Hiszpania rozbija Francję 2:0 i melduje się w finale MŚ w Nowym Jorku
Francja, której wydawało się, że pewnie zmierza ku trzeciemu z rzędu finałowi mistrzostw świata, rozbiła się w Dallas o hiszpańską maszynę. Zespół Didiera Deschampsa przegrał 0:2 z rozpędzoną, pewną siebie Hiszpanią i w niedzielę finał obejrzy już tylko w telewizji, podczas gdy La Roja w pełni zasłużenie zarezerwowała sobie bilety do Nowego Jorku.
Wieczór zaczął się dla Trójkolorowych w najgorszy możliwy sposób. W 22. minucie po raz pierwszy w tym turnieju musieli gonić wynik, a wszystko przez fatalny błąd Lucasa Digne'a. Obrońca stracił piłkę, po czym nieporadnie sfaulował w polu karnym Lamine Yamala. Sędzia bez wahania wskazał na jedenasty metr, a Mikel Oyarzabal pewnym strzałem z rzutu karnego nie dał Mike'owi Maignanowi żadnych szans.
Ta sytuacja kompletnie sparaliżowała Francuzów, którzy nie byli w stanie odpowiedzieć na cios zadany przez Hiszpanów. Jakby tego było mało, około pół godziny gry kontuzji doznał William Saliba i musiał opuścić boisko, co jeszcze bardziej zachwiało defensywą drużyny Deschampsa.
Po przerwie zapadł wyrok. W 58. minucie Pedro Porro idealnie odnalazł się w polu karnym po zagraniu Daniego Olmo i precyzyjnym uderzeniem pokonał wychodzącego z bramki Maignana, podwajając prowadzenie Hiszpanii. Od tego momentu francuskie próby odrobienia strat były jedynie nieporadnymi zrywami, podczas gdy to La Roja była bliżej trzeciego gola niż Bleus kontaktowego trafienia.
W końcówce na stadionie rozległy się szydercze okrzyki „ole” przy każdym dłuższym utrzymaniu się przy piłce zawodników Hiszpanii. Dla ekipy z Marcusem Thuramem pozostaje już tylko sobotni mecz o trzecie miejsce. Z kolei jutro wieczorem Lautaro Martinez spróbuje podtrzymać trwającą od 1982 roku serię obecności piłkarzy Nerazzurrich w finałach mistrzostw świata, w drugiej półfinałowej odsłonie turnieju, w wyczekiwanym starciu z Anglią.
Źródło: fcinternews.it

NerioCorsi






Reklama