Dojrzewanie Interu - artykuł

23 października 2007 | 22:52 Redaktor: Larry Kategoria:Publicystyka

Inter przez wiele lat był drużyną, która była synonimem porażki, nieudolności. Będąc jednym z największych i najbogatszych klubów świata, nie potrafił osiągać żadnych sukcesów: ani w Serie A, ani w Europie. Na Scudetto, zdobyte w 2006 roku, czekał 17 długich lat. Na sukces w Lidze Mistrzów czeka od... momentu jej powstania.

Warto zwrócić uwagę, że absolutnie każdy wielki europejski klub z tradycjami, który od zawsze należy do ścisłych faworytów Ligi Mistrzów, a więc Barcelona, Real, Juventus (chwilowe kłopoty), Milan, Manchester, Arsenal, Liverpool i może Bayern zdobył Puchar Ligi Mistrzów lub przynajmniej grał w finale tych rozgrywek (Arsenal). A Inter nie. Dla fanów czarno-niebieskich wygląda to naprawdę strasznie. Nie mówiąc o krajowych mistrzostwach, których wymienione kluby mają zdobytych w ostatniej dekadzie na pęczki. A Inter, do niedawna, nie.

Dlaczego tak się dzieje (działo)? Najbardziej pokaźne gremium odpowie, że to wina wyjątkowo eksecntrycznego właściciela klubu, Massimo Morattiego. I to jest chyba racja. Człowiek ten, przy całej swojej, niewątpliwie ogromnej, miłości do Interu, zwyczajnie nie potrafił odpowiedzialnie kierować klubem. Był jak kibic, szczególnie jak polski kibic, dla którego wszystko jest "albo czarne albo białe, nic nie jest szare" (za słowami Beenhakkera). Wymieniał trenerów po jednej porażce, kupował piłkarzy nie patrząc na to, czy pasują do koncepcji gry drużyny, nie konsultując zakupów ze szkoleniowcami. Przy czym zresztą każdy trener ma inna wizję gry zespołu, więc skoro wymienia się ich co pół roku, co rok, to wiadomo, że jeden będzie stawiał na danego zawodnika, inny nie.

Efekt był taki, że piłkarze przychodzący do klubu za ciężkie pieniądze, kompletnie nie spełniali pokładanych w nich nadzieji (chociażby Veron), a ci, których Inter oddawał rywalom, z miejsca stawali się w nowych klubach wiodącymi postaciami, czasem wręcz największymi gwiazdami. Efekt był taki, że nie dość, że Inter się na własne życzenie osłabiał, to jeszcze bardzo poważnie wcmacniał swoich największych rywali, z Milanem na czele. Najbardziej spektakularnymi przykładami jest oddanie czerwono-czarnym praktycznie za bezcen Pirlo i Seedorfa, bez których trudno sobie dziś wyobrazić zespół Ancelottiego, czy sprzedaż do Realu Roberto Carlosa, który w Interze się oczywiście nie sprawdził.

Tak sytuacja wyglądała przez wiele lat. Jak jest dzisiaj? Punktem zwrotnym w najnowszej historii Interu jest afera korupcyjna we włoskim futbolu, po której zdegradowany do Serie B został Juventus, punkty odjęte zostały Milanowi, a Scudetto przyznane klubowi Morattiego. Jedynym, obok Romy, klubem, który nie był zamieszany w żadne mahlojki, był właśnie Inter. Od tamtej pory, to do Interu przychodzą zawodnicy, których talent się rozwija lepiej, niż w innych klubach, a sprzedawani są zawodnicy, którzy faktycznie nie są wielkimi piłkarzami. Wyjątkiem jest tylko Obafemi Martins, który w Newcastle jest gwiazdą, ale on w Interze też grał bardzo dobrze i w sumie ciężko wyjaśnić, dlaczego pozbyto się go z Mediolanu. Od momentu objęcia stanowiska trenerskiego przez Roberto Manciniego, szkoleniowiec ten, mimo wzlotów i upadków, cieszy się niesłabnącym poparciem Morattiego, choć wcale nie jest przecież trenerem wybitnym.

Właściciel mistrza Włoch nabrał jakby dystansu do wszystkiego. Przestał robić nerwowe ruchy, pozwolił w spokoju pracować Manciniemu, nie panikuje po każdej porażce. Do klubu sprowadza piłkarzy faktycznie przydatnych i pasujących do stylu gry drużyny. Największym sukcesem transferowym było sprowadzenie do Mediolanu Zlatana Ibrahimovicia. Szwed, który w Juventusie jakby nie potrafił pokazać wszystkiego, co potrafi, w Interze pięknie się rozwinął i dziś jest napastnikiem kompletnym, potrafiącym samodzielnie rozstrzygać losy meczów. Mancini mówi nawet, że Zlatan niedługo będzie po prostu sam decydował, w którym momencie meczu strzelić bramkę i będzie to robił. Ale nie tylko Ibra w Interze eksplodował z formą - także np. Maicon, który po podpisaniu kontraktu z czarno-niebieskimi zaczął prezentować taką grę, że wielu porównuje go do Cafu z jego najlepszych lat. Ale przykładów jest więcej - Maxwell, który w dodatku po przyjściu do Interu leczył kilka miesięcy kontuzję, jak już się wykurował, to był w zasadzie motorem napędowym zespołu, Vieira, który wprawdzie często ma problemy ze zdrowiem, ale jak już gra, to prezentuje się znakomicie, czy Walter Samuel, który odżył w Interze, po kiepskim okresie w Realu.

Z taką ekipą klub Morattiego w cuglach wygrał mistrzostwo Włoch 2007, mając na mecie miażdżącą, ponad 20-punktową przewagę nad drugą w tabeli Romą. W obecnym sezonie już po kilku rozegranych kolejkach jest wyraźnym liderem. Tak więc we Włoszech wygląda na to, że Inter może trząść ligą dłuższy czas, ale co z Ligą Mistrzów? Niby w zeszłym sezonie podopieczni Mancio odpadli pechowo po dwóch remisach (na San Siro powinni byli wygrać różnicą kilku bramek, ale brakło szczęścia), co nie zmienia faktu, że w tych rozgrywkach wciąż czegoś brakuje zespołowi. Tylko czego?

Możliwe, że właśnie kogoś takiego, jak Ibrahimovic w obecnej formie. Prawdziwego lidera zespołu, który jedną akcją przesądzi losy spotkania, który poderwie kolegów z drużyny do lepszej gry w ciężkich chwilach. Zastanówmy się, co decyduje o sukcesach w europejskich pucharach? Biorąc pod uwagę 4 ostatnie kluby, które zdobyły Puchar Ligi Mistrzów, mamy kolejno Porto, Liverpool, Barcelonę i Milan. Co łączy te 4 zespoły? Właśnie to, ze mają (mieli) w składzie playmakera, zawodnika z błyskiem, iskrą. W przypadku Porto był to Deco, Barca ma Ronaldinho (wtedy w fantastycznej formie), Liverpool Gerrarda, a Milan oczywiście Kakę. A siłą Interu był kolektyw. Jest to klub, który ma chyba najszerszą i najbardziej wyrównaną kadrę w Europie, który ma 22 autentycznie równorzędnych zawodników. Najlepiej obrazuje to sytuacja przed meczem z CSKA - zawieszeni są Chivu, Maicon i Burdisso, kontuzję leczy Materazzi. Kto będzie tworzył kwartet obrońców? Maxwell, Cordoba, Samuel i Zanetti. Niech ktoś się zastanowi, co by zrobiła Barca, czy jakikolwiek inny klub, gdyby kontuzje wykluczyły czterech jej czołowych obrońców. Za to Inter nie miał właśnie takiego piłkarza, jakim teraz jest Ibra, który, gdy cały zespół stoi, to on przejmuje piłkę i strzela gola.

Może więc wreszcie się uda. Może Inter przestanie kojarzyć się kibicom na całym świecie z drużyną, która przegrywa zawsze wtedy, kiedy musi wygrać. Może Massimo Morattiemu udało się stworzyć zespół, który nawiąże do złotych lat 60. (kiedy to było?), kiedy Inter Mediolan trzy razy grał w finale Pucharu Mistrzów, dwa razy (z rzędu) go wygrywając, a kiedy prezeydentem klubu był ojciec obecnego właściciela. Na pewno są podstawy ku temu, żeby stawiać mistrzów Włoch w roli głównego faworyta do zdobycia tego trofeum.

Źródło: inf. własna

Komentarze: 0


Reklama

Reklama

Piłkarze urodzeni dziś

  zobacz wszystkich