Czy idola narodu warto odzierać z boskości?

18 stycznia 2013 | 10:36 Redaktor: Paweł Świnarski Kategoria:Publicystyka

Jeśli ktoś lubi książki Dana Browna pełne historycznych przekłamań, powinien sięgnąć po biografię Mohameda Kallona. Człowieka, który miałby spore szanse na zwycięstwo w wyborach prezydenckich w swoim kraju, gdzie jest drugi po Bogu.

Kto interesuje się piłką nożną od dziesięciu lat wzwyż, na pewno pamięta charakterystycznego czarnoskórego napastnika Interu Mediolan, grającego z nietypowym dla atakującego numerem "3" na plecach. Młodsi może kojarzą, że ktoś taki był wymieniany obok tych wszystkich van Nistelrooyów, Tristanów i innych Kluivertów w kontekście transferu do Wisły Kraków.

To wszystko nic przy tym, jaką czcią otoczony jest w Sierra Leone. Jest dzieciom pokazywany jako przykład człowieka sukcesu, który udowodnił, że nawet stamtąd można się wybić i żyć na bardzo wysokim poziomie. Posiada swój własny klub, Kallon FC, grający w najwyższej lidze piłkarskiej w kraju. Ma klub nocny, sklep sportowy, a także... herbatę ze swoim wizerunkiem na opakowaniu. Wszystko to po to, by dać innym szansę, pokazać ludziom, że sport może zmienić życie.

Do Mohameda Kallona należy też pewien całkiem dumnie brzmiący rekord - w wieku 15 lat, 6 miesięcy i 18 dni, zdobył on w reprezentacji Sierra Leone bramkę przeciwko Kongo w Brazzaville, dzięki czemu został najmłodszym w historii strzelcem bramki w meczu międzynarodowym dorosłych reprezentacji, w pełni akredytowanym przez FIFA (Class A International Match). Tylko - jak to w przypadku afrykańskich zawodników bywa - czy Kallon w dniu meczu, a więc 22. kwietnia 1995 roku, aby na pewno miał nieco ponad piętnaście lat?

Na stronie internetowej "The Torchlight" ("Pochodnia") na temat wątpliwego wieku Kallona, a także masy przekłamań w jego biografii wypowiedziała się jedna z osób, która znała byłego zawodnika Interu praktycznie od dzieciństwa. Już pal licho ten cały rekord, wiadomo, że nie jemu, a ciężkiej pracy i kilku uratowanym przed degradacją klubom, Kallon zawdzięcza to, że nie tylko nie musi narzekać na biedę, ale też może wydatnie pomóc swoim rodakom. Odarte z kłamstw i kłamstewek na jego temat zostało też - a może przede wszystkim - dzieciństwo piłkarza.

Czytając najpierw kilka notek biograficznych (między innymi na oficjalnej stronie Internetowej piłkarza) można odnieść wrażenie, że jego życie to takie mozolne spełnianie swojego "american dream". Od pucybuta do milionera. Chłopak, który dziennie przebiegał 20 mil, który poza grą w piłkę i chodzeniem do szkoły, dorabiał noszeniem koszy i kartonów z rybami. Który często nie miał gdzie spać, a na mecze swojej drużyny chodził boso. Który - jak to pięknie brzmi w kontekście narodowego bohatera i idola tłumów - pochodził z kochającej, ale bardzo ubogiej rodziny. Który nigdy nie tknął zabronionych środków, wspomagaczy, wzór czystości.

A później spada na nas jedno za drugim stwierdzenie: nieprawda, bzdura, przekłamanie. Dla mnie, autora tego tekstu, a i pewnie dla każdego z Was, czytelników, nie ma to większego znaczenia, czy Kallon chodził na te mecze boso i czy w przerwach nosił kosze z rybami, czy nie. Przewinął się taki gość, kibice Interu powiedzą pewnie, że fajnie, że trochę bramek w Mediolanie strzelił (ze dwadzieścia we wszystkich rozgrywkach by się uzbierało). Dla jego rodaków jednak taka weryfikacja rzeczywistości to jak dla muzułmanów stwierdzenie, że Mahomet z żadnej Mekki do Medyny nie uciekał.

Być może też dlatego nikt tak naprawdę się tą "Pochodnią" nie przejął. Może to i dobrze. Oczywiście bardzo cenię sobie tego dziennikarza, który powiedział "sprawdzam" i na poważnie zajął się weryfikacją biografii Kallona, bo wymagało to nie lada dociekliwości. Jednak patrząc z perspektywy tych wszystkich ludzi, dla których "Small Kallon" jest półbogiem lepiej, że większość z nich pewnie do tekstu nie dotarła. W biedzie, trudach i znoju dnia codziennego, posiadanie tak światłego przykładu to czasami jedyna nadzieja na to, że moje dziecko, brat, sąsiad, a może i ja zostanę kiedyś "kimś". I pomogę tym, którzy mnie wychowali.

Kto wie, czy w tej chwili jakieś dziecko nie biega po jakimś mieście w Sierra Leone rzeczonych dwudziestu mil, nie pomaga rybakom nosić koszy z owocami ich pracy, nie kroczy boso ku swoim marzeniom myśląc sobie: "jednemu z nas już się tak udało".

Szymon Podstufka
transfery.info

Źródło: transfery.info

Polecane newsy

Komentarze: 11

Interista

Interista 18 stycznia 2013 | 11:15   

szkoda, że tak mało szans dostawał

Fan Inter

Fan Inter 18 stycznia 2013 | 12:08   

Też bym go wielbił jak boga jakbym żył tak jak on i mieszkał tak jak on (gdy nie był jeszcze piłkarzem).

intermed1

intermed1 18 stycznia 2013 | 14:50   

Ściągneliście z transfery.info

Giacomo

Giacomo 18 stycznia 2013 | 14:58   

@intermed1 A co masz w "źródło" oraz nad "Lubie to!" ? :P Chciałeś zabłysnąć spostrzegawczością a wyszło zupełnie odwrotnie :)

maestro84

maestro84 18 stycznia 2013 | 15:25   

Pamiętam, jak Wiśle dwie bramy sieknął w Pucharze Uefa.

Soul

Soul 18 stycznia 2013 | 15:35   

Jeśli chodzi o formę to bardzo słaby tekst

Matt1

Matt1 18 stycznia 2013 | 16:57   

ja tak patrze na nasza strone i strone rywali - te same teksty i pierwsza mysl kto od kogo sciagnal?xD

Fan Inter

Fan Inter 18 stycznia 2013 | 17:01   

Też to sprawdziłem i rzeczywiście tak jest.

Paweł Świnarski

Paweł Świnarski 18 stycznia 2013 | 17:10   

Tekst podesłał nam sam autor, myślałem że tylko nam w przeciwnym wypadku bym go nie publikował!

Fan Inter

Fan Inter 18 stycznia 2013 | 17:13   

Spoko

Paweł Świnarski

Paweł Świnarski 18 stycznia 2013 | 17:18   

Poza tym chyba widać godzinę dodania wpisu


Reklama

Reklama

Piłkarze urodzeni dziś

  zobacz wszystkich