Wywiady

Chivu: Jesteśmy spokojni, jak zawsze

Cristian Chivu na konferencji przed meczem z Udinese.

Chivu:  Jesteśmy spokojni, jak zawsze
fot. inter.it

Trener Nerazzurrich odpowiada na pytania dziennikarzy w Inter Training Center.

Przed nami Inter-Udinese, spotkanie 4. kolejki Serie A sezonu 2026/27. Nerazzurri wybiegną na murawę San Siro w poniedziałek 14 września o godz. 20:45.

Przed tym meczem trener Nerazzurrich Cristian Chivu spotkał się z dziennikarzami podczas konferencji prasowej w Inter Training Center w Appiano Gentile.

Jutro na San Siro przyjeżdża Udinese, zespół bardzo fizyczny i niewygodny. Jak przygotowujecie się do tego spotkania?

- Drużyna przystępuje do tego meczu w dobrej dyspozycji. Takie spotkania przygotowuje się zawsze w podobny sposób, mając świadomość, że Udinese jest zespołem silnym fizycznie, a jednocześnie dysponującym dużą jakością. To dobrze prowadzona drużyna, której trener w ostatnich latach wykonał świetną pracę, mimo wielu zmian kadrowych. Ze względu na swoją charakterystykę Udinese potrafi sprawić rywalom wiele problemów, również jeśli chodzi o przygotowanie do meczu. Zrobimy wszystko, by być gotowi.

W jakim stanie jest drużyna po meczu w Madrycie? Jaką pewność siebie wynieśliście z Bernabéu mimo niekorzystnego wyniku? Czy to spotkanie czegoś was nauczyło?

- Jesteśmy spokojni, jak zawsze. Naszym celem jest rozwój, poprawa i ciągłe dodawanie czegoś nowego. Jest jeszcze zbyt wcześnie na oceny, bo to dopiero początek sezonu i minęło zaledwie kilka tygodni, ale już widzę w naszym wykonaniu wiele dobrych rzeczy. Jeśli patrzymy wyłącznie na wynik, krytyka może być zrozumiała, ale my skupiamy się na zasadach, które chcemy wprowadzać, oraz na rozwoju. Nie możemy zapominać o tym, co zrobiliśmy dobrze nie tylko przeciwko Realowi, lecz także w meczu z Napoli. Kiedy spotkania rozgrywane są w krótkich odstępach czasu, staram się analizować je łącznie. Przeciwko Napoli kosztowało nas to bardzo dużo energii, a po 72 godzinach pojechaliśmy grać na Bernabéu. Trzeba patrzeć na całość, wyciągać pozytywy z obu spotkań i dalej podążać drogą, którą sobie wyznaczyliśmy.

Czy uważa Pan, że pod względem gry obraliście właściwy kierunek także w rozgrywkach takich jak Liga Mistrzów? Jak ocenia Pan reakcję drużyny na krytykę?

- Patrzymy na rozwój i na końcowy cel w perspektywie całego sezonu. Wciąż jesteśmy na jego początku, na przełomie sierpnia i września, ale jednocześnie pamiętamy, że ostatnie sześć czy siedem spotkań w Lidze Mistrzów nie potoczyło się tak, jak chcieliśmy. Wygraliśmy tylko jedno, a pozostałe przegraliśmy. Teraz rozpoczął się nowy sezon i nowa droga, czyli miniturniej składający się z ośmiu meczów, w których musimy zdobyć odpowiednią liczbę punktów. Skupiamy się na naszej pracy, wierze w to, co robimy, oraz na pewności, którą chcemy przekazywać drużynie. W Madrycie zmarnowaliśmy okazję. Widziałem rozczarowany zespół, bo wiedzieliśmy, że mogliśmy zrobić więcej, mimo że rozegraliśmy dobre spotkanie.

Jak odniesie się Pan do ocen Interu po meczu Ligi Mistrzów? Czy nie ma zbyt dużej potrzeby wywierania presji na tej drużynie? We Włoszech wszyscy mówią, że Inter jest zespołem do pokonania, a podobne oczekiwania przeniesiono także na Ligę Mistrzów mimo porażki w Madrycie.

- To już stara historia, do której wszyscy jesteśmy przyzwyczajeni, dlatego nie poświęcamy jej zbyt wiele uwagi. Liczy się to, co robimy, nasza samoocena, wiara we własne możliwości i codzienna praca. Oceny były, są i będą także w przyszłości, ale nie stanowi to problemu. Każdy może za darmo wydawać opinie i swobodnie wyrażać swoje zdanie, natomiast my ponosimy odpowiedzialność za to, co robimy, by w przyszłości osiągnąć znaczący rozwój.

Jak zapatruje się Pan na ustawienie drużyny? Bergomi zauważył, że Inter jest jednym z nielicznych zespołów w Europie grających trójką obrońców. Jako zawodnik wygrał Pan wszystko w systemie 4-2-3-1. Jakie jest Pana podejście do ustawienia obecnego Interu?

- To kwestia względna. Staram się nie patrzeć na sam system, ale na sposób, w jaki rozgrywamy mecz. Są zespoły wychodzące w ustawieniu 4-2-3-1, które później bronią piątką albo nawet szóstką zawodników, cofając wysoko ustawionych skrzydłowych. Liczy się sposób interpretowania poszczególnych sytuacji: czy linia obrony ustawiona jest nisko czy wysoko, jak wychodzi się spod pressingu i z jaką intensywnością gra się w określonych momentach. Interesuje mnie przede wszystkim to, co każdy zawodnik robi indywidualnie, by poprawić organizację zespołu. Nie można patrzeć wyłącznie na to, jak drużyna atakuje lub broni. Ustawienie 4-2-3-1 może w fazie ofensywnej zmienić się w 4-1-4-1, a wariantów jest wiele. Trzeba brać pod uwagę, jakich zawodników ma się do dyspozycji i na ile można zmieniać ustawienie w zależności od ich charakterystyki technicznej. Na szczęście mamy rozwinięty taktycznie zespół, który potrafi robić wiele rzeczy. Najważniejszy jest sposób reagowania na różne sytuacje w trakcie meczu.

Od ubiegłorocznego domowego meczu z Udinese minął rok. W jakim aspekcie poprawiliście się najbardziej i nad czym obecnie chce Pan pracować najmocniej?

- Zmieniło się to, że mamy dwa trofea więcej, a to niemało. Warto to podkreślić, żeby pamiętać, z jakiego punktu zaczynaliśmy. W ubiegłym sezonie przystępowaliśmy do drugiej kolejki po domowej porażce. Dzisiaj, rok później, jesteśmy mistrzami Włoch i zdobywcami Pucharu Włoch, więc uważam, że wykonaliśmy duży postęp. Proces wprowadzania nowych elementów do naszej idei futbolu wciąż trwa. Nadal możemy się poprawiać, zawodnicy są tego świadomi i bardzo ciężko pracują nad realizacją tego, czego od nich wymagamy.

Çalhanoğlu rozpoczął w podstawowym składzie trzy z czterech spotkań, ale za każdym razem grał maksymalnie około 65 minut. Czy chodzi o ochronę przed kolejnymi urazami, czy nadal musi dojść do optymalnej formy?

- Hakan pojechał na Klubowe Mistrzostwa Świata z urazem, przez który opuścił ostatnie mecze poprzedniego sezonu. Jego ostatnim spotkaniem był półfinał Pucharu Włoch, w którym zdobył dwie bramki. Później nie zagrał już do końca sezonu, a na mundial pojechał z problemem fizycznym, który wciąż mu dokuczał. Tam wystąpił w dwóch meczach, a później opuścił pierwszą część przygotowań. Naszym zadaniem jest doprowadzenie wszystkich zawodników do takiego stanu, by mogli prezentować pełnię swoich możliwości.

Być może niewielu spodziewało się Dioufa w podstawowym składzie w Madrycie, ale pokazał bardzo dobrą dyspozycję. Stara się Pan dawać mu jak najwięcej minut, żeby zrozumieć, jak najlepiej wykorzystać jego możliwości i jak może wyglądać jego przyszłość?

- Staram się stworzyć całej drużynie możliwie najlepsze warunki. W jego przypadku celem jest przejście z 60 minut gry na bardzo wysokim poziomie do 80, ponieważ zawodnik o jego charakterystyce staje się dla nas jeszcze bardziej wartościowy, jeśli potrafi utrzymać taki poziom przez całe spotkanie. Diouf, gdy tylko widzi wolną przestrzeń, od razu próbuje minąć rywala i stworzyć przewagę liczebną. Zmusza też linię obrony przeciwnika do cofnięcia się, ponieważ trudno jest go zatrzymać bez podwojenia krycia. Daje nam dodatkowe rozwiązania. Przyjdą też mecze, w których po tej stronie boiska będziemy potrzebowali czegoś innego, ale jesteśmy bardzo zadowoleni z jego rozwoju i dotychczasowej drogi, szczególnie patrząc na jego zaangażowanie i sposób, w jaki pracuje dla zespołu.

Jak ocenia Pan obecne kryteria sędziowania? Wczoraj podyktowano pierwsze dwa rzuty karne po 32 meczach. Mówił Pan już, że podoba się Panu taki kierunek. Podtrzymuje Pan tę opinię i w jakich aspektach sędziowie mogą jeszcze się poprawić?

- Jestem zadowolony z przyjętych kryteriów. Jeśli VAR jest wykorzystywany rzadziej, rośnie intensywność gry i płynność akcji. Szybkie wznawianie gry po kilku sekundach nadaje meczom odpowiednie tempo i ogranicza straty czasu. Zawodnicy rzadziej pozostają na murawie i to mi się podoba. Wszyscy mają świadomość, że mogą zostać zmuszeni do opuszczenia boiska na minutę i zostawić drużynę w dziesiątkę. Jeśli chodzi o rzuty karne, są sytuacje, w których VAR powinien interweniować i pomóc sędziemu, ale im bardziej płynna jest gra, tym lepiej. Podoba mi się takie podejście, pozostawienie kontroli nad meczem arbitrowi i pozwolenie mu na branie większej odpowiedzialności. Chciałbym widzieć więcej dialogu z zawodnikami, choć rozumiem, że na sędziach ciąży ogromna presja.

Czy Dimarco jest już w pełni gotowy na jutrzejszy mecz? Na jakim etapie powrotu do zdrowia znajduje się Spence?

- Dimarco trenował dziś z drużyną i jest do naszej dyspozycji. Spence nadal przechodzi proces przygotowania motorycznego do powrotu na boisko. Jutro ogłoszę listę powołanych i wtedy zobaczycie, kto będzie dostępny.

Źródło: inter.it

Dyskusja

Komentarze 0

Komentarze są dla zalogowanych kibiców.

Zaloguj się albo załóż konto — zajmuje chwilę, a zostaje na lata.

Załóż konto

Jeszcze nikt się nie odezwał. Bądź pierwszy.

Newsroom

Czytaj dalej

Wszystkie