Lautaro i Barcelona: plotki wracają, ale Toro zostaje w Mediolanie

19 sierpnia 2026 | 22:04 Redaktor: NerioCorsi Kategoria:Transfery5 min. czytania

A czasem wracają: znów pojawiają się plotki o Lautaro i Barcelonie, ale powodów, by powiedzieć „nie”, jest więcej niż jeden. Z Hiszpanii znów dochodzą głosy o zainteresowaniu Blaugrany Toro, który ma dziś naprawdę wiele argumentów, by zostać w Mediolanie.

W dniu, który w domu Interu upłynął pod znakiem Curtisa Jonesa – klub ułożył brakujące elementy układanki i praktycznie dopiął sprowadzenie angielskiego pomocnika z Liverpoolu, czekając już tylko na oficjalne komunikaty – z Hiszpanii po raz kolejny, jak w rytmie powracającej fali, wypłynęły informacje o zainteresowaniu Barcelony Lautaro Martínezem. Po tym, jak Atlético Madryt zatrzasnęło drzwi w sprawie Juliana Álvareza, który podczas mundialu z Albiceleste posunął się nawet do osobistej prośby o transfer, Blaugrana pocieszyła się sprowadzeniem Rodriego z Manchesteru City za 60 milionów euro, domykając w ten sposób absolutnie znakomitą drugą linię.

Kadra Barcelony wciąż jednak nie jest kompletna, bo Hansi Flick nie ma do dyspozycji klasycznej dziewiątki – egzekutora, który wykończyłby efektowny, ofensywny futbol prezentowany przez Barçę, a ostatnio wyniesiony na jeszcze wyższy poziom także przez reprezentację Hiszpanii na mistrzostwach świata.

Priorytetem był właśnie Julián Álvarez, ale Colchoneros pozostali nieugięci. Reszta to już tylko długa lista nazwisk łączonych z Katalończykami w tym oknie transferowym: od Joa Pedro z Chelsea, przez Viktora Gyökeresa z Arsenalu, Luisa Suáreza ze Sportingu Lizbona i Eli Juniora Kroupiego z Bournemouth, po Georgesa Mikautadzego z Villarrealu i Vangelisa Pavlidisa z Benfiki. Mamy więc pełną mapę środkowych napastników wyróżniających się na europejskiej scenie, którzy jednak z różnych względów nigdy realnie nie zbliżyli się do Katalonii.

W tym kontekście, 19 sierpnia, na niespełna dwa tygodnie przed zamknięciem letniego okna, ponownie wraca na tapet nigdy tak naprawdę nie zapomniany Lautaro Martínez. Kilka lat temu, jeszcze przed odejściem Leo Messiego z Barcelony, Argentyńczyk faktycznie był poważnie kuszony wizją gry u boku rodaka w koszulce Blaugrany. Od tamtej pory jego nazwisko wracało co lato w kontekście Dumy Katalonii, ale Lautaro przestał ulegać katalońskim syrenom, wybierając budowanie wspólnej historii swojej i Interu w barwach Nerazzurrich.

Również tym razem, o ile nie wydarzy się nic niespodziewanego, wszystko wskazuje na to, że te pogłoski pozostaną jedynie plotkami, i to z powodów dość oczywistych. Pozycja Toro w Mediolanie daleko wykracza poza rolę „zwykłego” piłkarza, nawet tej klasy, co napastnik światowego formatu. Lautaro jest kapitanem, liderem sportowym i mentalnym, postacią kluczową w szatni, symbolem Beneamaty na całym świecie.

W ewentualnej ofercie każdy potencjalny kupiec musiałby więc uwzględnić wszystkie te „bonusy”, które trudno wycenić. Jego kontrakt należy do najważniejszych w kadrze Nerazzurrich – to umowa numer jeden w zespole – i obowiązuje do 2029 roku. Nie można też lekceważyć jego własnej determinacji, by dalej pisać historię Interu, klubu, w którym zapuścił mocne korzenie i w którym jest już bardzo blisko drugiego miejsca w historycznej klasyfikacji strzelców. Brakuje mu 34 goli, by dogonić Alessandro Altobelliego, który ma na koncie 209 trafień – to cel jak najbardziej w zasięgu w tym i kolejnym sezonie.

Aby zrównać się z Giuseppe Meazzą, który zdobył 284 bramki, potrzebna byłaby o wiele większa cierpliwość i przede wszystkim wyjątkowa piłkarska długowieczność. Ale Lautaro nigdy nie stawia sobie sztywnych granic.

Nie wolno też pomijać perspektywy samego Interu. Klub nie tylko powierzył Lautaremu rolę zdecydowanie wykraczającą poza boisko, lecz także w ogóle nie rozważałby jego sprzedaży w momencie, gdy czasu na znalezienie zastępcy praktycznie nie ma, nawet w obliczu bardzo wysokiej oferty. Rynek na tym poziomie rządzi się swoimi prawami i wymusza szacunek dla kalendarza – wyjątkiem mogłaby być jedynie propozycja tak kosmiczna finansowo, że złamałaby wszelkie dotychczasowe zasady.

Pytanie brzmi: czy Barcelona jest dziś w stanie przedstawić ofertę tak dalece wykraczającą poza obecne realia (w Argentynie mówi się o 100 milionach euro), by przekonać zarząd Nerazzurrich, a przede wszystkim samego Lautara, do zaakceptowania transferu, który pod każdym względem oznaczałby skok w ciemność?

Piłkarski rynek wielokrotnie już zaskakiwał, a nikt nie ma kryształowej kuli. Jednak z Viale della Liberazione wypłynął już na zewnątrz jasny komunikat: - Non è in vendita.

To jednoznaczne stanowisko skutecznie studzi ogień, który zaczynał się tlić wokół tej sprawy. I opiera się na jeszcze jednym, prostym argumencie, dopełniającym te już wymienione: w przeciwieństwie do sytuacji sprzed kilku lat, klub z Mediolanu nie jest już zmuszony sprzedawać swoich najlepszych zawodników, by się samofinansować czy łatać budżet. Wzrost przychodów w ostatnich sezonach pozwala dziś odrzucać nawet bardzo wysokie propozycje za kluczowych piłkarzy. A Toro znajduje się na samym szczycie tej listy.

Źródło: fcinternews.it

FASTBACK™ Nożyk 6 w 1 Milwaukee 4932478559 - kupisz w mspot.pl

Polecane newsy

Komentarze: 0


Reklama

Reklama

Piłkarze urodzeni dziś

  zobacz wszystkich