W rozmowie z La Gazzetta dello Sport, Pablo Osvaldo szczerze opowiada o swojej złej reputacji, częstej zmianie klubów, ulubionych tatuażach, czy o spotkaniach ze swoimi idolami. Napastnik podkreślił również, że Inter jest dla niego szansą na stabilizację i pragnie swoją grą odwdzięczyć się Walterowi Mazzarriemu:
- Nie chcę rozmawiać o celach na ten sezon. To zawsze przynosi pecha. Tak jak powiedział Walter Mazzarri dla nas liczą się tylko fakty.
- Mówi się, że trener Mazzarri od wielu lat pragnął ze mną współpracować. To świetna sprawa, kiedy przy starcie w nowym klubie masz takie wsparcie trenera. Ten fakt daje mi dodatkową motywację, aby udowodnić mu, że postawienie na mnie nie było błędem. Podoba mi się jego charakter.
- Powiedzmy, że na 10 informacji na mój temat tylko 2 są prawdziwe. Jednak z tego powodu wielu fanów mnie znienawidziło, gdyż szukali kozła ofiarnego. Etykietka złego chłopca na początku trochę mnie denerwowała, jednak teraz tylko się z tego śmieję. Jestem zupełnie normalnym człowiekiem i tylko jedna rzecz doprowadza mnie do wściekłości - niesprawiedliwość. Zwyczajnie nie mogę jej znieść i wtedy często tracę głowę. Czasami posunąłem się za daleko i to przysporzyło mi złą sławę. Teraz uczę się jak nieco wyluzować.
- To prawda, że mam tendencję do wylatywania z boiska z czerwoną kartką i do walki na całego. Bierze się to z tego, że nie czuję respektu do nikogo.
- Na boisku możesz powiedzieć mi cokolwiek chcesz i nie dbam o to, jednak poza nim najlepiej żebym został sam. Po zejściu z murawy jestem Danielem i wszystko co ze mną związane to wyłącznie moja sprawa i nikt nie ma prawa wtykać w nie swojego nosa.
- Pragnę się trochę ustabilizować. Często zmieniałem kluby, jednak nie ma sensu o tym rozmawiać. Nigdy nie patrzę wstecz. Jestem zadowolony z dotychczasowej kariery. Wszędzie zdobyłem cenne doświadczenia. Teraz jednak pragnę na dłużej zostać w Interze.
- Najbardziej ze swoich tatuaży lubię łososia. To geniusz. Nie przejmuje się niczym i cały czas płynie do przodu, pomimo tego, że ma pod prąd.
- Kiedy miałem 17 lat, wraz z moim przyjacielem spotkaliśmy na swojej drodze Olarticoechea, który swego czasu występował razem z Maradoną. Powiedział, że jego przyjaciel chciałby się z nami zobaczyć. Kiedy zadzwoniłem do drzwi otworzył mi je sam boski Diego. Przywitał się ze mną, powiedział, że widział mój ostatni mecz i pogratulował dobrej postawy. Rozpłakałem się z tych emocji niczym dziecko i wręczyłem mu koszulkę Huracan, którą miałem ze sobą.
- Dwa miesiące temu pierwszy raz spotkałem Gabriela Batistutę. Czytałem o jego problemach z nogami i te informacje naprawdę mną wstrząsnęły. Lecieliśmy tym samym samolotem i poprosiłem go o zdjęcie. Czułem się dokładnie tak jak podczas tamtego spotkania z Maradoną w dzieciństwie. Batistuta był moim idolem. Karabin maszynowy podczas moich celebracji jest na jego cześć.
Źródło: football-italia.net
Dyskusja
Komentarze 6
Komentarze są dla zalogowanych kibiców.
Zaloguj się albo załóż konto — zajmuje chwilę, a zostaje na lata.