód, dla którego Cristian Chivu nie musiał „oddawać” na kadrę kolejnych pięciu swoich zawodników: Alessandro Bastoniego, Federico Dimarca, Nicolo Barelli, Davide Frattesiego i Francesco Pio Esposito.
Z barażów zwycięsko wyszedł natomiast Hakan Calhanoglu, kapitan Turcji, który został jednym z negatywnych bohaterów pierwszych sensacji mundialu 2026. Po niespodziewanej porażce drużyny Vincenzo Montelli z Australią pomocnik musiał jeszcze zmierzyć się z pytaniem dziennikarza, który wytknął mu słowa z przedmeczowej konferencji, gdy zapowiadał, że Turcja zdominuje rywala. Calhanoglu nie wycofał się z tamtej tezy nawet po ostatnim gwizdku, podkreślając, że Socceroos wygrali dzięki dobrej defensywie i dwóm bramkom po długich zagraniach.
Niedługo po Calhanoglu na murawie zameldował się Denzel Dumfries, formalnie wciąż piłkarz Interu, choć powszechnie wiadomo, że jego „ślub” z Realem Madryt jest już tylko kwestią czasu. Z Interem w sercu i konsekwentną odmową rozmów o rynku transferowym w wywiadach, były zawodnik PSV nie zachwycił w zremisowanym 2:2 meczu Holandii z Japonią, głównie dlatego, że Ronald Koeman nie potrafił w pełni wykorzystać jego atutów. Czy to zapowiedź tego, co czeka go u Jose Mourinho, na razie trudno wyrokować. Faktem pozostaje jednak, że widywaliśmy lepsze debiuty. Choćby ten Ange-Yoana Bonny’ego, który, co ciekawe, swój pierwszy oficjalny mecz w reprezentacji Wybrzeża Kości Słoniowej rozegrał od razu na największej możliwej scenie. W jego dorobku kadrowym były dotąd zaledwie pojedyncze minuty w wygranym sparingu z Francją, spotkaniu, które prawdopodobnie jeszcze bardziej podbudowało ambicje Słoni. Były napastnik Parmy wszedł na boisko w 56. minucie, razem z Amedem Diallo, zawodnikiem, który ostatecznie przesądził o wymęczonym zwycięstwie nad solidnym Ekwadorem.
Przeglądając występy kolejnych reprezentantów Interu, dochodzimy do duetu ThuLa, czyli Lautaro Martineza i Marcusa Thurama, rozdzielonych w nocy z wtorku na środę włoskiego czasu dwoma tysiącami kilometrów i pięcioma godzinami różnicy czasowej. Tikus całe show Kyliana Mbappe w starciu z Senegalem obserwował z uprzywilejowanego miejsca, na ławce rezerwowych Francji, a właściwie w prawdziwym parterre de roi. Rola widza była do przewidzenia dla czwartego najlepszego strzelca Serie A sezonu 2025/26, biorąc pod uwagę ofensywne bogactwo, jakim dysponuje Didier Deschamps.
Inny los spotkał Toro, partnera ataku piłkarza określanego mianem GOAT, Lionela Messiego, który na powitanie z mundialem zafundował nieszczęsnej Algierii hat-tricka. Trudno błyszczeć własnym światłem, gdy na boisku jest La Pulga; celem Lautara musi być zatem wygranie rywalizacji z Julianem Alvarezem. Hierarchie w porównaniu z Katarem 2022 są na razie odwrócone, bo tym razem to snajper Atletico Madryt nie jest w optymalnej dyspozycji.
Ostatnią nerazzurrą kartę pierwszego rozdziału mistrzostw świata 2026 zapisał Petar Sucic, ustawiony na lewej stronie obok Luki Modricia, „piłkarskiego ojca” wszystkich chorwackich pomocników, gotowego przekazać pałeczkę następcom. Co znamienne, interista, autor asysty przy golu na 1:1 Martina Baturiny, zdołał w ten sposób zatrzeć w pamięci wyjątkowo rzadki w swojej kuriozalności faul na rzut karny popełniony chwilę wcześniej przez jego kuzyna z Milanu. To pierwszy konkretny sygnał obecności Interu na mundialu, wpisujący się w osobliwą statystykę, według której od 1982 do 2022 roku w każdej finałowej potyczce mistrzostw świata na murawie pojawiał się przynajmniej jeden przedstawiciel Beneamaty.
Źródło: fcinternews.it

NerioCorsi






Reklama