Oceny pomeczowe

21 kwietnia 2010 | 12:52 Redaktor: Larry Kategoria:Relacje

Inter Mediolan pokonał we wtorkowym półfinale Ligi Mistrzów Barcelonę 3:1. Pokonał zespół, który od dwóch lat nie przegrał ani jednego spotkania o poważną stawkę, który w ciągu ostatnich dwóch lat zdobył wszystkie trofea w Hiszpanii, Europie i na świecie, które mógł zdobyć, którego grą od dwóch lat zachwycają się wszyscy kibice na świecie. Inter pokonał klub, który znakomita większość kibiców, dziennikarzy i fachowców uważała za niepokonany.

Co najważniejsze, podopieczni Jose Mourinho ograli rywali z Półwyspu Iberyjskiego w stylu aboslutnie bezdyskusyjnym. Barcelona na Stadio Giuseppe Meazza wyglądała niemal, jak klub z prowincji i nie mogłaby mieć do nikogo żadnych pretensji nawet, gdyby spotkanie zakończyło się pogromem w rozmiarach 6:1, czy 7:1. Piłkarze w czarno-niebieskich strojach nie dali zawodnikom Guardioli najmniejszych złudzeń, który zespół był lepszy tego wtorkowego wieczoru.

Niemal wszyscy nasi piłkarze zasłużyli w tym meczu na najwyższą ocenę.

Julio Cesar: Nasz brazylijski bramkarz, jak większość jego klubowych kolegów, przeszedł w tym meczu samego siebie. Jest jak anioł stróż dla naszych stoperów, na którym zawsze można polegać. Znajduje się w życiowej formie, a kwintesencją jego perfekcyjnej gry w całym meczu była obrona strzału Leo Messiego w drugiej połowie, kiedy odbił piłkę, która zmieniła kierunek swojego lotu... w połowie drogi do bramki. Cesar rzucił się już w swoją lewą stronę, by w połowie interwencji przenieść balans ciała na prawo. Ciężko powiedzieć, czy jakikolwiek inny bramkarz byłby do czegoś takiego zdolny. Ocena: 10.

Javier Zanetti: Kapitan Interu w każdym ważnym meczu pokazuje, że można mieć do niego nieograniczone zaufanie. W obronie absolutnie nie do przejścia, w pojedynkę zatrzymywał jak profesor rozpędzonych Alvesa, Messiego, czy Pedro, robiąc to z taką pewnością i gracją, jakby zatrzymywał dzieci podczas osiedlowej gierki. W ataku radził sobie co najmniej tak samo dobrze. Kilkakrotnie z dziecinną łatwością mijał po kilku rywali, urządzając sobie swawolne rajdy na połowie przeciwnika. Można było odnieść wrażenie, że ukradł przed meczem koszulkę Leo Messiemu. Ocena: 10.

Walter Samuel: Popularny "The Wall". Jego gra wyglądała dokładnie tak, jak brzmi jego ksywka. Nic dodać, nic ująć. Ocena: 10.

Lucio: Brazylijczyk kolejny raz pokazał nadzwyczajną pasję i serce do gry. Jego ekwilibrystyczne interwencje w polu karnym wywoływały w kibicach jednocześnie spokój i uśmiech na twarzy. Popełnił jednak jeden błąd, puszczając w zupełnie niezrozumiały sposób skrzydłem Maxwella przy akcji bramkowej. Ocena: 9.

Maicon: Gra naszego prawego obrońcy nie wymaga chyba żadnego dodatkowego komentarza. Geniusz w obronie, geniusz w ataku, ogromne serce do gry. Bezapelacyjnie jeden z najlepszych meczów w karierze. Ocena: 10.

Esteban Cambiasso: Moim skromnym zdaniem najważniejszy piłkarz w Interze od wielu lat. Nasi obrońcy mają dzięki niemu w każdym meczu co najmniej o połowę mniej pracy. Trudno powiedzieć, jak on to robi, ale na przestrzeni od 20 do 40 metra od własnej bramki jest zawsze dokładnie tam, gdzie piłka. Słabe mecze mu się nie zdarzają, ale za wczorajsze spotkanie otrzymuje niższą notę, niż zwykle. Ocena: 10.

Thiago Motta: Od kilku meczów jego gra, to poezja. Doskonale broni, rozgrywa, podaje, strzela. Bezapelacyjnie jest w najlepszej formie, odkąd przyszedł do Interu. Wygryzł ze składu Dejana Stankovicia, wielkiego walczaka, piłkarza z charakterem, ulubieńca kibiców, co mówi samo za siebie. Ocena: 10.

Wesley Sneijder: Strzelił najważniejszego, pierwszego gola dla Interu i zaliczył asystę przy trzeciej bramce, która może okazać się bezcenna w obliczu rewanżu na Camp Nou. Nasz talizman kolejny raz potwierdził, że jest w tym sezonie dla Interu absolutnie bezcenny. Szkoda tylko, że w drugiej połowie pechowo odskoczyła mu piłka przy 100-procentowej okazji na podwyższenie wyniku na 4:1, czego sam nie mógł przeżyć. Ocena: 10.

Samuel Eto'o: Kameruńczyk pod koniec sezonu prezentuje wyborną formę. Gdy przychodził za Zlatana Ibrahimovicia, miał być typowym egzekutorem, jak w swoim poprzednim klubie. Egzekutorem jest jednak Milito, a Eto'o pełni u nas podobną fukcję, jak Wayne Rooney w Manchesterze United. W ataku to człowiek orkiestra. Często wraca się nawet niemal pod własną bramkę, aby wspomóc defensywę, a w odensywie biega po skrzydle, w polu karnym i na pozycji playmakera. Podaje, strzela, rozgrywa. Pod batutą Mourinho stał się napastnikiem kompletnym. Ocena: 10.

Diego Milito: Od lat uważany za typowego lisa pola karnego, również niesamowicie rozwinął się w tym sezonie. Przy pierwszym golu, kiedy zaliczył asystę pokazał, jak bardzo dużo widzi na murawie. Mimo, że często był podwajany, a nawet potrajany, każde jego zagranie było mierzone i celne. Ocena: 10.

Goran Padev: Macedończyk nie prezentował się najlepiej w ostatnich tygodniach, mimo to Jose Mourinho wciąż uparcie na niego stawia. Z Barceloną dostosował się do poziomu kolegów, choć niczym nadzwyczajnym nie zachwycił. Ocena: 8.

Źródło: inf. własna

oceny 

Polecane newsy

Komentarze: 0


Reklama

Reklama

Piłkarze urodzeni dziś

  zobacz wszystkich