Publicystyka

Bernabéu, Inter i Mourinho. Znów w jednym miejscu, tylko przeciwko sobie

Inter Mediolan wraca na Santiago Bernabéu, gdzie zmierzy się z Realem Madryt prowadzonym przez José Mourinho.

Bernabéu, Inter i Mourinho. Znów w jednym miejscu, tylko przeciwko sobie
fot. intermediolan.com / ai

Są mecze, w których najważniejsza jest piłka. I są takie, w których piłka jest tylko pretekstem. Inter na Santiago Bernabéu przeciwko Realowi José Mourinho należy oczywiście do tej drugiej kategorii.

Bo przecież można udawać, że to zwykły wieczór. Jedenaście koszulek przeciwko jedenastu koszulkom, zielona murawa, sędzia, hymn, kamery i eleganccy panowie w loży VIP, którzy przez dziewięćdziesiąt minut będą próbowali wyglądać tak, jakby futbol nie kosztował ich właśnie kilku lat życia. Tylko po co udawać? Mourinho kontra Inter. Na Bernabéu. Już samo zestawienie tych słów brzmi jak scenariusz, który producent filmowy odrzuciłby jako zbyt nachalny.

Przecież właśnie tutaj zamknął się najpiękniejszy rozdział współczesnej historii Interu. 22 maja 2010 roku Mediolan oszalał, Diego Milito został na kilka godzin półbogiem, a Mourinho po zwycięstwie nad Bayernem nie wrócił już z drużyną do Mediolanu. Ruszył w swoją stronę. Do Realu.

Było jeszcze to pożegnanie z Marco Materazzim. Uścisk, łzy, obrazek tak kompletnie niepasujący do wykreowanego wizerunku zimnego cynika, że właśnie dlatego pamięta się go do dzisiaj. Futbol czasem przez dwie godziny udaje biznes, żeby na końcu przypomnieć, że jednak chodzi w nim o ludzi.

I teraz historia zrobiła kółko.

José stoi po drugiej stronie.

Nie trzeba dopisywać do tego taniej opowieści o zdradzie. Mourinho nie jest przecież zdrajcą Interu, podobnie jak człowiek nie zdradza liceum tylko dlatego, że po maturze przestał chodzić na matematykę. Pewne miejsca zostawia się za sobą, ale one zostają w człowieku. Mediolan jest jednym z takich miejsc dla Portugalczyka.

A Inter? Inter przyjeżdża do Madrytu nie na wycieczkę po muzeum własnych wspomnień.

Bernabéu ma bowiem pewną paskudną właściwość: bardzo szybko wyjaśnia, kto przyjechał grać, a kto robić zdjęcia. To stadion, który widział już tyle wielkich drużyn, wielkich katastrof i jeszcze większych remontów, że wzruszyć go naprawdę trudno. Tutaj prowadzenie w meczu bywa informacją techniczną, a nie stanem faktycznym. Real potrafił już tyle razy wracać z piłkarskiego cmentarza, że grabarz powinien żądać od Péreza nadgodzin. I właśnie dlatego Inter będzie musiał zrobić rzecz znacznie trudniejszą niż zatrzymanie Realu.

Będzie musiał nie przestraszyć się Realu.

To subtelna różnica. Można znakomicie ustawić blok obronny, zamknąć środek, przygotować pressing, policzyć strefy i przez tydzień oglądać analizę wideo. Tylko potem wychodzisz z tunelu, słyszysz Bernabéu i wszystkie te piękne strzałki z odprawy nagle wyglądają jak instrukcja składania szafy z Ikei podczas pożaru. A naprzeciwko będzie jeszcze Mourinho.

Człowiek, który o futbolu wie wystarczająco dużo, by rozumieć, że czasami najlepiej wygrać mecz, zanim przeciwnik zdąży zorientować się, że już go przegrywa. Portugalczyk zawsze lubił psychologię równie mocno jak taktykę. Przed takim spotkaniem będzie więc każde słowo, każdy gest, każde spojrzenie. Mourinho potrafi zrobić konferencję prasową, po której człowiek przez kwadrans zastanawia się, czy właśnie odpowiedział na pytanie, obraził rywala, pochwalił własnego bramkarza czy wypowiedział wojnę połowie Europy.  Inter zna ten teatr doskonale. Kiedyś był jego częścią.

To pod wodzą Mourinho Nerazzurri nauczyli się przecież jednej z najważniejszych rzeczy w wielkim futbolu: że nie trzeba być lubianym, żeby być wielkim. Barcelona mogła mieć piłkę. Bayern mógł mieć swoje plany. Europa mogła dyskutować o pięknie gry. Inter miał puchar.

I wiecie co? Po szesnastu latach wszystkie wykresy posiadania piłki wyglądają trochę blado. Puchar nadal stoi w gablocie.

Dlatego ten powrót na Bernabéu ma znaczenie większe niż zwykła podróż do Madrytu. Dla kibica Interu to miejsce jest czymś pomiędzy stadionem a rodzinnym albumem. Człowiek patrzy na murawę i niemal widzi Sneijdera. Cambiasso. Zanettiego. Eto'o harującego tam, gdzie napastnicy zwykle pytają, czy na pewno muszą. Milito robiącego z obrońców Bayernu statystów. A nad tym wszystkim Mourinho. Tylko że nostalgia jest w futbolu jak stary szalik. Świetnie grzeje, lecz meczu za ciebie nie wygra.

Dzisiejszy Inter musi więc przyjechać na Bernabéu jako Inter, którego z całą pewnością sam Mourinho też się  musi nieco obawiać. Wie co potrafimy.

Bo może właśnie na tym polega największa przewrotność tego spotkania. Mourinho kiedyś nauczył Inter, jak nie bać się największych. Teraz jego dawny klub będzie musiał wykorzystać tę lekcję przeciwko nauczycielowi.

Inter już raz wyjechał stąd z Europą u stóp. Mourinho wyjechał wtedy w przeciwnym kierunku. Teraz spotkają się ponownie - każdy ze swoją historią, każdy po swoją przyszłość.

I chyba właśnie dlatego futbol wciąż wygrywa z Netfliksem. Scenarzyści wymyśliliby romans, zdradę i wielki powrót. Piłka zrobiła coś prostszego.  Dała Mourinho Inter. Na Bernabéu.

Choć to dopiero faza ligowa rozgrywek, ja zacieram ręce, a Wy?

Źródło: intermediolan.com

Dyskusja

Komentarze 0

Komentarze są dla zalogowanych kibiców.

Zaloguj się albo załóż konto — zajmuje chwilę, a zostaje na lata.

Załóż konto

Jeszcze nikt się nie odezwał. Bądź pierwszy.

Newsroom

Czytaj dalej

Wszystkie