Gdziekolwiek na świecie znajdowali się kibice Interu, w chwili gdy piłka uderzona przez Stefana De Vrija przekroczyła linię bramkową Mike’a Maignana – po serii anulowanych goli i trzech strzałach w słupek – wszyscy eksplodowali z radości. Każdy objął najbliższą osobę lub cokolwiek, co miał pod ręką. Na boisku zapanował chaos: cała drużyna rzuciła się na De Vrija i Nicoli Zalewskiego, który zanotował asystę przy tym kluczowym trafieniu.
Simone Inzaghi wraz ze sztabem wybiegł z pola technicznego i ruszył w stronę swoich zawodników. To był remis wywalczony w końcówce, w meczu, który wydawał się przeklęty – jego znaczenie jeszcze wzrosło, gdy kilka minut później Angeliño strzelił gola na wagę remisu w starciu Roma-Napoli. Ale to już inna historia.
Podczas gdy większość świętowała wyrównanie, jeden zawodnik myślał o czymś innym. Jak relacjonował reporter DAZN, Nicolò Barella natychmiast po golu pobiegł po piłkę i ruszył na środek boiska.
- Wszyscy cieszyli się przy chorągiewce razem z De Vrijem. Tymczasem Barella chciał jak najszybciej wznowić grę, bo wiedział, że zostały jeszcze trzy minuty doliczonego czasu. Według mnie to obraz prawdziwego zwycięzcy, kogoś, kto nigdy się nie zadowala. Po takim meczu Inter mógłby być usatysfakcjonowany remisem, ale nie – mistrzowie chcą wygrywać, mistrzowie chcą zdobyć trzy punkty. - podkreślił Tommaso Turci.
Źródło: fcinter1908
Dyskusja
Komentarze 4
Komentarze są dla zalogowanych kibiców.
Zaloguj się albo załóż konto — zajmuje chwilę, a zostaje na lata.