Samuel Eto'o spędził na Stadio Giuseppe Meazza ledwie dwa sezony, lecz jego dokonania pozwoliły mu na stałe zapisać się w klubowych annałach. W La Gazzetta dello Sport ukazał się wywiad z genialnym napastnikiem, który z rozrzewnieniem wspominał swój pobyt w Interze i niezapomniane występy zespołu prowadzonego przez Jose Mourinho.
- Jeżeli zostaniesz już Interistą, to umrzesz jako Interista. Tak to wygląda. Mourinho przekonał mnie w prosty sposób. Wysłał mi koszulkę z numerem 9 i napisał, że jest moja i czeka na mnie.
- Między ofertą Interu, a moimi oczekiwaniami finansowymi była bardzo duża różnica, więc postanowiłem zadziwić wszystkich zgromadzonych. Powiedziałem, aby zamienić brakującą kwotę w bonusy drużynowe za zwycięstwo w Lidze Mistrzów w ciągu dwóch lat. Dziesięć miesięcy później byliśmy najlepsi w Europie.
- Materazzi napisał do mnie, że jeśli dołączę do Interu, wygramy wszystko. Nie miałem jego numeru w książce adresowej, więc zapytałem Demetrio Albertiniego, czy to jego numer. To był Marco. Nic podobnego nie zdarzyło się w całej mojej karierze. Ta wiadomość miała ogromny wpływ na moją decyzję i stała się początkiem wielkiej przyjaźni.
- Niedługo potem zadzwonił do mnie prezydent Moratti. Doskonałym francuskim powiedział, abym mu zaufał i zapewnił, że w Interze poczuję się jak w domu i czeka mnie dobra zabawa. Miał rację.
- Występowałem na boku obrony wyłącznie w Barcelonie, ale to była wyjątkowa sytuacja. Tamten wieczór urzeczywistniał cały sezon. Kiedy Thiago Motta został wyrzucony z boiska, Mourinho wezwał mnie oraz Zanettiego. Wyjaśnił nam, jak powinniśmy się ustawiać. Nie miałem nawet czasu się zastanowić, ile powinienem biegać na nowej pozycji. Powiedziałem sobie, że musimy dać z siebie wszystko i zobaczymy, co się wydarzy. Po końcowym gwizdku byliśmy w finale.
- Zawsze będę pamiętał dwie rzeczy z meczu przeciwko Chelsea w Londynie. W przedmeczowej mowie Mourinho zapewniał, że żadna drużyna, którą wcześniej prowadził, nie może go pokonać. Wyszliśmy na boisko z innym rodzajem determinacji. Graliśmy dla siebie, ale również dla naszego trenera. Zanim zdobyłem gola, musiałem się na chwilę zatrzymać. Powiedziałem do siebie, że jeżeli dobrze przyjmę piłkę, łatwo zdobędę gola. Wciąż pamiętam tamten obraz.
- Moja mowa przed meczem finałowym nie była zbyt długa. Powiedziałem tylko, że finałów się nie rozgrywa, finały się wygrywa. Umieramy na boisku i zabieramy puchar do Mediolanu, albo umieramy, ponieważ nie jesteśmy w stanie powrócić. Dlatego wyjdźmy i zabierzmy ten puchar ze sobą.
Źródło: La Gazzetta dello Sport
Dyskusja
Komentarze 6
Komentarze są dla zalogowanych kibiców.
Zaloguj się albo załóż konto — zajmuje chwilę, a zostaje na lata.
Gdyby był internistą to raczej byśmy go w Interze nigdy nie zobaczyli :D
Dlaczego ten komentarz nie powinien tu stać?