Palestra i Nico Paz: ograniczenia Oaktree, brak winnych w Interze

27 czerwca 2026 | 09:29 Redaktor: NerioCorsi Kategoria:Ogólna5 min. czytania

Palestra i Nico Paz. Wiele ograniczeń, brak winnych

Sprawa Palestry, mercato na postoju, powolne tempo, które studzi rozgrzane serca. A teraz dochodzi jeszcze Nico Paz, który nie przychodzi. Nastroje dalekie od euforii, więc pole do narzekań szerokie. Warto jednak, na chłodno, przekuć je w wyważone refleksje, a nie w pochopne podsumowania. Lepiej unikać przedwczesnych i nietrafionych wniosków. W nerazzurrim odczuciu tej czerwcowej nocy najrozsądniejszym ruchem pozostaje skok na główkę w zdrowy realizm. To wcale nie rymuje się z pesymizmem. Trzeba to powiedzieć jasno: w Interze nie ma win i winnych. Mamy do czynienia z sytuacją aż nazbyt klarowną i nieuniknioną. Są precyzyjnie wyznaczone kierunki, zmieniający się wiatr, solidne ramy, których trzeba przestrzegać.

Takie są realia. Skończył się czas, gdy każdy element układanki, włącznie z pieniędzmi, podporządkowany był wyłącznie pogoni za chwałą i trofeami. Zwycięstwo było celem, nie środkiem. Dziś kolejność jest odwrócona. Perspektywa czysto rozrywkowa stała się luksusem dla nielicznych, już nie dla Beneamaty. Jej ambicje (wcale nie zredukowane) same narzucają sobie ograniczenia, jeśli nie idą w parze z twardym lądowaniem w świecie zysków. To było wiadome i trzeba to podkreślić, by uniknąć nieporozumień i złudzeń. Zresztą regułą dla każdego aktora nowego futbolowego systemu jest dziś wzajemna korzyść, nie partnerstwo. Dotyczy to niemal wszystkich, z wyjątkiem piłkarzy starej daty i właścicieli-kibiców.

Dotyczy to oczywiście także młodego Marco Palestry z Buccinasco, który ostatecznie wybrał Londyn, a nie swoje rodzinne Mediolan. Chłopak na wskroś współczesny, który bez wahania i z szeroko otwartym portfelem postawił na podwójną pensję w klubie, który skończył ligę na dziesiątym miejscu i nie gra w pucharach. To już tylko daleki krewny dawnej, pełnej przepychu i zwycięstw ery Romana Abramowicza. Chelsea pozostała jednak na tyle rozrzutna, by przekonać naszego bohatera, że miliony, duże i od razu, znaczą więcej niż ścieżki rozwoju i romantyczne projekty. To była bardzo łatwa perswazja. Nie ma winy po stronie zawodnika, jeśli nikt – ani przyjaciele, ani agent – nie wytłumaczył mu, że słońce opala i dobrze robi, ale w nadmiarze potrafi poparzyć i zaszkodzić. I trzeba jasno dodać: jeszcze mniej winy spoczywa na wielokrotnie nagradzanej dyrekcji Interu, która ma jedynie wytyczne, jakich musi się trzymać.

To ta sama struktura, która stoi za trzema scudetti i dwiema finałami Ligi Mistrzów. Wciąż na szczycie najbardziej produktywnej i najbardziej racjonalnie zbudowanej drużyny w Serie A. Pięciogwiazdkowe kierownictwo, które chciałoby wygrać cały świat, sięgnąć po Nico Paza i jemu podobnych, ale jednocześnie musi liczyć się z priorytetami spółki mającej inne, szerzej zakrojone interesy. Oaktree to amerykański gigant, zbudowany przede wszystkim na kontroli zarządzania. Jak wszystkie korporacje międzynarodowe, zwłaszcza anglosaskie, które ponad marketing i epickie sny stawiają finanse i ich procedury.

To firmy, w których na spotkania z klientami przychodzi czterech czy pięciu pracowników, tak by nikt samodzielnie nie podejmował istotnych decyzji. Nawet najdrobniejszy detal ma swoją cenę i wymaga nadzoru. W korporacjach i funduszach nawet rolka papieru to koszt do przeanalizowania, powód do zwołania zbiorczej telekonferencji. Dlatego Marotta i Ausilio nie ponoszą winy za to, że każdy ich pomysł i każda propozycja zamieniają się w twardą naukę rachunków, a nie tylko talent i wizję. Z tego naturalnie wynika, że każda negocjacja jest spowalniana, analizowana klatka po klatce przez różne działy. A dyrektorzy Nerazzurrich za każdym razem sprzedają ją swoim przełożonym z olbrzymią piłkarską pasją.

Nie ma sensu krytykować samej natury tego układu, bo to jałowa polemika, która do niczego nie prowadzi. Raczej należałoby docenić tych, którzy w tak skomplikowanym modelu zarządzania działają z cierpliwością i niezmiennym entuzjazmem. Oaktree ze swojej strony jest finansowo i organizacyjnie bez zarzutu. Utrzymało przy sterze ekipę ludzi żyjących futbolem. Doprowadziło klubowe finanse Interu do porządku. Teraz szykuje się do zastąpienia kosztów przychodami. Taka jest droga. I nie da się jej zmienić.

Można jednak zrozumieć miliony kibiców Nerazzurrich, którzy reagują jak zakochani i marzyli o prawym wahadłowym na lata albo o młodym trequartiście w stylu Beccalossiego. Tych, którzy z niepokojem śledzą powtarzającą się zachowawczość przy każdym transferze. Miłośnicy Biscione muszą pogodzić się z rzeczywistością, ale nie powinni tracić optymizmu. To, co jest potrzebne do wzmocnienia kadry, ostatecznie zawsze się pojawia. Nawet w epoce plików Excel, arkuszy kalkulacyjnych i algorytmów rządzących każdą operacją. Najprawdopodobniej tak będzie już zawsze.

Tytuł znakomitego księgowego nie rozpala serc tych, którzy żyją bramkami i poezją futbolu. Ale rozsądek jest dziś silniejszy od reszty. Nawet jeśli czasem nie ma racji.

Źródło: fcinternews.it

Zestawy bitów udarowych SHOCKWAVE™ IMPACT DUTY - Milwaukee - kupisz w mspot.pl

Polecane newsy

Komentarze: 1

szpula

szpula

27 czerwca 2026 | 12:07

"To ta sama struktura, która stoi za trzema scudetti i dwiema finałami Ligi Mistrzów" - a GUZIK PRAWDA!!! owszem to za "ich" panowania może to zdobyliśmy ale to zasługa wcześniejszych transferów, żaden transfer za czasów oaktree nie okazał się kluczowym ogniwem jak Lautaro ,Bastoni, Barella ,DiMarco czy Dunfrees , bo to oni zdobyli te tytuły reszta co najwyżej nie przeszkadzała.


Reklama

Reklama

Piłkarze urodzeni dziś

  zobacz wszystkich