Wywiady

Zieliński: zawsze dziękowałem Chivu, w Interze jestem kluczową postacią

Piotr Zieliński o mundialu, Olise, Inzaghim, Chivu i swoim szczególnym przywiązaniu do numeru 10 w Interze.

Adidas Brand Center w Warszawie stał się areną nietypowego spotkania z Piotrem Zielińskim, pomocnikiem Interu, który odpowiadał na pytania kibiców obecnych na wydarzeniu oraz dziennikarza portalu Meczyki, Łukasza Wiśniowskiego. Na początek padło pytanie o trwający mundial.

- Mecze oglądam sporadycznie. Jeśli jest odpowiednia godzina, osiemnasta albo dwudziesta pierwsza, to się zdarza. Nie obejrzałem jednak ani jednego spotkania w całości, bo to po prostu boli. Kto zrobił na mnie największe wrażenie? Norwegia. Faworyci? Francuzi.

Przy okazji wątku francuskiej kadry Zieliński wrócił myślami do Michaela Olise.

- Rok temu graliśmy z Bayernem w ćwierćfinale Ligi Mistrzów i wtedy nikt o Olise nie mówił, nie było tego efektu „wow”. Więcej dyskutowano o nieobecności Jamala Musiali. W tym sezonie Olise naprawdę pokazał klasę, zasługuje wyłącznie na pochwały. To naprawdę świetny piłkarz.

Polak został też poproszony o kilka słów na temat Simone Inzaghiego, swojego byłego trenera.

- Muszę mu podziękować, bo to on był główną osobą, która chciała mnie w Interze. Szkoda, że nie mógł zobaczyć Zielińskiego w obecnej formie. Nie powiem, że jest szkoleniowcem „specyficznym”, ale bardzo trzymał się swojego żelaznego trzonu. W najważniejszych meczach, nawet jeśli ktoś był w kapitalnej dyspozycji, praktycznie nie miał szans, by wskoczyć do wyjściowej jedenastki. Kiedy u mnie zaczęło się wszystko układać, przyszedł uraz. Uważam jednak, że to świetny trener.

Nie mogło zabraknąć pytania o obecnego szkoleniowca Nerazzurrich, Cristiana Chivu.

- Musiał na mnie trochę poczekać, ale cierpliwość została wynagrodzona. Za każdym razem, gdy wchodziłem na boisko, dziękowałem mu. Stałem się kluczową postacią Interu: zawsze na mnie stawiał i nigdy go nie zawiodłem.

Zieliński opowiedział też o swoim szczególnym stosunku do numeru 10.

- Kiedy byłem mały, zawsze chciałem grać z dziesiątką na plecach. Pamiętam sytuację z kadr młodzieżowych regionu, gdy obowiązywała zasada, że kto pierwszy, ten lepszy. Raz się spóźniłem i numer 10 był już zajęty. Powiedziałem wtedy tacie, że nie zagram. To dla mnie magiczny numer.

Źródło: fcinternews.it

Dyskusja

Komentarze 0

Komentarze są dla zalogowanych kibiców.

Zaloguj się albo załóż konto — zajmuje chwilę, a zostaje na lata.

Załóż konto

Jeszcze nikt się nie odezwał. Bądź pierwszy.

Newsroom

Czytaj dalej

Wszystkie