Ogólna

Przed Inter – Como: czas przestać sprowadzać wszystko do „podejścia”

Inter przed starciem z Como: mniej psychologii, więcej konkretnej analizy taktycznej i gry na boisku.

Łatwo dziś mówić o tak zwanym podejściu, słowie-wytrychu, które w futbolowej dyskusji potrafi pomieścić dziesiątki znaczeń. Doskonale wiedzą o tym ci, którzy w ostatnich tygodniach próbują zrozumieć, co dzieje się z Interem w samym początku każdego meczu. Większość analiz koncentruje się niemal wyłącznie na sferze mentalnej, jakby w przygotowaniu spotkania nie istniała kwestia strategii, czyli doboru takiego stylu gry, który ma dać więcej korzyści niż kosztów. Często mówi się o „złości sportowej” albo przeciwnie, o „lekceważeniu rywala”, nierzadko po to, by zepchnąć na margines taktykę, która wciąż pozostaje tym elementem, który najbardziej kształtuje zachowanie konkretnej drużyny. Oczywiście w grę wchodzą też inne czynniki wpływające na przebieg rywalizacji, jak choćby pojedyncze zdarzenia czy siła przeciwnika, ale tożsamość gry powinna pozostać podstawą każdej analizy. Nie da się wszystkiego sprowadzić do moralnej postawy przez dziewięćdziesiąt minut ani do emocji wywołanych strzelonym lub straconym golem.

Takie pojęcia trzeba wpisać w szerszy kontekst, obejmujący zarówno sposób przygotowania meczu na papierze, jak i późniejszą interpretację założeń na boisku. We wtorek Inter miał bardzo klarowny plan: zaatakować Feyenoord wysoko, by samemu nie zostać zepchniętym do defensywy, obniżyć temperaturę kotła, który zwykle wrze w Rotterdamie, gdy gospodarze ruszają do przodu. Gol na 1:0 w ósmej minucie pozwolił Thuramowi i spółce zarządzać sytuacją rzadko oglądaną w tym sezonie: atakowaniem rywala, który zostawia za plecami przestrzeń. Był to scenariusz wymuszony błyskawicznym prowadzeniem, wynikającym z odważnego odczytania meczu: wysokiego odbioru piłki, który przyniósł więcej okazji bramkowych i mniej zagrożeń pod własną bramką.

Inter potrafił wykorzystać lepszy start dzięki kapitalnej bramce Bissecka, trafieniu tak trudnemu w wykonaniu, jak oczywistemu w swojej konstrukcji. To właśnie Niemiec zapoczątkował akcję na 1:0 pressingiem tuż za linią środkową. Inter wybrał działanie zamiast czekania na rozwój wypadków, by dopiero potem reagować. Był to scenariusz odwrotny do tego, który rysował się w wyobraźni w przeddzień meczu.

- Oni zaczną bardzo mocno, będą atakować, pchani przez swój stadion. My będziemy musieli dobrze zareagować, wytrzymać napór i umiejętnie utrzymywać się przy piłce

mówił w poniedziałkowy wieczór Thuram, wybiegając myślami do godziny 21 dnia następnego. Nakreślony przez Francuza obraz sprawdził się z opóźnieniem, około trzydziestej minuty, gdy gospodarze wciąż nie byli w stanie stworzyć nic naprawdę przekonującego, ograniczając się właściwie do strzału Hadjiego Moussy obronionego przez Pepo Martineza. Co więcej, w swoim najlepszym momencie Holendrzy zostali skarceni kontrą poprowadzoną przez Djedda Spence’a, najlepszego zawodnika na murawie de Kuip, co nie jest przypadkiem, skoro tym razem miał przed sobą wolną przestrzeń, a nie przeszkodę w postaci Andy’ego Dioufa jak w derbach.

Warto byłoby raczej skupić się na tamtej dyskusyjnej decyzji Chivu, pomijając już fakt, że przez sytuację kadrową w ataku był zmuszony przemodelować ustawienie, zamiast wciąż podsycać opowieść o Interze, który lekceważy przeciwników albo traci gole wyłącznie z powodu indywidualnych błędów wynikających z dekoncentracji.

Pierwszym krokiem do zrozumienia, jaką drużyną staje się Inter, którego dotychczasowy sezon wciąż należy ocenić pozytywnie, jest odejście od banalizowania dyskusji wokół jego występów, tak często determinowanych samym wynikiem. Na tym etapie historii nie sposób stawiać kategorycznych tez, tym bardziej że na horyzoncie rysuje się rywal niezwykle wymagający w prowadzeniu, czyli Como, świeżo po historycznym 9:1 na boisku Lens. Jeśli występ przeciwko Milanowi miał być rzekomo tylko dzieckiem szczęśliwego zwycięstwa w Wenecji, a ten z Feyenoordem miał wynikać wyłącznie z derbowego rozczarowania, to czego niby należy oczekiwać w najbliższą niedzielę?

Nie mamy szklanej kuli, ale można przynajmniej zaapelować, by po końcowym gwizdku mówić o piłce, a nie pisać rozprawy z psychologii.

Źródło: fcinternews.it

Dyskusja

Komentarze 0

Komentarze są dla zalogowanych kibiców.

Zaloguj się albo załóż konto — zajmuje chwilę, a zostaje na lata.

Załóż konto

Jeszcze nikt się nie odezwał. Bądź pierwszy.

Reklama

Newsroom

Czytaj dalej

Wszystkie